Dobre wzorce

Zazdrość i zawiść należą do najbardziej destrukcyjnych emocji. Nic tak nie dewastuje naszego umysłu jak te dwie negatywne cechy. Są one bardzo charakterystyczne dla osób pesymistycznie postrzegających rzeczywistość. Prowadzą do pogłębiania się takiej postawy, jak i do kształtowania złych relacji międzyludzkich. Zamiast zazdrościć trzeba spróbować wdrażać dobre wzorce.
Tak się złożyło, moi dwaj bliscy przyjaciele z lat młodzieńczych osiągnęli sukcesy w założonych przez siebie prywatnych biznesach. Trzeba przyznać, że wtedy na posadzie państwowej powodziło mi się znacznie gorzej… W dorosłym życiu nasze ścieżki się rozeszły, lecz dość regularnie się spotykaliśmy. Zawsze byli dla mnie mili i chętni do wszelakiej pomocy. Przebywanie wśród nich, radowanie się ich sukcesem, kibicowanie im w zdobywaniu kolejnych, działało na mnie motywująco i mobilizująco. Czerpałem garściami z ich pozytywnej energii, budowałem w swoim umyśle swoją własną pozytywną postawę. Uczyłem się na ich sukcesach i porażkach. Zawsze im dobrze życzyłem…
Poskutkowało…!!! Dziś jestem spełnionym zawodowo człowiekiem, który zrealizował się w państwowej firmie, w korporacji i w prywatnym biznesie.

“Cenię cię, życie, dzięki łasce śmierci” – Seneka

Zbliża się czas, kiedy cmentarze zapełnią się po brzegi żywymi ludźmi… Będzie gwarno, kolorowo, wręcz wesoło… W miejscach pochówku odbędzie się niezliczona liczba spotkań, wspomnień.  Wielu zaduma się nad sensem życia, nad przemijaniem, a słowem kluczem w rozmowach, kazaniach, rozmyślaniach będzie “śmierć”.

Posłużę się dziś cytatami z dzieł moich ulubionych dwóch filozofów stoickich: Epikteta i Seneki.

Śmierć w ich nauczaniu przewija się bardzo często. Bo jak żyć zgodnie z filozofią stoicką,  być pełnym pokory, cnoty i dystansu do formuły istnienia, nie mając w świadomości nieodwracalności spotkania się ze śmiercią?

Śmierć jest dopełnieniem narodzin i nie ma co się bać jak to będzie, gdy nas nie będzie po śmierci, ponieważ już nas nie było przed narodzinami i nie było to dla nas żadnym problemem…. A zatem:

Co to jest śmierć?

“Śmierć jest wyzwoleniem od wszelkich cierpień i kresem, poza który nie sięgają nasze nieszczęścia, i z powrotem wprowadza nas w ów stan spokoju, w jakim trwaliśmy przed narodzeniem” – Seneka

…Śmierć jest … przejściem nie z bytu obecnego w niebyt, lecz w byt, który nie istnieje obecnie” – Epiktet

Czy człowiek wie jak umierać?

“Przez całe życie należy się uczyć żyć i – co może jeszcze bardziej cię zdziwi – przez całe życie należy się uczyć umierać” – Seneka

Co jest gorsze: sama śmierć, czy strach przed nią?

“Jeśli popatrzysz na kres życia nie jak na karę, lecz jako na prawo natury, i wygnasz z serca strach przed śmiercią, odtąd żaden lęk nie ośmieli się zakraść do niego…” – Seneka

“Nie sama śmierć ni ból, ale lęk przed śmiercią i bólem są straszne” – Epiktet

“… Przeciw śmierci uzbroić się trzeba w odwagę, przeciw strachowi śmierci – w ostrożność” – Epiktet

Kto i kiedy umiera?

“Wszyscy ulegamy złudzeniu, sądząc, że ku śmierci zmierzają tylko starcy i ludzie pochyleni wiekiem, gdy naprawdę prowadzi do niej od razu dzieciństwo, młodość i każdy okres życia” – Seneka

Co daje świadomość śmierci?

