Egzystencja w/g Hilla

Czytając cytat_53 mam wrażenie, że nadal jestem w świecie starożytnych stoików. Oni bardzo często podejmowali temat istnienia, przemijania, kruchości życia. W zapisanych myślach przekazywali nam wiedzę o tym, jak krótkie jest ludzkie życie na tle istnienia wszechświata. Podkreślali wagę teraźniejszości, przeszłość traktując jedynie jako dobrą naukę i doświadczenie, a przyszłość w zasadzie pozostawiając samą sobie.
Napoleon Hill, którego dzieli wiele wieków od filozofów stoickich, podziela jak widać niektóre ich poglądy, za wyjątkiem ignorowania przyszłości, o czym przekonamy się w innych wpisach.
Hill w stoicki sposób podchodzi do faktu, iż nie miał wpływu na swoje przyjście na świat, jak i nie będzie miał wpływu na odejście ze świata realnego. Są to zdarzenia od niego niezależne. W związku z powyższym nie poświęca temu swojej uwagi, nie martwi się tym, że kiedyś go nie będzie. Nie martwi się o to, bo i tak nic mu to nie da. Życie w ciągłym strachu przed odejściem jedynie paraliżuje działania, zabierając energię życiową, kreatywność i przebojowość.
Dla mnie jego słowa brzmią dość kategorycznie. Odbieram je jako definitywnie podjętą decyzję, aby nie zajmować się sprawami, na które nie ma się wpływu, aby nie zaśmiecać umysłu czymś co i tak się kiedyś wydarzy bez naszego udziału.

Nietolerancja

Na moim „stojaqowym” blogu przyszedł czas na Napoleona Hilla. Więcej informacji na temat tego niezwykłego człowieka umieściłem we wpisie pod adresem: https://stojaq.me/tag/napoleon-hill/. Przypomnę tylko, że Jego książki sprawiły, że zmieniłem swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Dziś już mogę powiedzieć, że literackie spotkanie z tym człowiekiem spowodowało, że mogę się nazwać człowiekiem zawodowo spełnionym, konsekwentnie realizującym postawione sobie wiele lat temu cele, osiągając sukces i zadowolenie.
Ale wracam do dzisiejszego tematu, jakże aktualnego… Jesteśmy świadkami niebywałego ataku wszelakiej agresji, nietolerancji, która głównie wynika z religijnych, rasowych i ekonomicznych uprzedzeń i różnic zdań. Czy dramatyczne fakty historyczne nie mogą nas nauczyć w końcu życia we wspólnocie opartej na szacunku i prawie do odmienności?
Pisałem już wiele razy o czasie przeznaczonym nam na tym świecie. Patrząc na życie ludzkie z perspektywy nieskończonego kosmosu, nasza egzystencja jest zaledwie niezauważalnym epizodem. Zapala się nasza świeca, przez chwilę migoczemy i gaśniemy. Dlaczego tę chwilę marnujemy na życie w nienawiści i nietolerancji? Napoleon Hill wyraża taką oto nadzieję, że nie spotka żadnych Polaków, Anglików, Żydów, Chrześcijan, ateistów, wierzących inaczej, kiedy już będzie po tamtej stronie. Wyraża wiarę w to, że spotka Dusze, samych przyjaciół, braci, siostry, którzy nie będą naznaczeni piętnem przynależności religijnej, rasy, koloru skóry. W taki oto sposób daje nam do zrozumienia, że nie widzi szans na takie życie w świecie realnym. Pewnie ma rację, co niestety nie jest pozytywną puentą tego wpisu.

