Karmazynowy Król

Foto P.S.

Wpis ukazuje się ze znacznym opóźnieniem… Nie mogę jednak przejść obojętnie obok tego, czego doświadczyłem w dniu 17 września…

Dzień rozpoczął się piękną, słoneczną i ciepłą pogodą. Od jedenastej zaczęli zjeżdżać się uczestnicy niezwykłej wycieczki. W najlepszym z możliwych składzie około godziny trzynastej ruszyliśmy z domu do Zabrza. Zamieszczone zdjęcie uzewnętrznia panujący nastrój wśród wycieczkowiczów… Wiadomo już, że chodzi o koncert King Crimson, który odbył się w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca.

W hotelu, u celu podróży, zameldowaliśmy się około godziny 18:30, po krótkim odpoczynku taksówką udaliśmy się na miejsce muzycznej uczty. Pomimo niesamowitej duchoty i gorąca, panującego na sali, miejsca mieliśmy wyśmienite – naprzeciwko sceny. Wybaczyliśmy Królowi Progrocka piętnastominutową obsuwkę…Przed samym koncertem zostaliśmy szczegółowo poinformowani o zakazie fotografowania i nagrywania materiałów video. Tym razem cała sala zachowała się bardzo przyzwoicie i przez cały koncert nikt nie uruchomił swojego smartfona… Muszę przyznać, że w tych czasach to ewenement. Na każdym koncercie jestem świadkiem niebywałej epidemii nagrywania i robienia fotek. Przeszkadza to widzom, ale i sami „nagrywacze” tracą to, co na koncercie jest najważniejsze – prawdziwą i żywą muzykę.

Wykwintnie ubrani panowie Robert Fripp, Jakko M. Jakszyk,  Tony Levin, Mel Collins, Pat Mastelotto, Gavin Harrison i Jeremy Stacey dumnie wkroczyli na scenę, zajęli swoje miejsca i rozpoczęli koncert. Z małą przerwą grali prawie dwie i pół godziny. Była to prawdziwa uczta dla duszy…Wspaniały powrót do źródeł muzyki progresywnej i niezwykła możliwość spotkania z legendą tego gatunku muzyki – Robertem Frippem. Można śmiało postawić tezę, że King Crimson to właśnie Robert Fripp. Tylko On był stałym członkiem każdego składu tego zespołu. To On podejmował decyzje o kolejnych zakończeniach działalności zespołu, to On podejmował decyzję o kolejnych wskrzeszeniach „Karmazynowego Króla”. Niezwykła postać muzycznego świata, genialny muzyk, który na stałe wpisał się do historii progresywnego rocka. Ten siedemdziesięcioletni dziś mężczyzna nadal emanuje energią i w niespotykany sposób potrafi perfekcyjnie zaaranżować i wykonać swoje dzieła. Wielki szacunek dla Niego i dla pozostałych muzyków za perfekcję i profesjonalizm.

Jako szkoda, że jestem już po, a nie przed tym koncertem…

Do wpisu dołączam fragment tej niezwykłej muzyki.

Koncertowy tydzień…


OLYMPUS DIGITAL CAMERAJuż po koncercie TOTO… Tym razem byłem blisko artystów, mogłem się zatem przyjrzeć dokładnie ich posturom, twarzom, mimikom. To już goście nie pierwszej młodości, a jednak co mi bardzo utkwiło w pamięci – czujacy rocka całym sobą. Fantastyczne, że faceci koło sześćdziesiątki przepełnieni są rockowymi klimatami. Daje mi to mnóstwo energii i nadziei, że nie zawsze „zaawansowany” wiek równoznaczny jest z „ustatkowanym i wycofanym” stosunkiem do muzyki. Można wchodzić
w starość z rockowym impetem!!!

Niech Chłopaki z TOTO swoją „rockowością” zarażają jeszcze przez długie lata…
Jutro jeszcze większe wyzwanie i większy dreszcz emocji. Na festiwalu Matal Hammer w Katowicach, jako gwiazda wieczoru, wystąpi Dream Theater. Tu już będzie muzyczny dynamit! Bardzo na to liczę, ponieważ dawka takich emocji jest mi potrzebna i daje mi zawsze  „kopa” na kolejne miesiące – do następnego koncertu DT.
Na deser link do hitu bardzo starego, często wykpiwanego przez przeciwników DT (ale również przez niektórych fanów tego zespołu), ale którego regularnie słucham, i przy którym zawsze się dobrze bawię:

