Ciężki czy lekki…?

Zgodnie ze wskazaniem mojej elektronicznej wagi kuchennej sam aparat waży 1,098 kg, do tego obiektyw 1,639 kg, co daje łącznie 2,737 kg. Dużo – prawie trzy kilo na szyi…? Ale jest to mój ulubiony zestaw. Powiem więcej – ukochany zestaw: Nikon D700 + Nikkor 70-200mm 1:2.8 GII ED. Bardzo mi pasuje zakres ogniskowej, bo jak wiadomo lubię podglądać i tworzyć wąskie kadry. Do tego jakość zdjęć jest dla mnie wyśmienita. A co z krótszymi zakresami? Przecież wystarczy tylko przypiąć obiektyw 24-70 mm 1:2.8 i będzie dobrze. Ciężar wprawdzie niewiele spadnie, ale powinno być dobrze… Oczywiście, lecz ja stosuję w tych zakresach inny bardzo ulubiony przeze mnie zestaw, ważący łącznie 0,956 kg: Olympus OM-D E-M1 + M.Zuiko 12-40mm 1:2.8 (w przeliczeniu na pełną klatkę: 24-80mm). Oczywiście najczęściej zabieram ze sobą z domu ten lżejszy, lecz prawdziwą i niepowtarzalną radość fotografowania daje mi ten pierwszy…
Dziś dołączam dwa zdjęcia ze spaceru po poznańskiej Starówce, pstryknięte ukochanym sprzętem, ważącym prawie trzy kilogramy.

Alemoon!!!

Ostatnie dni, a właściwie noce, września przebiegają pod hasłem „Big Moon”. Noc z niedzieli na poniedziałek była jedną z najbardziej fotogenicznych nocy w tym roku. Powstały niezliczone ilości pięknych i mniej pięknych zdjęć. Niektóre kolaże, zaprezentowane na facebooku, archiwizujące drogę Księżyca po nieboskłonie w tę noc, są naprawdę wyjątkowo urocze.
Wczorajszy wieczór też był piękny. Księżyc spacerował po niebie w towarzystwie niezbyt gęstych chmur: to wdzięcząc się swoją krągłością, to chowając leniwie za chmurnymi zasłonami. Przypomniał mi się nastrój z młodości, kiedy podczas takich kosmicznych spektakli zakładałem słuchawki na uszy i uzupełniałem wrażenia wzrokowe wrażeniami dźwiękowymi. Do takiej atmosfery pasowała najbardziej muzyka Pink Floyd – cała płyta „The Dark Side of the Moon” (szczególnie piękny utwór, skomponowany przez nieżyjącego już Richarda Wrighta, „The Great Gig in the Sky”), tytułowy kawałek z płyty „Obscured By Clouds” albo ostatni z tej płyty: „Absolutely Curtains”. Póki Łysy
jeszcze jest tak wyraźny, polecam wszystkim spróbować mojego przepisu na wieczorne oglądanie spektakli. Dołączam zatem jeden z wymienionych wyżej utworów, skomponowany przez (aż trudno dziś uwierzyć w taki duet) Gilmoura i Watersa i trzy zdjęcia z wczorajszego wieczoru.

Co u Leydy…?

Leyda to teraz 6,5 miesięczne szczenię, choć wygląda już jak dorosły pies. Najnowsze notowania wagi to 25 kg! Pewnie do pełnej dojrzałości zostało jej z 7 kg… Po powrocie ze szkolenia odkurzyłem „stare”, nieużywane psie łóżko, które jeszcze dwa miesiące temu traktowała bez należytego szacunku… Dziś z rozkoszą się w nie zagłębia, odpoczywając po 2 godzinnym maratonie „równaj”, „naprzód”, „noga”, „waruj”, „zostań”…
Poniżej kilka aktualnych fotek Lady Leydy.

PółPies…

Minęły dwa miesiące zawiązywania naszej przyjaźni. Leyda ma cztery i pół miesiąca i osiągnęła połowę docelowej wagi. Mamy już zatem w domu połowę naszego dorosłego psa… Rośnie w bardzo szybkim tempie. Aktualnie przechodzi wymianę zębów na nowoczesny i docelowy „garnitur”. Dziś własnie biega po ogrodzie z trzema kłami (mlecznymi jeszcze) – jeden zaginął w boju… Staje się coraz bardziej krnąbrna, pomimo regularnych zajęć z posłuszeństwa. I nie wiem, czy jest to wpływ na Nią małego Jasia, czy to Ona ma zły wpływ na Niego, ponieważ krnąbrność jest obopólna… Widocznie oboje weszli w okres buntu wobec otaczającego świata. Leyda przesypia już całą noc do 7:30 w tzw „czystości”, w domu stan sanitarny powoli wraca do okresu „przedpsiego”. Jest grzecznym i miłym psem, czasami dostaje głupawki biegając po ogrodzie. Można zauważyć wyraźnie budująca się miłość do psa od sąsiadów (chyba ze wzjemnością)…

Do wpisu załączam małą galerię aktualnych zdjęć.

Weggis

Zapraszam do oglądnięcia małej galerii zdjęć z krótkiego pobytu w Weggis – miejscowości, w której mógłbym zamieszkać choćby jutro… Wymienienie wszystkich zalet tego miejsca zajełoby mi dużo czasu, z czego wiele z nich to subiektywne odczucia, które inni nie koniecznie muszą podzielać. Jest tylko jeden powód, dla którego się tam nie przeprowadzę: lubię swoje obecne miejsce na Ziemi…
Już słyszę słowa: taki stabilny świat, bez debilnych polityków, prawdziwa demokracja (tam referenda są prawdziwym głosem ludu i są na porządku dziennym, a nie  tylko grą polityczną), bezpieczeństwo obywateli, piękno gór, delikatny klimat, itd, itp…
Ale niech tam, tu mi jest dobrze.
Oto Weggis:

Historia zdjęcia cz. 30

Lucerna (2)

W poprzednim wpisie zapowiadałem kolejne zdjęcia z Lucerny. Przeglądając pakiet potencjalnych fotografii – kandydatek do pojedynczych wpisów z tego pięknego miasta doszedłem do wniosku, że byłby to długi i niekończący się serial. Postanowiłem zatem dołączyć jednorazowo 15 zdjęć, które w/g mnie pokazują najbardziej klimat Lucerny.

Leyda ad 2015_05_31

Małe zmiany

 OLYMPUS DIGITAL CAMERAZ uwagi na docierające do mnie informacje o kłopotach z wyświetlaniem galerii zdjęć na blogu, od dziś w sieci zaistniała strona internetowa, będąca moją osobista galerią – niejako moim portfolio. Jej adres: www.fotostojaq.com. Galeria „fotostojaq” będzie mała status dynamicznej, jej zawartość będzie regularnie uzupełniana i zmieniana. Zapraszam do odwiedzin i oglądania zamieszczonych tam kadrów. W ramach blogowej Strefy Stojaqa pojawiać się nadal będą pojedyncze zdjęcia, a tematyka fotograficzna będzie nadal odgrywała podstawową rolę.