“Smierć i wygnanie, i wszelkie inne nieszczęścia, których już samo wyobrażenie grozą przejmuje, niech zawsze ci stoją przed oczyma, a już najbardziej z wszystkiego – godzina śmierci. W ten bowiem sposób ani nie będziesz nigdy snuł w myśli nikczemnych zamierzeń, ani też niczego nie będziesz gorąco pożądał” – Epiktet

A teraz może puenta…:

„… A więc mnie nie będzie? – Ciebie nie będzie, lecz będzie coś innego, czego obecnie światu potrzeba. Albowiem i do bytu zostałeś powołany nie wtedy, gdy tego ty chciałeś, lecz gdy świat potrzebował twego istnienia” – Epiktet

Nota historyczna

Plan_1Początki stoicyzmu to koniec IV wieku przed naszą erą, a za jego prekursora uznaje się greckiego filozofa Zenona z Kition. Ostateczną formę stoicyzmu wypracował Chryzyp z Soloi (ur. 279, zm. między 207 a 204 p.n.e.). Nazwa stoicyzm pochodzi od greckiego „stoa”, czyli portyk. W starożytnej Grecji filozofowie, prekursorzy stoicyzmu spotykali się często w ateńskim budynku „Stoa Kolorowa”, gdzie prowadzili wielogodzinne dysputy.
Stoicyzm łączy racjonalizm z materializmem. W fizyce stoicy głosili materialistyczny monoizm, w etyce zaś przyjmowali, że szczęście daje człowiekowi tylko cnota, uniezależniająca go od wszelkich okoliczności oraz ucząca życia zgodnego z rozumem i naturą. Cnota, będąca największą doskonałością, jest samowystarczalna (autarkia) i prowadzi do obojętności wobec wszystkiego innego. Stoicy proponowali pozbycie się uczuć (apatia), które uważali za źródło zła. Wartość moralną uczynków uzależniali od ich intencji. Życie zgodne z cnotą pojmowali jako harmonię rozumnych działań człowieka, opartych na porządku racjonalnej natury. Cnotę tę cechuje samoświadomość i odczuwanie siebie jako cząstki kosmosu, spokój wewnętrzny, niewzruszoność wobec tego, co od człowieka nie zależy, dające wolność i szczęście.
Niestety nie zachowały się żadne rozprawy, wykłady, zapiski z pierwszego okresu stoicyzmu. Dopiero aktywne życie słynnego greckiego stoika Epikteta (ur 50-60 n.e.), niewolnika rzymskiego, a przede wszystkim jego nauczanie publiczne dało początek tzw. późnemu stoicyzmowi. Nauczanie Epikteta zostało spisane przez jego ucznia Flawiusza Arriana. Do najważniejszych przedstawicieli późnego stoicyzmu zaliczyć trzeba Senkę Młodszego (I w. p.n.e. – I w n.e.) oraz Marka Aureliusza (ur. 121 n.e., zm. 180 n.e.), który był filozoficznym wyjątkiem wśród cesarzy rzymskich.
We współczesnym świecie nie mają racji bytu poglądy stoickie na temat praw fizyki, biologii, kosmologii. Natomiast w warstwie etycznej poglądy stoickie nadal są aktualne, przez wielu wyznawane i pielęgnowane. Oczywiście współczesne zasady etyki oparte o filozofię stoicyzmu muszą być dostosowane do realiów XXI wieku, gdzie nikt przecież nie żyje wyzbywając się wszelkich uczuć (apatia). Jednakże poglądy te są bardzo atrakcyjną dziś ofertą etyczną dla tych, którzy odczuwają zagubienie pędem życia, jego szorstkim, wręcz brutalnym otoczeniem, dominacją przemocy, chamstwa, braku ideałów cnoty i wierności naturze, również dla tych, którzy owładnięci zostali paraliżującymi uczuciami strachu, leku, obaw przed niepewną przyszłością.

