Ciężki czy lekki…?

Zgodnie ze wskazaniem mojej elektronicznej wagi kuchennej sam aparat waży 1,098 kg, do tego obiektyw 1,639 kg, co daje łącznie 2,737 kg. Dużo – prawie trzy kilo na szyi…? Ale jest to mój ulubiony zestaw. Powiem więcej – ukochany zestaw: Nikon D700 + Nikkor 70-200mm 1:2.8 GII ED. Bardzo mi pasuje zakres ogniskowej, bo jak wiadomo lubię podglądać i tworzyć wąskie kadry. Do tego jakość zdjęć jest dla mnie wyśmienita. A co z krótszymi zakresami? Przecież wystarczy tylko przypiąć obiektyw 24-70 mm 1:2.8 i będzie dobrze. Ciężar wprawdzie niewiele spadnie, ale powinno być dobrze… Oczywiście, lecz ja stosuję w tych zakresach inny bardzo ulubiony przeze mnie zestaw, ważący łącznie 0,956 kg: Olympus OM-D E-M1 + M.Zuiko 12-40mm 1:2.8 (w przeliczeniu na pełną klatkę: 24-80mm). Oczywiście najczęściej zabieram ze sobą z domu ten lżejszy, lecz prawdziwą i niepowtarzalną radość fotografowania daje mi ten pierwszy…
Dziś dołączam dwa zdjęcia ze spaceru po poznańskiej Starówce, pstryknięte ukochanym sprzętem, ważącym prawie trzy kilogramy.

Co u Leydy…?

Lyda już prawie osiągnęła dorosłość. Jest wyjątkowo grzecznym i karnym psem. Ma swoje ugruntowane miejsce w rodzinie, zrosła się z nami pod każdym względem. Nie wiem tylko jak to jest z tą Jej miłością do nas, ponieważ kocha każdego: listonosza, ogrodnika, poborcę opłat za wodę (o zgrozo!!!), kuriera i wszystkich, którzy nas odwiedzają. A największą miłością darzy dzieci.Taki pies…

Dziś najświeższa galeria naszej „Goldenki”.

Leyda-1252 — OdzyskanoLeyda-1255 — OdzyskanoLeyda-1268 — OdzyskanoLeyda-1278Leyda-1293Leyda-1301Leyda-1313Leyda-1320Leyda-1321Leyda-1323Leyda-1325Leyda-1277

05 lutego 2016 r

Czasami jest tak, że wena fotograficzna przygłuszona zostaje zaskakującymi i niepożądanymi sytuacjami życiowymi i patrzenie kreatywne przez wizjer aparatu staje się wręcz niemożliwe…
Ale od czego mam niezawodną elektroniczną szufladę…?
Dziś zdjęcia ptaka, który nad brzegiem rzeki Reuss w Lucernie wygrzewa się w kwietniowym słońcu. Ale jak widać na drugim zdjęciu, wygrzewanie było tylko przerywnikiem w poszukiwaniach materiału do wyścielenia gniazda, gdzie już niebawem dojdzie do miłosnych zalotów, a potem na puszystym piórku zamieszkają pisklęta.
U nas dalej zima, choć o zabarwieniu wiosennym. Już niedługo podobne widoki zagoszczą u nas i pewnie wena powróci z wiosenną siłą…