Kulkowy Toruń (i)

Już od dłuższego czasu planowałem kolejny fotograficzny spacer po Starym Mieście w Toruniu. Nareszcie pokonałem wszelkie przeciwności, które nie pozwalały mi zrealizować swoich planów. Udało się…
Tym razem zabrałem ze sobą oprócz ulubionego zestawu OM-D E-M1 mII plus M.ZUIKO DIGITAL ED 12-100 mm 1:4.0 IS PRO, moją magiczną szklaną kulę. Dziś prezentuję pierwszą część zdjęć z cyklu „Kulkowy Toruń”. Mam nadzieję, że pomysł innego spojrzenia na moje ukochane miasto przypadnie Państwu do gustu…

Niedzielny wypad do Wąbrzeźna

Pamiętam jak chciałem się wyrwać na zawsze z tego miasta… Miałem wtedy osiemnaście lat… Pragnąłem życia w wielkiej aglomeracji, w tłoku i hałasie wielkomiejskich ulic. Zaznałem tego wszystkiego i nadal lubię bicie serca metropolii. Jednak z wielką chęcią wracam do miasta, w którym spędziłem swoje dzieciństwo i młodość. Tym miastem jest kilkunastotysięczne Wąbrzeźno, wykpiwane wielokrotnie przez znanego celebrytę ze znanej prywatnej stacji telewizyjnej, niejakiego KW. Żal mi gościa, bo widać nie zna uczucia jakim można darzyć swoje miejsce rodzinne.
Podziwiam, jak tętni życie kulturalne w takim małym mieście. Latem nie ma weekendu, żeby nie działo się coś ciekawego. Jest tak dlatego, że to miasteczko ma kogoś, komu się po prostu CHCE. Głęboko się kłaniam z szacunkiem tym, którzy poświęcając swój niejednokrotnie prywatny czas, organizują mieszkańcom i turystom ciekawe imprezy plenerowe (i nie tylko plenerowe).
W ostatnią niedzielę znowu odwiedziłem swoje ulubione miasto i na rynku oglądałem zlot starych samochodów. Wspaniała impreza, a ja z niej zamieszczam kilka fotografii. Są one wypadkową mojego punktu widzenia tego wydarzeni. Starałem się pomijać szerokie ujęcia, skupiając się na szczegółach i odbiciach w wylakierowanych karoseriach pięknych aut…
Czy się Wam spodobają…?

Cyfrowa ciemnia

Dziś zmiana tematu… Przyszedł czas na powrót zagadnień fotograficznych.
Pomimo wielu różnych zajęć staram się nie zrywać z moim hobby, dołączając do kolejnych wpisów na blogu nowe fotografie oraz te z cyfrowej szuflady. Od września na stałe rozstałem się z lustrzanką, przechodząc na system bezlusterkowy. Jak dziś patrzę na niektóre stare zdjęcia wykonane kiedyś Nikonem D700, to mam wątpliwości, czy dobrze zrobiłem. Ciekawe, czy uda mi się osiągnąć takie efekty Olympusem… Cóż decyzja, choć niełatwa, została podjęta, a Olek M1 Mark II spisuje się naprawdę znakomicie. Ale nie to jest dziś tematem przewodnim.
Wielkim przełomem w moim fotograficznym worflow jest zmiana narzędzia do wywoływania surowych zdjęć RAW. Od wielu lat byłem wierny ulubionemu programowi Photoshop Lightroom. Pracowałem na „trójce” „czwórce”, „piątce”, szóstce”… dałem się nawet skusić na CC, a ostatnio na Calssic CC. Ale robi się coraz drożej, a cenowa alternatywa pomiędzy LCC z 1 TB chmurą a Photoshopem CC wraz z Lightroomem CC i Classic CC mnie nie przekonuje. Może zabrzmieć to po amatorsku, ale bardziej mi potrzeba dobrej cyfrowej ciemni niż aplikacji do tworzenia fotomontaży…
Usługi udostępniania aplikacji w chmurze stają się coraz popularniejsze, a producenci zmuszają nas do zamiany produktu z pudełka z wieczystą licencją na abonament w chmurze. A co, jeśli chmura zawiedzie…? No właśnie, pomimo faktu, iż korzystam namiętnie z rozwiązań „cloudowych”, to zawsze systematycznie robię backupy na twardym dysku (najlepiej zewnętrznym). Ale wróćmy do cyfrowej ciemni…
Śledząc fora internetowe przeczytałem artykuł o programie stworzonym przez deweloperów ze teamu Phase One System, który słynie z produkcji m.in. jednego z najlepszych profesjonalnych aparatów średnioformatowych. Otóż grupa speców i zapaleńców z Phase One stworzyła aplikację do wywoływania zdjęć „Capture One”.
Obecnie dostępne jest już dziesiąte wcielenie tego programu. Bardzo bogaty w narzędzia, intuicyjny w obsłudze, z interfejsem w języku polskim jest wspaniałą przeciwwagą dla „chmurnego” Lightrooma. Niesamowite możliwości konfigurowania swojej przestrzeni roboczej, tworzenie własnych skrótów klawiszowych, szybka obsługa słów kluczowych i bardzo skuteczne algorytmy podstawowych czynności, wykonywanych w trakcie wywoływania RAW-ów, to tylko niektóre zalety tego „ciemniowego kombajnu”.
Capture One mnie urzekł i nie mogę się od niego oderwać… Jestem jeszcze cały czas na etapie poznawania jego cech i możliwości, ale już wiem, że wydane pieniądze na wieczystą licencję nie poszły na marne.
Mam takie wrażenie, że zdjęcia są teraz bardziej uporządkowane, lepiej skatalogowane. Właśnie tworzenie katalogów i sesji pozwala na łatwe zapanowanie nad wielką ilością zdjęć, która pojawiła się na moich dyskach. Czekam teraz na wersję C1 na iOS…
Jestem pewien, że Capture One zostanie ze mną na dłużej, ale… Lightrooma 6 w wersji pudełkowej, po jego ostaniej aktualizacji, na wszelki wypadek jeszcze zatrzymałem. Może dlatego, że ma dużo

lepsze odszumianie niż C1…?
Czy macie jakieś doświadczenia w pracy z cyfrową ciemnią?

Dołączam zdjęcie zrobione jeszcze Nikonem D700, którego będę mile wspominał…