Autorytet

Dziś odbiegnę od tematyki fotograficznej. Oglądałem przed chwilą zdjęcia z rozpoczęcia roku szkolnego w mojej średniej szkole, zamieszczone na Facebooku. Przypomniałem sobie swoje szkolne czasy i mojego Dyrektora LO. Natychmiast w mojej głowie pojawiło się hasło: AUTORYTET. W czasach mojej licealnej edukacji w gabinecie dyrektora szkoły można było się znaleźć tylko z dwóch powodów: po odebranie najsurowszej kary lub największej nagrody. Gabinet dyrektorski oraz sam Dyrektor był skrupulatnie chroniony przez roztaczającą się aurę Jego autorytetu, wzmacnianą przez Grono Pedagogiczne. Pan Dyrektor z największą skrupulatnością piastował swą funkcję, budując autorytet urzędu i stanowiska, budząc podziw nas młodych i buntowniczych uczniaków. Był to przecież zwykły człowiek, z wszelkimi pospolitymi wadami i zaletami. Ale jednak, wraz z najbliższym otoczeniem, potrafił zadbać o najwyższe standardy i niezwykłą jakość piastowanego stanowiska. Z wielkim szacunkiem wspominam tego nieżyjącego już Człowieka.

Z podobnym autorytetem miałem do czynienia w swojej pierwszej pracy. Człowiek zarządzający kilkudziesięciotysięczną rzeszą kolejarzy wypracował taki autorytet, że z nieskrywaną dumą mieniłem się Jego podwładnym. Kultura osobista, wiedza, stanowczość i spokojny, zdecydowany głos, a także ta lekko wykrzywiona, uśmiechnięta, pełna mądrości twarz pozostaną na zawsze w mojej pamięci. Też już Go nie ma między nami.

I kolejny autorytet, z cudownych przyczyn ciągle żyjący, to mój stuletni Wuj. Oficer kampanii wrześniowej, pedagog, wielki patriota. Jego rola w naszej bardzo licznej rodzinie jest nie do przecenienia. To Wielka Księga mądrości, doświadczenia i wiedzy. Niezwyklej kultury osobistej, znajomości ludzkiej natury, pełen delikatności w prezentowaniu swoich poglądów, głębokiej wiary i szczerej, lecz nie narzucającej się, praktyki religijnej. Człowiek słuchający, wsłuchujący się i wysłuchujący. Nigdy nie narzucający swoich poglądów, szanujący każdego człowieka. Do tego prawdziwy, niedościgły dla nas „współczesnych” facetów – Gentelmen. Aż dziw, że po bezpardonowym i niekończącym się ataku zła, braku kultury osobistej, nienawiści, nietolerancji i całej reszty tego wszystkiego na „nie”, ten Człowiek nadal jest autorytetem i w niczym nie zmienił cech swojego charakteru.

Czy kiedyś zabraknie nam autorytetów? Czy obecnie nie zbyt łatwo podważamy ich bezsprzeczność? Czy zamiast szukać, kreować nowe i czcić i utrwalać stare, nie jesteśmy świadkami unicestwiania tej potrzebnej w każdym społeczeństwie „instytucji”?

P.S.

Dołączam zdjęcie zamyślonego nad moim tekstem Szekspira…

Dynamiczny maj

Ledwo co było święto pracy,  a już jest ósmego maja… Dynamiczny to był czas. Remont skończony i choć trwał tylko pięć dni, dał się we znaki… Ale za to Majstrów mieliśmy wspaniałych. Dziękuję Pani Krzysiowi i Panu Kubie za profesjonalizm, takt, grzeczność i chęci do pracy. Dom wygląda już jako zamieszkały plus te dobrze zaplanowane zmiany. Trzeba się znów uaktywnić w sieci, wrócić do ciemni cyfrowej i do fotografowania pięknej wiosny. A już za kilka dni pojawi się w domu Leyda (czy się da we znaki…?). Będzie o czym pisać i kogo fotografować…
Dziś dołączam majowe zdjęcie z elektronicznej szuflady.
© by stojaq Nikon D300, 200mm, f/22, s 1/30 s, ISO 320

© by stojaq
Nikon D300, 200mm, f/22, s 1/30 s, ISO 320

Wielkie Dni…

© 2014 by stojaq OM-D EM-1, 62 mm, f/11, 1/320 s, ISO 250, Silver Efex Pro 2

© 2014 by stojaq
OM-D EM-1, 62 mm, f/11, 1/320 s, ISO 250, Silver Efex Pro 2

Zbliżamy się do kuminacyjnych chwil związanych z obchodami Świąt Wielkanocnych. Byłem ostatnio świadkiem rozmowy duchownego z dziećmi, podczas ktorej w kierunku młodych padło pytanie: z czym kojarzy się wam Wielkanoc. Padały następujące odpowiedzi: „przychodzi zajączek”, „śniadanie wielkanocne”, „słodycze”, spotkania z rodziną”… Nie padła odpowiedź, której duchowny oczekiwał… Ale czy od małych dzieci można się czegoś innego spodziewać? Dla nich pojęcia „zmartwychwstanie”, „ukrzyżowanie”, „pascha” są totalnie niezrozumiałe, a o śmierci nie chcą słyszeć – i dobrze!!!. Dlatego analizując  nierozwiązywalny dylemat wyższości Świąt Wielkanocnych nad Świętami Bożego Narodzenia dodaję swoje pięć groszy…. Wyrażam zatem pogląd (wynikający z własnego doświadczenia), że dla dzieci i młodzieży filozofia bożonarodzeniowa jest zwyczajnie bardziej zrozumiała, percepcyjnie łatwiejsza do przyjęcia. Wynika to z ich własnych, ubogich jeszcze przecież, doświadczeń życiowych. A do tego jest dla nich akceptowalna, ponieważ dużo w tym czasie wypowiada się słów: „narodzenie”, „małe dzieciątko” , „żłobek”, „matka”, „ojciec”, itp tkliwe i miłe dla ucha wyrazy. Święta Bożego Narodzenia to po prostu życie, doczesna perspektywa długiego, radosnego życia.

Święta Wielkanocne to głębsza tajemnica, która dociera do dojrzałego w pełni umysłu. To wyjście na przeciw pytaniom i wątpliwościom odnoszącym się do tego, co będzie po „długim i radosnym życiu doczesnym”. A takie dylematy dotykają dopiero ludzi, którzy osiągają dojrzałość duchową.
Bardzo lubię te dni totalnej, dogłębnej zadumy. Lubię swoje nieporadne próby osiągnięcia nieosiągalnego… totalnej pokory wobec własnej mizerności, w odniesieniu do nieograniczonej wielkości i nieograniczoności wszystkiego o czym wiem i o czym nigdy się nie dowiem…
Do wpisu dołączam link do tego samego fragmentu Passion Petera Gabriela, który zamieściłem na blogu w ubiegłym roku – wspaniała muzyka…

Lewy głos, prawy głos, a w środku równowaga…

© 2015 by stojaq OM-D EM-1, 40 mm, f/9.0, 1/500 s, ISO 250

© 2015 by stojaq
OM-D EM-1, 40 mm, f/9.0, 1/500 s, ISO 250

Gdzieś w okolicach lewego ucha słyszę: „Jedną z ludzkich negatywnych cech, bardzo często spotykanych, jest nielubienie siebie samego i wszystkiego, co się samemu robi. To jedna z największych wad, która jest powodem hamowania, albo wręcz unicestwienia talentów, wszelakiej wiedzy i uzdolnień wielu niedoszłych geniuszy i artystów. Nie piszę tego dlatego, że tak właśnie jest z tobą… Ale jednak gdy oglądasz zdjęcia uznanych fotografów i profesjonalistów, nękają cię złe myśli… nie lubisz swoich fotografii..? A przecież przepadasz za pochlebnymi recenzjami i za współczesnymi „lajkami” „.

Z okolic prawego ucha dobiega szybko kontra: „Przecież źródłem, przyczyną twoich poczynań z aparatem fotograficznym jest nie do końca zidentyfikowana siła, która napędza cię do nienasyconego podziwu otaczającego świata, do kreatywnego uwieczniania jego fragmentów na matrycy aparatu, siła która napędza cię do wyrażania swoich emocji poprzez fotografię. Przecież siłą tą nie jest pragnienie poklasku, nagród, medali i wyróżnień… Jak długo trzeba było cię namawiać do umieszczenia pierwszej fotki w internecie…? – przecież kochasz swoją fotograficzną pasję”.
… I tak jest ciągle… Oprócz tych pospolitych permanentnych podszeptów, dochodzą jeszcze te fotograficzne…!!! Prawda jest taka, że płynące słowa z prawej strony są mi bliższe, ale… ostatnie zdanie dźwięczące w lewym uchu jest mi też jakoś dziwnie bliskie… Ciągła wspinaczka (jak na zdjęciu)…? A gdzie ta równowaga…?