Awaken – Awake

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   Tak się zastanawiałem, czy kolejność jest właściwa? Według znawców, u których konsultowałem ten temat, to kolejność jest dobra. Najpierw „przebudzony”, a potem „czujny” lub też „nie-śpiący”. Ale o co chodzi…? Muzycznie chodzi o dwa najbliższe koncerty. A pierwszy odbędzie się już za kilka dni. Pierwszy raz będę miał okazję posłuchać na żywo jednego z najważniejszych utworów rocka progresywnego, właśnie „Awaken”. Suita ta została wydana na jednym z najlepszych albumów YES – „Going For The One”, w 1977 roku, czyli na rok przed moją maturą…! Jest to utwór, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po pierwszym przesłuchaniu zastałem wręcz porażony dźwiękami, nie mogłem uwierzyć, że takie dzieło mogło powstać w świecie realnym… Do dziś każde przesłuchanie tej suity jest przeze mnie celebrowane. Moim zdaniem „Awaken” należy do grona największych dzieł muzyki rockowej. Czy wersja koncertowa, grana przez muzyków starszych już o 37 lat i to w niepełnym składzie, przyniesie również moc wrażeń? Jestem sceptyczny, tym bardziej, że miałem możliwość już słuchać Awaken koncertowo w wersji CD. Jednakże setlista koncertu YES a Awaken (głównie), daje nadzieje na ciekawe przeżycia muzyczne. Oczywiście o koncercie wspomnę. Mam tylko nadzieję, że nie będą grali nic z zapowiedzianego, nowego albumu (!). A AWAKE…? To na później, ale będzie głośno, precyzyjnie, metalowo, progresywnie…!!!
Oto link do „Awaken” – miłego słuchania: http://www.youtube.com/watch?v=98-iBpbEbNk&feature=kp
I moja fotograficzna ilustracja do „Awaken”:
Nikon D300, 105mm, f/2.8, s 2s

Nikon D300, 105mm, f/2.8, s 2s

Aneks do Genesis

Nikon D300, 55mm, f/5.6, s 1/100

Nikon D300, 55mm, f/5.6, s 1/100

 

Czapki z głów dla serii recenzji trzech koncertów !!!

Oto linki do nich; polecam lekturę:

http://www.mlwz.ceti.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=13214&Itemid=81

http://www.mlwz.ceti.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=13215&Itemid=81

http://www.mlwz.ceti.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=13216&Itemid=81

Czas Genesis

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   Minęła potrójna przygoda, której wspólnym mianownikiem była muzyka Genesis. Wszystkie koncerty zaliczone. Wysłuchałem dwóch Gwiazd i mało znanego zespołu The Watch, grającego covery Genesis. Ten klimat ciasnego klubu, te emocje muzyków robiących wszystko, aby jak najdokładniej odtworzyć „barankowe” klimaty, ta gra nie dla gwiazdorstwa, tylko dla szacunku dla Wielkiego Dzieła….. Chyba ten koncert zostanie mi w sercu najdłużej. Będąc tak blisko muzyków, przyglądając się im jak odtwarzają jedno z najwspanialszych dzieł „The Lamb Lies Down On Brodway” jestem pełen podziwu dla twórców tej muzy. Przecież Peter Gabriel w 1974 roku, czyli w roku powstania tego dwupłytowego albumu, miał zalednie 24 lata, a razem ze swoimi kolegami stworzył dzieło nieprzemijające. Ta muzyka może się nie wszystkim podobać, może nie trafiać w gusta wielu wrażliwcom muzycznym, ale nie można jej odebrać miana Wielkiego Dzieła.
Podaję linki do recenzji poszczególnych koncertów:
Recenzji koncertu grupy The Watch w Bydgoszczy nie znalazłem – to dziwne, może źle szukałem, może był nie wart zainteresowania przez rockowe media. Szkoda – niech żałują ci, którzy nie byli…
Aby nie było tylko muzycznie, do wpisu dodaję moją fotkę (to pięść zaciśnięta  muzycznym uniesieniu) 🙂
Nikon D300, 105mm, f/36, s  15s

Nikon D300, 105mm, f/36, s 15s

Muzyczny „Początek”, muzyczne „Stworzenie”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA    Dziś nie o fotografii, a o muzyce. Okres od 5 do 12 maja to uczta muzyczna, której głównym daniem jest muzyka Genesis. I to same dania sporządzane na żywo.

Pierwsze danie to koncert Steva Hacketta w Zabrzu, który w zaprezentował setlistę wyśmienitych utworów Genesis z lat, kiedy był członkiem tego legendarnego zespołu. Więcej szczegółow na temat tego wydarzenia pod adresem: http://artrock.pl/zagrali/920/steve_hackett_zabrze_dom_muzyki_i_tanca_05_05_2014.html.
Drugie danie przed nami – to koncert The Watch –  progresywno rockowego zespołu z Włoch. Grupa powstała w 1997 roku z inicjatywy wokalisty i flecisty Simone’a Rossetti, który jest jej jedynym stałym członkiem. The Watch, mimo kilku własnych albumów, jest znany głównie z wykonywania coverów zespołu Genesis. W Bydgoszczy zaprezentują w całości album „The Lamb Lies Down On Brodway”, wydany pierwotnie w 1974 roku z Peterem Gabrielem jako wokalistą. I tu przechodzimy do deseru…
Deser to koncert Petera Gabriela, który będzie miał miejsce w Łodzi 12 maja br. W przeciwieństwie do Hacketta Peter Gabriel konsekwentnie nie wykonuje materiałów muzycznych Genesis, prezentując własną twórczość  Nie sposób jednak nie połączyć tych wydarzeń w jedną całość. Wspólnym mianownikiem jest „GENESIS”. O wrażeniach ze zblizających sie koncertów na pewno napiszą na Fotosferze.
Teraz jednak Kilka pytań do moich Gości:
1. Czy powracać koncertowo i muzycznie jak Steve Hackett do minionych lat członkostwa w Genesis?
2. Czy koncerty młodych zespołów (np. The Watch), grających covery  znanych artystów to pozytywne zjawisko?
3. Czy konsekwentnie promować tylko własną twórczość, nie uwzględniając historycznego wkładu do muzyki tworzonej i odtwarzanej w supergrupie, to dobra droga (Peter Gabriel)?