Zasada Spencera

Herbert Spencer, angielski filozof i socjolog, urodzony 27 kwietnia 1820, zmarły 8 grudnia 1903, jest autorem cytatu, który zamieściłem w poprzednim wpisie. Słowa tego przedstawiciela organicyzmu oraz ewolucjonizmu w naukach społecznych, zrobiły na mnie wielkie wrażenie.  Niby nic takiego nowatorskiego w nich nie jest, jednak ich sens mnie bardzo porusza…
Bardzo często spotykamy się z sytuacjami, kiedy zaczynamy przedstawiać  swoje racje w gorącej dyskusji, a po drugiej stronie dyskusyjnego stołu słyszymy gromkie: „nie masz racji!”. Jeszcze nie przeszliśmy do meritum, nawet nie liznęliśmy tezy naszej wypowiedzi, a kontra zadana przez interlokutora jest jednoznacznie negatywna. Może chcemy komuś coś doradzić, otworzyć mu oczy na coś, czego nie widzi. Może mamy do przekazania wiekopomne odkrycie, albo po prostu chcemy powiedzieć jak jest nam źle… Nie da się, ponieważ działa zasada będąca szlabanem dla wszelkich informacji, blokadą dla wszelkich argumentów… Nie mamy szans się przebić. Walimy głową w mur.
Druga strona jest przecież w stanie wiecznej ignorancji. Poddajemy się, usuwamy na bok, przestajemy przedstawiać naszą wizję, nasze argumenty. Nie przebijemy się przecież przez pogardę wyprzedzającą poznanie…
Ileż przykładów funkcjonowania zasady Spencera widzimy w TV, w życiu politycznym najniższego i najwyższego szczebla?              Ilu takich ignorantów spotykamy w pracy, w sklepie, w przychodni zdrowia, w końcu czasami i we własnym domu…?
Umiejętność słuchania w celu poznania jest zanikającą cechą. Nie jest ważna myśl i przesłanie innej osoby. Ważne są tylko nasze poglądy i przekonania. Uważam, że sztuka słuchania, wsłuchiwania się w to, co mówią inni jest na wymarciu… Niestety…
Życzę moim czytelnikom, aby ich zasada Spencera nie dotyczyła, aby potrafili słuchać i rozumieć innych, aby spotykali tylko takich dyskutantów, którzy nie będą pogardą wyprzedzać poznanie.
Herbert Spencer był bardzo popularny w drugiej połowie XIX wieku, na początku XX wieku zapomniany, obecnie jego nauka przeżywa renesans. Może warto poznać Jego teorie nieco bardziej?

Moc filozofii

Tym wpisem rozstanę się na jakiś czas z mędrcami stoikami.
Cytat_50 jest jednym z moich faworytów, to moja ulubiona myśl cesarza – filozofa. Zresztą i dla niego też chyba taką była. Wynika to z tego, że myśl o uprawianiu filozofii bardzo go „uderza”.
Nie ma żadnej sytuacji w życiu tak odpowiedniej jak ta obecna, aby uprawiać filozofię. Często spotykam się z zarzutami, że głoszone przeze mnie poglądy są nieprzystające do współczesności. Zasypywany jestem argumentami, że sposób jaki staram się tłumaczyć swoje poglądy, to był dobry „kiedyś”…, że w „tamtych czasach” mogło to do kogoś dotrzeć, a nie do współczesnych ludzi. Oczywiście jestem świadom zmieniającego się świata. Z chęcią nadążam za nowinkami technologicznymi, staram się wsłuchiwać w poglądy młodszego ode mnie pokolenia. Szanuję metamorfozę i nowe fale myśli filozoficznych, próbuję zrozumieć nowe trendy, sposób spojrzenia na życie, na otaczający świat. Nie wszystko „kumam”, ale nie martwi mnie to…
Jednemu nie można jednak zaprzeczyć, że właśnie ten dzień, tu i teraz, to najlepszy czas na uprawianie filozofii, na zagłębianie się w modrości i delektowanie się ich sensem. Pisząc o filozofii mam na myśli tę współczesną i tą reprezentowaną przez starożytnych myślicieli, których rozważania, pomimo upływu czasu, są nadal aktualne i żadne nowe pokolenie nie będzie w stanie tego zmienić. Ani ja, ani żaden przedstawiciel współczesnego pokolenia nie mógłby Markowi Aureliuszowi powiedzieć, że reprezentuje przestarzałe poglądy, że są to „gusła” i „zabobony”, jak to mi kiedyś powiedział młody, wykształcony człowiek, odnosząc się do pewnych moich teorii. Teksty stoickich filozofów są dla mnie korzeniami, za pomocą których upajam się sokami uniwersalnych mądrości świata. I naprawdę nie ma lepszego czasu niż ten obecny, aby się nich pławić.
Słowa Marka Aureliusza mają jeszcze jeden podtekst, bardzo charakterystyczny dla stoików. Mam tu na myśli podkreślenie wagi teraźniejszości. Pisałem już o tym wcześniej, że z przeszłości powinniśmy wyciągać naukę, a przyszłością się nie stresować, ponieważ tak naprawdę to ważne jest tu i teraz.

