Hańba

Komentarz do Cytatu_49.
Jak przystało na filozofa, Marek Aureliusz podkreśla w swoim cytacie znaczenie życia wewnętrznego, kreowanego przez, jak to on nazywa, duszę. Czy wyższość duszy nad ciałem jest zawsze podkreślana w poglądach stoików. Oczywiście nie. Ale w tym konkretnym przypadku myśliciel wskazuje jednak na tę wyższość. W jakim celu to robi? Pewnie interpretacji tego cytatu będzie wiele, ale ja spróbuję to zrobić na swój sposób.
Uważam zatem, że chodzi tu o po pierwsze o to, aby dbać zarówno o dobrą kondycję ciała, jak i ducha. Po drugie, czy powinna być utrzymywana równowaga dobrej formy obu składowych naszego jestestwa? Najlepiej by było… Nie do przyjęcia jednak jest sytuacja, gdy to dusza zaczyna zawodzić wtedy, gdy potrzeba jest siły, spokoju, wytrwałości… A najgorszym jest to, kiedy dusza jest słabsza od ciała.
Wiadomo, że z wiekiem ciało ludzkie podlega systematycznej degradacji i nic się na to nie poradzi. Jest to naturalny ciąg zdarzeń. Ale nasz umysł, nasze duchowe wnętrze rozwija się stale, niezmiennie, aż do śmierci. I jeśli ktoś doprowadza do sytuacji, że dusza zawodzi wcześniej niż ciało zasługuje, zdaniem Marka Aureliusza, na hańbę.
Jest obowiązkiem każdego człowieka, aby hartować ducha, przygotowywać go na trudne czasy, na wyjątkowe wyzwania. Nie można przecież doprowadzić do hańbiących zachowań…

Artystyczna matematyka

Czy słabość do nauk ścisłych jest w kontrze do inklinacji artystycznych?
Oczywiście, odpowiedź brzmi nie… Jest wiele przykładów mędrców tego świata, którzy łączyli zamiłowanie do nauk ścisłych z zacięciem artystycznym. Dla przykładu podam chociaż Leonarda da Vinci.
Ostatnio naszły mnie wspomnienia z dawnych lat… Uświadomiłem sobie ze smutkiem, że właściwie to nic nie zostało po moich notatkach z matematyki i fizyki z okresu studiów. Bardzo mi brak tych pamiątek.
Szkoda, że nie mogę wrócić do wykładów z matematyki i do fantastycznych ćwiczeń z fizyki na Politechnice Warszawskiej. Były to podróże w nieznane mi wtedy światy, nie do końca zrozumiałe. I jeśli mam dziś czegoś żałować, to właśnie tego, że w dalszym ciągu po ukończeniu studiów, tak hobbystycznie dla przyjemności, nie pogłębiałem wiedzy z matematyki wyższej, probabilistyki i fizyki kwantowej…
Jestem przekonany, że matematyka była „pra-zawiązką” mojego dzisiejszego, artystycznego spojrzenia na otaczający świat. Bo jakże można zagłębić się w arkana prawdziwej sztuki nie badając przy tym ekstremum krzywych i obliczać argumentów funkcji n-tego stopnia, spacerować po całkach powierzchniowych, swobodnie posługując się narzędziami analizy matematycznej, w tym rachunkiem różniczkowym i całkowym, elementami analizy liczb zespolonych…
Ileż piękna i delikatności jest w sformułowaniach typu: „przestrzeń Banacha i Hilberta”, ileż niespotykanych i prawdziwie wciągających niespodzianek jest w twierdzeniach i metodach rachunku różniczkowego funkcji jednej i wielu zmiennych, w zagadnieniach związanych z optymalizacją, poszukiwaniem ekstremów lokalnych i globalnych oraz w umiejętności badania przebiegu zmienności funkcji. Czyż nie brzmi wspaniale: „wyznaczanie parametrów rozkładu zmiennej losowej o rozkładzie dyskretnym i ciągłym” lub „zastosowanie twierdzenia granicznego i prawa wielkich liczb do szacowania prawdopodobieństw”, albo w końcu: „przestrzeń probabilistyczna, prawdopodobieństwo klasyczne i geometryczne”, „zmienna losowa jednowymiarowa i dystrybuanta”, „podstawowe rozkłady dyskretne: dwupunktowy, dwumianowy, równomierny dyskretny, wielomianowy, Poissona, geometryczny, hipergeometryczny”…??? Uff… Wystarczy…
Nauki ścisłe są jak wulkan wszechogarniającego artyzmu. Matematyka i fizyka to królowe nauk i od nich wszystko się zaczyna: rytm muzyki, składnia , syntaktyka, łączenie kolorów…
Z wdzięcznością wspominam takie osoby, jak m. in.: Panią prof. Alina Taichert – Gaidę, Pana prof. Jerzego Pusza i Pana dr. Tadeusza Tymosza… To była piękna niezapomniana przygoda…

