Zasada Spencera

Herbert Spencer, angielski filozof i socjolog, urodzony 27 kwietnia 1820, zmarły 8 grudnia 1903, jest autorem cytatu, który zamieściłem w poprzednim wpisie. Słowa tego przedstawiciela organicyzmu oraz ewolucjonizmu w naukach społecznych, zrobiły na mnie wielkie wrażenie.  Niby nic takiego nowatorskiego w nich nie jest, jednak ich sens mnie bardzo porusza…
Bardzo często spotykamy się z sytuacjami, kiedy zaczynamy przedstawiać  swoje racje w gorącej dyskusji, a po drugiej stronie dyskusyjnego stołu słyszymy gromkie: „nie masz racji!”. Jeszcze nie przeszliśmy do meritum, nawet nie liznęliśmy tezy naszej wypowiedzi, a kontra zadana przez interlokutora jest jednoznacznie negatywna. Może chcemy komuś coś doradzić, otworzyć mu oczy na coś, czego nie widzi. Może mamy do przekazania wiekopomne odkrycie, albo po prostu chcemy powiedzieć jak jest nam źle… Nie da się, ponieważ działa zasada będąca szlabanem dla wszelkich informacji, blokadą dla wszelkich argumentów… Nie mamy szans się przebić. Walimy głową w mur.
Druga strona jest przecież w stanie wiecznej ignorancji. Poddajemy się, usuwamy na bok, przestajemy przedstawiać naszą wizję, nasze argumenty. Nie przebijemy się przecież przez pogardę wyprzedzającą poznanie…
Ileż przykładów funkcjonowania zasady Spencera widzimy w TV, w życiu politycznym najniższego i najwyższego szczebla?              Ilu takich ignorantów spotykamy w pracy, w sklepie, w przychodni zdrowia, w końcu czasami i we własnym domu…?
Umiejętność słuchania w celu poznania jest zanikającą cechą. Nie jest ważna myśl i przesłanie innej osoby. Ważne są tylko nasze poglądy i przekonania. Uważam, że sztuka słuchania, wsłuchiwania się w to, co mówią inni jest na wymarciu… Niestety…
Życzę moim czytelnikom, aby ich zasada Spencera nie dotyczyła, aby potrafili słuchać i rozumieć innych, aby spotykali tylko takich dyskutantów, którzy nie będą pogardą wyprzedzać poznanie.
Herbert Spencer był bardzo popularny w drugiej połowie XIX wieku, na początku XX wieku zapomniany, obecnie jego nauka przeżywa renesans. Może warto poznać Jego teorie nieco bardziej?

Moc filozofii

Tym wpisem rozstanę się na jakiś czas z mędrcami stoikami.
Cytat_50 jest jednym z moich faworytów, to moja ulubiona myśl cesarza – filozofa. Zresztą i dla niego też chyba taką była. Wynika to z tego, że myśl o uprawianiu filozofii bardzo go „uderza”.
Nie ma żadnej sytuacji w życiu tak odpowiedniej jak ta obecna, aby uprawiać filozofię. Często spotykam się z zarzutami, że głoszone przeze mnie poglądy są nieprzystające do współczesności. Zasypywany jestem argumentami, że sposób jaki staram się tłumaczyć swoje poglądy, to był dobry „kiedyś”…, że w „tamtych czasach” mogło to do kogoś dotrzeć, a nie do współczesnych ludzi. Oczywiście jestem świadom zmieniającego się świata. Z chęcią nadążam za nowinkami technologicznymi, staram się wsłuchiwać w poglądy młodszego ode mnie pokolenia. Szanuję metamorfozę i nowe fale myśli filozoficznych, próbuję zrozumieć nowe trendy, sposób spojrzenia na życie, na otaczający świat. Nie wszystko „kumam”, ale nie martwi mnie to…
Jednemu nie można jednak zaprzeczyć, że właśnie ten dzień, tu i teraz, to najlepszy czas na uprawianie filozofii, na zagłębianie się w modrości i delektowanie się ich sensem. Pisząc o filozofii mam na myśli tę współczesną i tą reprezentowaną przez starożytnych myślicieli, których rozważania, pomimo upływu czasu, są nadal aktualne i żadne nowe pokolenie nie będzie w stanie tego zmienić. Ani ja, ani żaden przedstawiciel współczesnego pokolenia nie mógłby Markowi Aureliuszowi powiedzieć, że reprezentuje przestarzałe poglądy, że są to „gusła” i „zabobony”, jak to mi kiedyś powiedział młody, wykształcony człowiek, odnosząc się do pewnych moich teorii. Teksty stoickich filozofów są dla mnie korzeniami, za pomocą których upajam się sokami uniwersalnych mądrości świata. I naprawdę nie ma lepszego czasu niż ten obecny, aby się nich pławić.
Słowa Marka Aureliusza mają jeszcze jeden podtekst, bardzo charakterystyczny dla stoików. Mam tu na myśli podkreślenie wagi teraźniejszości. Pisałem już o tym wcześniej, że z przeszłości powinniśmy wyciągać naukę, a przyszłością się nie stresować, ponieważ tak naprawdę to ważne jest tu i teraz.