Hańba

Komentarz do Cytatu_49.
Jak przystało na filozofa, Marek Aureliusz podkreśla w swoim cytacie znaczenie życia wewnętrznego, kreowanego przez, jak to on nazywa, duszę. Czy wyższość duszy nad ciałem jest zawsze podkreślana w poglądach stoików. Oczywiście nie. Ale w tym konkretnym przypadku myśliciel wskazuje jednak na tę wyższość. W jakim celu to robi? Pewnie interpretacji tego cytatu będzie wiele, ale ja spróbuję to zrobić na swój sposób.
Uważam zatem, że chodzi tu o po pierwsze o to, aby dbać zarówno o dobrą kondycję ciała, jak i ducha. Po drugie, czy powinna być utrzymywana równowaga dobrej formy obu składowych naszego jestestwa? Najlepiej by było… Nie do przyjęcia jednak jest sytuacja, gdy to dusza zaczyna zawodzić wtedy, gdy potrzeba jest siły, spokoju, wytrwałości… A najgorszym jest to, kiedy dusza jest słabsza od ciała.
Wiadomo, że z wiekiem ciało ludzkie podlega systematycznej degradacji i nic się na to nie poradzi. Jest to naturalny ciąg zdarzeń. Ale nasz umysł, nasze duchowe wnętrze rozwija się stale, niezmiennie, aż do śmierci. I jeśli ktoś doprowadza do sytuacji, że dusza zawodzi wcześniej niż ciało zasługuje, zdaniem Marka Aureliusza, na hańbę.
Jest obowiązkiem każdego człowieka, aby hartować ducha, przygotowywać go na trudne czasy, na wyjątkowe wyzwania. Nie można przecież doprowadzić do hańbiących zachowań…

Artystyczna matematyka

Czy słabość do nauk ścisłych jest w kontrze do inklinacji artystycznych?
Oczywiście, odpowiedź brzmi nie… Jest wiele przykładów mędrców tego świata, którzy łączyli zamiłowanie do nauk ścisłych z zacięciem artystycznym. Dla przykładu podam chociaż Leonarda da Vinci.
Ostatnio naszły mnie wspomnienia z dawnych lat… Uświadomiłem sobie ze smutkiem, że właściwie to nic nie zostało po moich notatkach z matematyki i fizyki z okresu studiów. Bardzo mi brak tych pamiątek.
Szkoda, że nie mogę wrócić do wykładów z matematyki i do fantastycznych ćwiczeń z fizyki na Politechnice Warszawskiej. Były to podróże w nieznane mi wtedy światy, nie do końca zrozumiałe. I jeśli mam dziś czegoś żałować, to właśnie tego, że w dalszym ciągu po ukończeniu studiów, tak hobbystycznie dla przyjemności, nie pogłębiałem wiedzy z matematyki wyższej, probabilistyki i fizyki kwantowej…
Jestem przekonany, że matematyka była „pra-zawiązką” mojego dzisiejszego, artystycznego spojrzenia na otaczający świat. Bo jakże można zagłębić się w arkana prawdziwej sztuki nie badając przy tym ekstremum krzywych i obliczać argumentów funkcji n-tego stopnia, spacerować po całkach powierzchniowych, swobodnie posługując się narzędziami analizy matematycznej, w tym rachunkiem różniczkowym i całkowym, elementami analizy liczb zespolonych…
Ileż piękna i delikatności jest w sformułowaniach typu: „przestrzeń Banacha i Hilberta”, ileż niespotykanych i prawdziwie wciągających niespodzianek jest w twierdzeniach i metodach rachunku różniczkowego funkcji jednej i wielu zmiennych, w zagadnieniach związanych z optymalizacją, poszukiwaniem ekstremów lokalnych i globalnych oraz w umiejętności badania przebiegu zmienności funkcji. Czyż nie brzmi wspaniale: „wyznaczanie parametrów rozkładu zmiennej losowej o rozkładzie dyskretnym i ciągłym” lub „zastosowanie twierdzenia granicznego i prawa wielkich liczb do szacowania prawdopodobieństw”, albo w końcu: „przestrzeń probabilistyczna, prawdopodobieństwo klasyczne i geometryczne”, „zmienna losowa jednowymiarowa i dystrybuanta”, „podstawowe rozkłady dyskretne: dwupunktowy, dwumianowy, równomierny dyskretny, wielomianowy, Poissona, geometryczny, hipergeometryczny”…??? Uff… Wystarczy…
Nauki ścisłe są jak wulkan wszechogarniającego artyzmu. Matematyka i fizyka to królowe nauk i od nich wszystko się zaczyna: rytm muzyki, składnia , syntaktyka, łączenie kolorów…
Z wdzięcznością wspominam takie osoby, jak m. in.: Panią prof. Alina Taichert – Gaidę, Pana prof. Jerzego Pusza i Pana dr. Tadeusza Tymosza… To była piękna niezapomniana przygoda…