Zależne -Niezależne (4), Wyobrażenia (6)

Komentarz do Cytatu_48

Smutek, lek, strach, obawy, melancholia, żal, złość… można wymieniać dalej i dalej… Iluż ludzi paraliżują te negatywne stany psychiki…?
Podejmowałem ten temat już we wcześniejszych wpisach, lecz teraz nadarzyła się kolejna okazja do jego odświeżenia za sprawą krótkiego i dosadnego cytatu Marka Aureliusza. To także powrót do tematu o rzeczach zależnych i niezależnych, a także do tematu wyobrażeń. Filozof w pierwszym zdaniu zawarł sformułowanie „czegoś zewnętrznego”, zatem od nas niezależnego, na co nie mamy wpływu. W zdaniu tym znajduje się jeszcze wyraz „osąd”, czyli inaczej mówiąc „własne wyobrażenie”. I cóż w tym zdaniu jest takie ważne…? Mianowicie to, co dla stoików jest najistotniejsze: coś zewnętrznego, co jest ode mnie niezależne, nie może mnie niepokoić, wprowadzać w stan lęku, strachu, gniewu…, to tylko moje wyobrażenia (osąd) o tym czymś powodują taki stan ducha. Oczyszczenie się z błędnych wyobrażeń, z chorych osądów da z pewnością spokój i ukojenie. Kluczem do wolności i wewnętrznej równowagi jest wbicie siłą w swoją podświadomość definicji rzeczy zależnych i niezależnych oraz wpływu wyobrażeń na naszą psychikę.
Niech ten cytat wielkiego myśliciela stanie się mottem, rodzajem myśli przewodniej w pracy nad sobą…

Umiar

Komentarz do Cytatu_46_
Przez całe życie jestem przeciwnikiem wszelakich ekstremów, za wyjątkiem tych, które kiedyś, w czasach szkolnych, mozolnie poszukiwałem obliczając skomplikowane zadania matematyczne. Znalezienie ekstremów funkcji powodowało poczucie zwycięstwa, radości oraz dumy. Od wszelkich innych ekstremów stronię i staram się je omijać szerokim łukiem.
O swoistych ekstremach pisze również Marek Aureliusz w cytacie nr 46.
Osobiście nie lubię przebywać w towarzystwie ludzi, którzy w sztuczny sposób emanują ekstremalnym uczuciem. Nie mam po prostu zaufania do tych, którzy głośno lamentują, jak i do tych, którzy skorzy są do gwałtownych uniesień. Pokazywanie takich skrajnych zachowań, manifestowanie ich chociażby w miejscach publicznych lub w gronie rodziny bądź przyjaciół, jest albo objawem nieszczerości, albo efektem krótkotrwałego impulsu, wywołanego z jakiegoś „zewnętrznego centrum sterowania emocjami”.
Reakcje w sposób wyważony, choć emocjonalnie zaangażowany, są według mnie objawem dojrzałości i kultury osobistej.
Podpisuję się zatem w całej rozciągłości pod zaleceniem Wielkiego Cesarza Myśliciela.

Temat aktualny…

Komentarz do Cytatu_45_
Zbliżający się Dzień Wszystkich Zmarłych powoduje, że nasze myśli coraz częściej zmierzają ku tematom związanym ze śmiercią.
Wielokrotnie słyszałem o przeżyciach ludzi, którzy byli na krawędzi życia i śmierci. Zawsze powtarzała się ta sama informacja o tym, że ta traumatyczna chwila, kiedy wyrywali się ze szponów śmierci, odmieniła ich życie nieodwracalnie. Dopiero od wtedy zaczęli żyć pełnią życia, czerpać z niego pełnymi garściami.
Człowiek nie mając wiedzy kiedy będzie musiał się „ewakuować“ z tego świata, żyje trochę jak we mgle. Po omacku pędzi do przodu zaliczając każdy miniony dzień do tych lepszych lub gorszych. Wielu jest takich, którzy w ogóle nie zastanawiają się nad tym, czy mijające dni były dobre, pożyteczne, czy też może tego poprzedniego dnia nie udało im się czegoś dokonać, a przecież wszystko mieli tak dobrze zaplanowane… Są również i tacy, którzy życie swoje przeżywają świadomie, wypełniając swój czas dobrze zaplanowanymi zadaniami. Ale tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zrozumieć osoby, która zaczęła życie od nowa, wymykając się śmierci z zasięgu kosy.
Marek Aureliusz zachęca nas, abyśmy nie czekali na traumatyczne przeżycia, które mogą w ogóle nie nadejść (i oby tak było), abyśmy już dziś, w spokoju, wyobrazili sobie fakt, że oto właśnie w tej chwili dożyliśmy do końca naszej ziemskiej wędrówki i umieramy… Według filozofa, takie zagłębienie się w siebie samego, z takimi myślami, pozwala na kontynuację życia zgodnie z naturą tak, jak to robią ci, którzy zostali doświadczeni przez los. Nie kuśmy go zatem, nie czekajmy na wydarzenia, które dramatycznie zmienią nasze życie… zacznijmy już teraz, w tej chwili, żyć zgodnie z naturą, od nowa.