Hańba

Komentarz do Cytatu_49.
Jak przystało na filozofa, Marek Aureliusz podkreśla w swoim cytacie znaczenie życia wewnętrznego, kreowanego przez, jak to on nazywa, duszę. Czy wyższość duszy nad ciałem jest zawsze podkreślana w poglądach stoików. Oczywiście nie. Ale w tym konkretnym przypadku myśliciel wskazuje jednak na tę wyższość. W jakim celu to robi? Pewnie interpretacji tego cytatu będzie wiele, ale ja spróbuję to zrobić na swój sposób.
Uważam zatem, że chodzi tu o po pierwsze o to, aby dbać zarówno o dobrą kondycję ciała, jak i ducha. Po drugie, czy powinna być utrzymywana równowaga dobrej formy obu składowych naszego jestestwa? Najlepiej by było… Nie do przyjęcia jednak jest sytuacja, gdy to dusza zaczyna zawodzić wtedy, gdy potrzeba jest siły, spokoju, wytrwałości… A najgorszym jest to, kiedy dusza jest słabsza od ciała.
Wiadomo, że z wiekiem ciało ludzkie podlega systematycznej degradacji i nic się na to nie poradzi. Jest to naturalny ciąg zdarzeń. Ale nasz umysł, nasze duchowe wnętrze rozwija się stale, niezmiennie, aż do śmierci. I jeśli ktoś doprowadza do sytuacji, że dusza zawodzi wcześniej niż ciało zasługuje, zdaniem Marka Aureliusza, na hańbę.
Jest obowiązkiem każdego człowieka, aby hartować ducha, przygotowywać go na trudne czasy, na wyjątkowe wyzwania. Nie można przecież doprowadzić do hańbiących zachowań…

I co dalej?

Właściwie to miałem zamiar ten wpis opublikować wcześniej, gdy zachodziły odpowiednie okoliczności ku temu. Teraz temat jest już trochę nieaktualny, lecz jak znam życie, pojawi się na tapecie niebawem. O czym to miałem pisać? O braku konsekwencji…
Spośród niewątpliwie obszernej listy moich wad, jedną z najbardziej mi doskwierających jest właśnie brak konsekwencji… Jestem typem człowieka o charakterze zadaniowym. Zaplanować, zebrać stosowne środki, zrealizować zadanie i… znudzić się tym, co zrobiłem. Niestety tak jest ze wszystkim: z pracą, gdzie byłem wykonawcą niestandardowych i trudnych projektów, z fotografią, z czynnym uczestnictwem w Galerii Świata Obrazu, z pisaniem blogów, z pisaniem książek… Najpierw wielki zapał, potem totalne oddanie się projektowi, a na końcu… znudzenie. Czy ktoś z Was też tak ma…?
Ostatnio zmobilizowałem się i pojawiły się nowe zdjęcia, nowe wpisy na blogu, zacząłem pisać kolejną książkę. Robię to z wielką radością, znowu czuję entuzjazm. Oby tym razem ten stan rzeczy trwał jak najdłużej.
Być może powodem mojego braku konsekwencji jest zbyt wiele sroczych ogonów, za które pociągam…? To jest bardzo prawdopodobne, dlatego też postanowiłem zrobić przegląd swoich aktywności i ograniczyć się tylko do tych najważniejszych. A zatem:
– Niniejszy blog („Strefa Stojaqa”) będzie kontynuowany jako jeden z naważniejszym moich projektów,
– Pisanie – to, co lubię najbardziej… Jest już zalążek czwartej książki, więc życzcie mi powodzenia,
– Fotografia – moje hobby i nie mogę się z nim rozstać. Chociaż jestem mniej aktywny fotograficznie, to trzymanie przy oku wizjera mojego „Olka” sprawia mi nadal ogromną frajdę.
– Galeria Świata Obrazu – za długo się znam z moimi Przyjaciółmi – Galernikami, żebym się miał z nimi pożegnać. Pierwsze swoje zdjęcie umieściłem tam 3 maja 2013 roku (niedługo stuknie pięć lat).
Niestety przyszedł czas na pożegnanie się z „blogiem bezglutenowym”… Pod znakiem zapytania stawiam też stronę fotograficzną www.fotostojaq.com i pisarską www.jacekdelt.com
Przy okazji pozdrawiam moich przyjaciół z galerii Świata Obrazu i przepraszam ich za zbyt małą ilość komentarzy. Pozdrawiam też wszystkich Gości odwiedzających Strefę Stojaqa.
A zatem – do dzieła…

Rzeczy zależne – rzeczy niezależne (1)