Zależne -Niezależne (4), Wyobrażenia (6)

Komentarz do Cytatu_48

Smutek, lek, strach, obawy, melancholia, żal, złość… można wymieniać dalej i dalej… Iluż ludzi paraliżują te negatywne stany psychiki…?
Podejmowałem ten temat już we wcześniejszych wpisach, lecz teraz nadarzyła się kolejna okazja do jego odświeżenia za sprawą krótkiego i dosadnego cytatu Marka Aureliusza. To także powrót do tematu o rzeczach zależnych i niezależnych, a także do tematu wyobrażeń. Filozof w pierwszym zdaniu zawarł sformułowanie „czegoś zewnętrznego”, zatem od nas niezależnego, na co nie mamy wpływu. W zdaniu tym znajduje się jeszcze wyraz „osąd”, czyli inaczej mówiąc „własne wyobrażenie”. I cóż w tym zdaniu jest takie ważne…? Mianowicie to, co dla stoików jest najistotniejsze: coś zewnętrznego, co jest ode mnie niezależne, nie może mnie niepokoić, wprowadzać w stan lęku, strachu, gniewu…, to tylko moje wyobrażenia (osąd) o tym czymś powodują taki stan ducha. Oczyszczenie się z błędnych wyobrażeń, z chorych osądów da z pewnością spokój i ukojenie. Kluczem do wolności i wewnętrznej równowagi jest wbicie siłą w swoją podświadomość definicji rzeczy zależnych i niezależnych oraz wpływu wyobrażeń na naszą psychikę.
Niech ten cytat wielkiego myśliciela stanie się mottem, rodzajem myśli przewodniej w pracy nad sobą…

Umiar

Komentarz do Cytatu_46_
Przez całe życie jestem przeciwnikiem wszelakich ekstremów, za wyjątkiem tych, które kiedyś, w czasach szkolnych, mozolnie poszukiwałem obliczając skomplikowane zadania matematyczne. Znalezienie ekstremów funkcji powodowało poczucie zwycięstwa, radości oraz dumy. Od wszelkich innych ekstremów stronię i staram się je omijać szerokim łukiem.
O swoistych ekstremach pisze również Marek Aureliusz w cytacie nr 46.
Osobiście nie lubię przebywać w towarzystwie ludzi, którzy w sztuczny sposób emanują ekstremalnym uczuciem. Nie mam po prostu zaufania do tych, którzy głośno lamentują, jak i do tych, którzy skorzy są do gwałtownych uniesień. Pokazywanie takich skrajnych zachowań, manifestowanie ich chociażby w miejscach publicznych lub w gronie rodziny bądź przyjaciół, jest albo objawem nieszczerości, albo efektem krótkotrwałego impulsu, wywołanego z jakiegoś „zewnętrznego centrum sterowania emocjami”.
Reakcje w sposób wyważony, choć emocjonalnie zaangażowany, są według mnie objawem dojrzałości i kultury osobistej.
Podpisuję się zatem w całej rozciągłości pod zaleceniem Wielkiego Cesarza Myśliciela.