Porażka…

Komentarz do Cytat_44
Zawsze najłatwiej jest oceniać innych ludzi. Najtrudniejsze jest krytyczne spojrzenie na siebie. Wiem, wiem…
Tym razem nie będę jednak rozdzierał swojej własnej duszy i podglądnę z przyjemnością innych.
Pisałem kiedyś o tym, jak ważne jest nastawienie do życia. Sprowadza się to do trochę wyświechtanego, ale jakże ciągle aktualnego, przykładu postrzegania szklanki zapełnionej do połowy wodą. Jedni widzą naczynie tylko do połowy zapełnione, inni na odwrót, że aż do połowy. Tak jest też w innych sytuacjach życiowych. Gdy jedni smucą się, że przyszła jesień, inni cieszą się paletą ciepłych kolorów, ochoczo zabierają się do zaprawiania jesiennych plonów, które służyć będą zimą, chodzą na długie spacery, zbierają kolorowe liście, wdychają cudowne jesienne powietrze. Tamci pociągać będą nosem, szukać kolejnego paraleku na domniemane przeziębienie. Jedni znowu będą poszukiwać rozwiązań napotkanych trudności, inni będą załamywać ręce w rozpaczy.
Jakie to dziwne, że pochodzący z tego samego gniazda rodzinnego mają odmienne spojrzenie na życie. Wiadomo, różnić się to piękna rzecz, ale w tym przypadku zadaję sobie pytanie dlaczego jedni są optymistami, a drudzy pesymistami. Dlaczego czerpiąc przykład z domu, gdzie z entuzjazmem pokonywano wszelkie trudności, gdzie kreatywnie rozwijano się zawodowo, gdzie panował optymizm i radość z życia, jedni wyrośli na malkontentów, inni na optymistów? Próżno szukać jednoznacznej odpowiedzi. Widocznie niektórzy skazują się na permanentną porażkę, a inni przechodzą przez życie z uśmiechem na twarzy. Owszem, czasami się mówi, że to życie niestety ciągnie w dół… Ale czy to prawda? Każdy może się poddać apatii, to najprostsze. Jednak optymiści nawet w kryzysowych sytuacjach są w stanie znaleźć jakiś pozytyw i wyjść z opresji obronną ręką.
Rację ma zatem Seneka pisząc, że każdy jest nieszczęśliwy, na ile się za takiego uważa…