Plan_1Nawiążę do Cytatu nr 8. Jest w nim zawarta jedna z najważniejszych zasad stoicyzmu – „oddzielenie rzeczy zależnych od nas, od wszystkich pozostałych, które są niezależne”. Temat obszerny i będzie powracał w kolejnych wpisach.
Zacznę od relacji międzyludzkich, w odniesieniu do własnych doświadczeń. Tak się składa, że w życiu spotykamy osoby, które jak mówi się potocznie i delikatnie, „nie nadają z nami na tych samych falach”. Źle się dzieje, jeśli z takimi osobami wiążemy się np w życiu osobistym. Te zaś spotykane na niwie zawodowej też mogą mieć na nas fatalny wpływ (np. w przypadku szefa). Pozostałe przypadki to najczęściej sporadyczne i chwilowe kontakty, które nie powinny mieć znaczącego wpływu na naszą kondycję psychiczną. Kontakt z taką osobą powoduje, że zaczynają nami targać niezdrowe emocje. Jestem tego idealnym przykładem. W swoim życiu miałem wiele takich doświadczeń, teraz opiszę dwa:
1. Będąc szefem dużego zakładu pracy „nie tolerowałem” z niewiadomych przyczyn pewnej pracownicy. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, że to we mnie tkwi problem. Kobieta cierpiała z powodu mojego częstego obcesowego zachowania, a jej irytacja pogłębiała moją niechęć… Pewnego razu, po kolejnym naszym emocjonalnym spotkaniu, w trakcie którego ona stała znowu na przegranej pozycji, zadałem sobie pytanie: o co mi chodzi, dlaczego uprzedziłem się do tej osoby? Po dogłębnych przemyśleniach postanowiłem totalnie zmienić do niej stosunek, poznać ją bliżej, porozmawiać o innych, niż zawodowe, tematach. Poskutkowało – gdy po pewnym czasie odchodziłem do innej pracy, z jej ust padły najmilsze podziękowania za współpracę! Nie znając zasad postępowania stoickiego, instynktownie zastopowałem swoje negatywne emocje, czyli to co było ode mnie zależne. Niezależna natomiast była ingerencja w zachowanie, w psychikę tej drugiej osoby. Była to dla mnie ważna nauka.
2. Drugi przykład jest jeszcze bardziej skomplikowany, ponieważ dotyczy relacji, które były, są i będą trudne. Tak los sprawił, że osoba nie będąca członkiem rodziny, a „istniejąca (funkcjonująca)” przy moim boku od wielu lat, ma zgoła odmienne poglądy na życie, inny stosunek do otaczającej rzeczywistości, w ogóle dzieli nas właściwie wszystko, za wyjątkiem jednej „cienkiej nici”, która niestety jest ciągle nierozerwalna. Do tego działamy na siebie w sposób negatywny. Cierpimy obaj z tego powodu, cierpią ci, w których towarzystwie przebywamy i prowadzimy wspólne sprawy. Tak było do ostatniego naszego spotkania, kiedy to u mnie nareszcie zadziałały regularne ćwiczenia postawy stoickiej. Zdecydowanie, lecz z powściągliwością, odpierałem emocjonalne ataki. Spojrzałem na swojego interlokutora z dystansem, bez emocji i zauważyłem jaki dystans dzieli go od wolności i radości życia, i że przecież ja nie mam na to wpływu, mogę natomiast poskromić swoje własne emocje. Jestem pewien, że tylko moja postawa, moje własne emocje, moje oceny, punkty widzenia mogą zlikwidować moje wewnętrzne napięcia. Wszystko, co jest poza mną jest ode mnie niezależne, a w szczególności postawa innych ludzi, z którymi się spotykam.
Oba przykłady dotyczące wzajemnych relacji, opisane zostały przez pryzmat zależnych i niezależnych rzeczy. Skupienie się na własnych pozytywnych emocjach, ocenach, myślach, pozwala nam inaczej spojrzeć na rzeczywistość. Wewnętrzna przemiana, zależna od nas, powoduje spokój wewnętrzny i poczucie szczęścia. Nikt spoza naszego zamkniętego kręgu nie ma takiej siły, aby wniknąć do naszego wnętrza, chyba że my sami zostawimy uchylone do siebie drzwi i poddamy się negatywnemu wpływowi innych. Oba przykłady z mojego życia są również dowodem na to, co głoszą starożytni filozofowie, ojcowie stoicyzmu: powinniśmy przebywać głównie w takim towarzystwie, w którym czujemy spokój ducha, z którym mamy wspólne zainteresowania, podobne poczucie humoru, zbliżone poglądy polityczne, etyczne i filozoficzne. Unikajmy ludzi o silnych, negatywnych emocjach, ludzi nie umiejących słuchać, mówiących tylko o sobie i potrzebujących ciągłego wzmacniania więzów wspólnym np.: nadmiernym konsumowaniem napojów alkoholowych.
Chrońmy naszą linię graniczącą rzeczy zależne od niezależnych od nas.