Temat aktualny…

Komentarz do Cytatu_45_
Zbliżający się Dzień Wszystkich Zmarłych powoduje, że nasze myśli coraz częściej zmierzają ku tematom związanym ze śmiercią.
Wielokrotnie słyszałem o przeżyciach ludzi, którzy byli na krawędzi życia i śmierci. Zawsze powtarzała się ta sama informacja o tym, że ta traumatyczna chwila, kiedy wyrywali się ze szponów śmierci, odmieniła ich życie nieodwracalnie. Dopiero od wtedy zaczęli żyć pełnią życia, czerpać z niego pełnymi garściami.
Człowiek nie mając wiedzy kiedy będzie musiał się „ewakuować“ z tego świata, żyje trochę jak we mgle. Po omacku pędzi do przodu zaliczając każdy miniony dzień do tych lepszych lub gorszych. Wielu jest takich, którzy w ogóle nie zastanawiają się nad tym, czy mijające dni były dobre, pożyteczne, czy też może tego poprzedniego dnia nie udało im się czegoś dokonać, a przecież wszystko mieli tak dobrze zaplanowane… Są również i tacy, którzy życie swoje przeżywają świadomie, wypełniając swój czas dobrze zaplanowanymi zadaniami. Ale tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zrozumieć osoby, która zaczęła życie od nowa, wymykając się śmierci z zasięgu kosy.
Marek Aureliusz zachęca nas, abyśmy nie czekali na traumatyczne przeżycia, które mogą w ogóle nie nadejść (i oby tak było), abyśmy już dziś, w spokoju, wyobrazili sobie fakt, że oto właśnie w tej chwili dożyliśmy do końca naszej ziemskiej wędrówki i umieramy… Według filozofa, takie zagłębienie się w siebie samego, z takimi myślami, pozwala na kontynuację życia zgodnie z naturą tak, jak to robią ci, którzy zostali doświadczeni przez los. Nie kuśmy go zatem, nie czekajmy na wydarzenia, które dramatycznie zmienią nasze życie… zacznijmy już teraz, w tej chwili, żyć zgodnie z naturą, od nowa.

Porażka…

Komentarz do Cytat_44
Zawsze najłatwiej jest oceniać innych ludzi. Najtrudniejsze jest krytyczne spojrzenie na siebie. Wiem, wiem…
Tym razem nie będę jednak rozdzierał swojej własnej duszy i podglądnę z przyjemnością innych.
Pisałem kiedyś o tym, jak ważne jest nastawienie do życia. Sprowadza się to do trochę wyświechtanego, ale jakże ciągle aktualnego, przykładu postrzegania szklanki zapełnionej do połowy wodą. Jedni widzą naczynie tylko do połowy zapełnione, inni na odwrót, że aż do połowy. Tak jest też w innych sytuacjach życiowych. Gdy jedni smucą się, że przyszła jesień, inni cieszą się paletą ciepłych kolorów, ochoczo zabierają się do zaprawiania jesiennych plonów, które służyć będą zimą, chodzą na długie spacery, zbierają kolorowe liście, wdychają cudowne jesienne powietrze. Tamci pociągać będą nosem, szukać kolejnego paraleku na domniemane przeziębienie. Jedni znowu będą poszukiwać rozwiązań napotkanych trudności, inni będą załamywać ręce w rozpaczy.
Jakie to dziwne, że pochodzący z tego samego gniazda rodzinnego mają odmienne spojrzenie na życie. Wiadomo, różnić się to piękna rzecz, ale w tym przypadku zadaję sobie pytanie dlaczego jedni są optymistami, a drudzy pesymistami. Dlaczego czerpiąc przykład z domu, gdzie z entuzjazmem pokonywano wszelkie trudności, gdzie kreatywnie rozwijano się zawodowo, gdzie panował optymizm i radość z życia, jedni wyrośli na malkontentów, inni na optymistów? Próżno szukać jednoznacznej odpowiedzi. Widocznie niektórzy skazują się na permanentną porażkę, a inni przechodzą przez życie z uśmiechem na twarzy. Owszem, czasami się mówi, że to życie niestety ciągnie w dół… Ale czy to prawda? Każdy może się poddać apatii, to najprostsze. Jednak optymiści nawet w kryzysowych sytuacjach są w stanie znaleźć jakiś pozytyw i wyjść z opresji obronną ręką.
Rację ma zatem Seneka pisząc, że każdy jest nieszczęśliwy, na ile się za takiego uważa…