Fotoanioł

Mój anioł nie tylkom przesiaduje na urządzeniach peryferyjnych stacji komputerowej, ale również lubi przysiąść na innych moich ulubionych sprzętach – na aparatach fotograficznych. W dzisiejszym wpisie zamieszczaam trzy zdjęcia wstępnie wywołane w Lightroomie, z nałożonymi filtrami FX Photo Studio PRO. Na temat dzwinych filtrów zdania sa podzielone. Jedni mówią, że to zakłamanie rzeczywistości, inni pozytywnie się do nich odnosząc, traktują je jako dodatkowy smaczek, upiększający oryginał. Oczywiście filtry oferowane przez aplikację FX Photo Studio PRO należy stosować z umiarem i nienachalnie.

Anioł

Wpis o dość dziwnym „Jegomościu”, troszkę nierzeczywistym, będącym za to bezsprzecznie „bytem duchowym”… I co ciekawe – występującym prawie w każdej religii. Nawet niewierzący lub agnostycy gdzieś w „tyle głowy” z nadzieją wierzą, że „ich własny anioł” czuwa nad nimi w trudnych chwilach. O aniołach można wiele dowiedzieć się z encyklopedii, Wikipedii i z wielu wydawnictw książkowych, w tym o tematyce religijnej. Tam też w szczegółach można poznać „Jegomościa”. Dla zachowania rzetelności wpisu trzeba dodać, że ponoć istnieją też „upadłe anioły” – ale o nich nie chcę nawet myśleć…!
Czy anioł występuje w wersji męskiej i żeńskiej? Pewnie tak, chociaż nazwę ma wyraźnie męską… Podobizn anioła jest bez liku. Współcześnie najwięcej ich występuje w postaci odlewów gipsowych. Są to: mało piękne, piękniejsze i piękne wyroby – zależy jak się trafi. Ogólnie trzeba stwierdzić, że ludzie mają bardzo pozytywny stosunek do aniołów i ich podobizn. W przypadku tego „bytu duchowego” nie ma ryzyka, że ktoś zarzuci ich miłośnikom, że darzą estymą ich podobiznę, bo to przecież nie jest podobizna Boga (czczenie zaś takich podobizn podobno jednak jest nielegalne…). Dodam, że w polskim wydaniu katolicyzmu  istnieje jedna z najpiękniejszych modlitw – właśnie do anioła. Do aniołów i ja mam pozytywny stosunek, zarówno jako do „bytu duchowego”, jak i do niektórych podobizn, będących efektem ludzkiej pracy. Ostatnio wpadł mi w ręce gipsowy, o delikatnej urodzie i nie miałbym nic przeciwko temu, żeby „mój własny” właśnie tak wyglądał… Postanowiłem zatem ustawić go przed obiektywami moich aparatów i popstrykać zdjęcia (dziś pokazuję pierwsze, gdzie bohater przysiadł sobie na mojej ulubionej książce fotograficznej, a za jego plecami majaczą inne foto-wydawnictwa, stojące na półce mojego regału). Muszę przyznać, że jest nadzieja na dłuższą z nim współpracę, gdyż to nadzwyczaj cierpliwy model, chyba, że przez przypadek gdzieś upadnie… no nie, nie miało być o upadłych aniołach…!