Praca

Komentarz do Cytat_43

Cytat nr 43 jest niejako nawiązaniem do mojego wcześniejszego wpisu, w którym tłumaczę swój brak aktywności na blogu. Jest przypomnieniem wyznawanej od wielu lat przeze mnie zasady, którą można spuentować powiedzeniem: „bez pracy nie mam kołaczy”. Moje ostatnie dwa miesiące były wakacjami od wiernego odnoszenia się do pięknych słów Seneki. Ale cóż, każdy ma prawo do chwili słabości…
Jako osoba, legitymująca się już dojrzałym wiekiem, mająca przecież z tego tytułu pewne doświadczenia, mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że istotnie: „Nie ma rzeczy, której nie można by zdobyć wytrwałą pracą i pilnym staraniem”. Niektórzy zapewne żachną się na to i powiedzą, że przecież oni całe życie ciężko pracują i nic im się do tej pory nie udało. Być może:
1. nie zauważają swoich osiągnięć i sukcesów,
2. za wysoko postawili sobie poprzeczkę, albo
3. nie przykładają się dostatecznie do swojej pracy.
Każda z wymienionych przyczyn jest bardzo ważna. Pierwsza, spotykana bardzo często, wiąże się z niską oceną własnej osoby. To choroba naszych czasów. Już od wczesnego dzieciństwa trzeba pracować nad pozytywną samooceną i jest to głównie zadanie dla rodziców, jak i dla wychowawców. Jeśli nie wyróżnia się w sensie pozytywnym dokonań dziecka, to rośnie nam kolejny zakompleksiony obywatel. Druga przyczyna związana między innymi z nadmiernymi ambicjami lub brakiem rozeznania powoduje frustracje. To tak, jakby początkujący skoczek wzwyż zawiesił poprzeczkę na wysokości 2,5 metra… Oczywiście, zadania stawiane sobie muszą nas zachęcać do działania, mobilizować do wysiłku, sprawiać, że z sukcesem pokonujemy kolejne małe etapy, co przynosi ogromną radość, powinniśmy cały czas przekraczać dotychczasowe bariery, ale nie mogą to być cele nieosiągalne. I trzecia przyczyna, która wśród Polaków jest najbardziej popularna, to zazdrość i zawiść okazywana ludziom sukcesu i pseudokatolickie użalanie się nad sobą, że Pan powołał mnie do tego, żebym był biedny i nieszczęśliwy, żeby mi się nic nie udawało… I w związku z tym zaprzestają jakichkolwiek wysiłków, żyjąc w permanentnej frustracji. I tak się nie uda – myślą – i tak ja na tym bym nie skorzystał, tylko ten, co jest ode mnie szczęśliwszy. Niestety takie poglądy są u nas coraz bardziej popularne i to głównie od momentu, kiedy władza postanowiła, że łatwiej będzie zarządzać sfrustrowanym i zwaśnionym społeczeństwem, niż takim, które jest emanuje sukcesem, wolnością i radosnym, otwartym życiem.
Warto jednak od czasu do czasu pochylić się nad słowami Seneki i spróbować wyciągnąć z nich pozytywne wnioski. Polecam, sam to sprawdziłem i nie zawiodłem się.

Powrót z wakacji

Trochę się wydłużył mój pobyt na blogowych wakacjach… I gdyby to były jeszcze wakacje pełne intensywnych i interesujących wyjazdów… Za wyjątkiem kilku wypadów weekendowych nie zaliczyłem żadnego spektakularnego urlopu poza domem. Jednakże te dwa miesiące z okładem mogę zaliczyć do udanych, tym bardziej, że w międzyczasie na świecie pojawił się mój kolejny potomek, noszący moje nazwisko. Jest to dla mnie wielka radość i szczęście.
Od kilku dni zastanawiałem się nad przyszłością bloga… Wiem, że jeśli zaprzestanę pisania, to już to tego nie wrócę. Tak już mam… często zapalam się wielkim ogniem, aby po pewnym czasie przygasnąć… Jest to cecha mojego charakteru, którą trudno mi przezwyciężyć. Walczę z tym całe życie i nie mogę się pochwalić spektakularnym sukcesem.
Zmobilizowały mnie jednak ostatnie polubienia, za które jestem Gościom niezwykle wdzięczny. Pomyślałem: „jeśli mnie ktoś tu ciągle odwiedza, to chyba warto pisać”. A tak przy okazji, to nigdy do końca nie wiem, czy te wpisy są naprawdę czytane, czy tylko zaznaczany jest znaczek „lubię” i to na tyle…? Gdy pojawia się bezcenny komentarz, to wtedy otrzymuję znak, że mój wpis zaczął żyć. Dziękuję zatem tym, którzy zaszczycili mnie swoim komentarzem. Jeśli ktoś przeczytał mój tekst, będącym kropelką w internetowym oceanie, to jest dla mnie wielkie osiągnięcie i radość z tego tytułu.
Narazie nie zmieniam formuły bloga. Będę kontynuował wstawianie cytatów, okraszonych moim zdjęciem, po których nastąpi krótki, bądź nieco dłuższy komentarz. Nadal będę się posiłkował mądrościami moich ulubionych filozofów.
Ciągle mam nadzieję na większą ilość zdjęć… W międzyczasie zrobiłem porządek z moim sprzętem fotograficznym. Większość mojego ulubionego systemu Nikona poszła w świat (mam nadzieję, że w dobre ręce), w zamian ograniczyłem się do systemu bezlusterkowego Olympusa. Póki co, najwięcej zdjęć pstrykam moim wnukom, ale tymi pracami nie będę się z Państwem dzielił, bo taką mam zasadę. Jak pogoda się poprawi, to w końcu ruszam w plener z nowym zapałem i chęcią focenia…
Czy będę udostępniał wpisy na Facebooku i Twitterze? Jeszcze nie zdecydowałem… Muszę to jeszcze przemyśleć…
A… jeszcze jedno. Nie straciłem zupełnie tych dwóch miesięcy z punktu widzenia pisarskiego. Prace nad trzecią książką trwały cały wakacyjny czas, chociaż ze zmniejszoną intensywnością.
Witam zatem po urlopie i zachęcam do odwiedzin mojego bloga 🙂

