Po koncercie…

OLYMPUS DIGITAL CAMERAJeśli miałbym wskazać artystę, który systematycznie gromadzi na swoim koncie coraz wspanialsze dzieła, to byłby nim zapewne Steven Wilson. Od pewnego czasu skupiony na solowej twórczości, tworzy muzykę w będącą swoistym mixem z Jego poprzednich wcieleń (Porcupine Tree, No Man, Blackfield, Storm Corrosion). Najnowsze wydawnictwo Hand. Cannot. Erase. jest jednym z najwspanialszych dzieł tego Artysty. Wczoraj – 8 kwietnia – odbył się jeden z dwóch Jego koncertów w Polsce. Małem to szczęście ogladać i słuchać na żywo. Specjalnie pisze „oglądać”, gdyż koncert zamienił się w prawdziwe widowisko multimedialne, okraszone mistrzowsko wykonaną muzyką. Steven Wilson band wystąpił w następującym składzie: Steven Wilson – vocal, guitar, piano, mellotron, artistic direction; Guthrie Govan – guitar; Adam Holzman – keyboards; Nick Beggs – bass, Chapman stick; Marco Minnemann – drums and percussion. Pomijając drobne problemy nagłośnieniowe w pierwszej części koncertu, występ był fantastyczny i przysporzył wiele bardzo pozytywnych wrażeń. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku Artysta powróci do Polski i da możliwość powtórnego zagłębienia się w Wilsonowski Świat wspaniałych dźwięków i obrazów.

IMG_2272

HAND. CANNOT. ERASE.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADla wielu szczęśliwców zbliża się chwila, kiedy Steven Wilson wraz ze swoimi muzykami rozpocznie pierwszy koncert  w Polsce. Znam kilku takich szczęśliwców i życzę im wspaniałych wrażeń… Jutro z Krakowa muzycy przemieszczą się do Łodzi. Jeśli nierówna walka z wirusem zakończy się zwycięstwem, dołączę do grona słuchających i oglądających jutrzejszy koncert. Mam nadzieję, że  główną rolę odgrywać będzie muzyka z ostatniej płyty tego niezwykle utalentowanego Artysty.
Dla podkreślenia nastroju tego niezwykłego wydarzenia podłączam link do utworu „Perfect Life”:

Listopadowy Steven

imagePo emocjach związanych z „The Endless River” Pink Floyd, po przydługiej przerwie powróciłem do muzyki Stevena Wilsona. To bardzo dobry czas na słuchanie Jego muzyki. Nawet taka myśl mi przyszła do głowy, aby nazwać tego Artystę „Listopadowym Muzykiem”. I to nie ze względu na na datę urodzin (03.11.1967), a na listopadowe klimaty w Jego muzyce. Nie jest to oczywiście żadna negatywna opinia. Wręcz przeciwnie, muzykę tę wspaniale słucha się w domowym zaciszu, gdzie za okniem szaruga, mgły, deszcze, a dzień ledwo co się obudził – już zaczyna ziewać.  Oceniam tego Artystę jako jednego z najzdolniejszych muzyków naszych czasów. Różnorodność twórczości, ciągłe poszukiwania nowych przestrzeni w muzyce, ilość wydanych krążków, to tylko niektóre z cech tego Muzyka. Zawsze postrzegałem Go jako godnego kontynuatora stylu podobnego, do wczesnej twórczości zespołu Pink Floyd. Mało tego, ostatnie dwie płyty ocerają się o muzykę bliską innemu potężnemu królowi rocka progresywnego – King Crimson. Wilson nie kopiuje tej muzyki, nie Gra coverów, ani stosuje bezmyślnego naśladownictwa. Po mistrzowsku rozwija nurty progrocka, ocierając się przy okazji o ambient, jazz, metal, eksperymentalną elektronikę. W wyniku tego mamy do czynienia ze świeżą muzyką, pełną ambitnych aranżacji, skierowaną do wymagającego odbiorcy. Mam nadzieję, że Steven Wilson nadal będzie płodnym Artystą, że na drodze Jego muzycznego rozwoju znajdzie się kontynuacja twórczości w ramach zespołu Porcupine Tree (takie są plotki). Czekam z niecierpliwością na Jego nową płytę, która ma się ukazać w lutym 2015 roku. A potem zapewne pojawi się w Polsce z serią koncertów.
To tego materiału dołączam próbkę twórczości Stevena Wilsona: