Alemoon!!!

Ostatnie dni, a właściwie noce, września przebiegają pod hasłem „Big Moon”. Noc z niedzieli na poniedziałek była jedną z najbardziej fotogenicznych nocy w tym roku. Powstały niezliczone ilości pięknych i mniej pięknych zdjęć. Niektóre kolaże, zaprezentowane na facebooku, archiwizujące drogę Księżyca po nieboskłonie w tę noc, są naprawdę wyjątkowo urocze.
Wczorajszy wieczór też był piękny. Księżyc spacerował po niebie w towarzystwie niezbyt gęstych chmur: to wdzięcząc się swoją krągłością, to chowając leniwie za chmurnymi zasłonami. Przypomniał mi się nastrój z młodości, kiedy podczas takich kosmicznych spektakli zakładałem słuchawki na uszy i uzupełniałem wrażenia wzrokowe wrażeniami dźwiękowymi. Do takiej atmosfery pasowała najbardziej muzyka Pink Floyd – cała płyta „The Dark Side of the Moon” (szczególnie piękny utwór, skomponowany przez nieżyjącego już Richarda Wrighta, „The Great Gig in the Sky”), tytułowy kawałek z płyty „Obscured By Clouds” albo ostatni z tej płyty: „Absolutely Curtains”. Póki Łysy
jeszcze jest tak wyraźny, polecam wszystkim spróbować mojego przepisu na wieczorne oglądanie spektakli. Dołączam zatem jeden z wymienionych wyżej utworów, skomponowany przez (aż trudno dziś uwierzyć w taki duet) Gilmoura i Watersa i trzy zdjęcia z wczorajszego wieczoru.