Puste życie

Jeśli byłbym pochylonym wiekiem starcem, który uświadamia sobie, że nie ma innych dowodów na to, że tak długo żył, jak tylko liczba przeżytych lat, to miałbym wtedy poczucie największej klęski mojego życia. Bardzo współczuję ludziom, którzy w niemocy związanej ze starczym wiekiem, uświadamiają sobie, że niczego nie pozostawią po swoim życiu i do tego zdają sobie sprawę z bezsilności i niemożności cofnięcia czasu. Smutne i nieszczęśliwe jest egzystowanie z takim poczuciem wewnętrznej klęski. Seneka pisze „często” co wskazuje na fakt, iż już w starożytności było wielu, którzy zwyczajnie zmarnowali swoje życie. Teraz jest tak samo. Znowu wielu nie pozostawia nic po sobie, albo tylko zgliszcza i nieszczęście.
Będąc młodym człowiekiem nie zdawałem sobie sprawy z tego, jaką rolę mam do odegrania na tym świecie. Młodym wydaje się, że powinni się tylko bawić i korzystać z życia. Ale to nie jest prawda. Każdy z nas powinien pozostawić coś wartościowego po sobie. Jedni potomstwo, inni jeszcze wielkie budowle i wynalazki na skalę światową, inni znowu wielkie dzieła malarskie, pisarskie, jeszcze inni pozostaną w pamięci jako twórcy i animatorzy społeczności lokalnych. Nie każdy za swoje zasługi musi mieć postawiony pomnik, tym bardziej, że pomniki dziś stawiane, za parę lat będą demontowane… Najważniejsze jest, że będąc już niedołężnym starcem będziemy mogli powiedzieć, że nasze życie nie było bez sensu i że pozostawimy znaczący ślad po sobie.
Czas niestety nie działa na naszą korzyść…

Filozofia

Lubię jak coś nie jest sztuką dla ludu, ani dziełem przeznaczonym na pokaz. Od razu przyciąga to coś moją uwagę… jestem tym od razu zainteresowany i chętnie poznaję tego tajniki. Tak też jest z filozofią…
Ona nie polega na słowach, lecz na czynach. Ktoś mnie niedawno zapytał: dlaczego nie stosujesz zawsze zasad opisywanych przez twoich ulubionych stoików, których tak chętnie cytujesz na blogu. Pewnie dlatego, że nie jestem filozofem, a tym bardziej stoikiem. Daleko mi do takiego miana, chociaż staram się korzystać z mądrości filozofów, a tym bardziej stoików. Studiowanie mądrych tekstów i ich kontemplowanie, przybliża mnie do lepszego poznania zawiłych treści, płynących z wersów napisanych przez starożytnych mędrców. Wolę poświęcić czas na czytanie np. „Myśli” Seneki, niż na oglądanie prostaków w telewizyjnych programach o polityce. Im więcej czasu poświęcam na studiowanie treści moich ulubionych myślicieli, tym bardziej jestem bliski stosowania ich mądrości w moim własnym życiu.
Filozofia, jak pisze Seneka nie powinna być uprawiana dla zabicia czasu lub dla rozrywki. Ona ma kształtować i tworzyć duszę, ma zarządzać naszym życiem, trzymać twardo ster i wytyczać trasę nam, słabym żeglarzom, miotanym wzburzonymi falami. Co ważne, bez niej nie można żyć bezpiecznie i beztrosko. Ona daje porady, jak postępować w trudnych sytuacjach życiowych. Nie jest też żadną religią, chociaż większość filozofów w swoich rozprawach powołuje się na Boga, a i wielu mędrców religijnych można z całą pewnością nazwać filozofami. Nie oczekuje poddańczej wierności swoim zasadom i strukturom, bo nie ma struktur. Filozofia jest zatem areligijna, pomimo że często odwołuje się do praw boskich. Jest dumna i wyniosła, lecz otwarta i dostępna dla tych, którzy poważnie ją traktują. I co ważne: książki o filozofii nie nazywają się świętymi, cokolwiek miałoby to oznaczać…