„Przypadki Juliana #”

okladka_mala_do_jedynki_v1W dniu dzisiejszym ukazała się moja debiutancka powieść p.t. „Przypadki Juliana #”. Praca nad nią przyniosła mi wiele radości i satysfakcji. Trzymanie w dłoni skończonego dzieła, zmaterializowanego wydrukowaną książką, jest wprost fantastyczne…!!! Oto jej fragment:

„Był maj 1959 roku. W kilkunastotysięcznym Brzeźnie, spokojnym mieście gdzieś na ziemi chełmińskiej, mieszkańcy toczyli zwyczajne życie, nie bacząc ani na wewnątrzkrajowe, ani na geopolityczne uwarunkowania po II wojnie światowej. Wszędzie, a nawet tu, w tym uroczym małym miasteczku, zauważało się zbawienne skutki odwilży po śmierci baćki Stalina. Centralnym miejscem Brzeźna był kwadratowy rynek, wokół którego majaczyły zwarto zabudowane kamienice. W każdej z nich na parterze mieścił się sklep lub punkt usługowy któregoś z brzeskich rzemieślników. Na środku rynku stał pomnik żołnierzy poległych w wyzwoleniu Polski spod okupacji niemieckiej. Ławeczki ustawione wzdłuż rynkowych skwerków dawały odpoczynek zmęczonym piechurom. Na każdym rogu rynku pogawędki urządzały tutejsze błękitne ptaki, ze słynnym w całym mieście Józiem. Po drugiej stronie przechadzała się kolejna unikatowa postać – niepełnosprawny umysłowo Antek, który wydawanym z gardła specyficznym odgłosem oznajmiał niechybną zmianę pogody.”

Chętnych do nabycia tej pozycji odsyłam do strony: http://allegro.pl/show_item.php?item=6595915855. Zapraszam też na stronę: http://www.jacekdelt.com

Wszystkim czytającym życzę miłej lektury… 🙂

Autorytet

Dziś odbiegnę od tematyki fotograficznej. Oglądałem przed chwilą zdjęcia z rozpoczęcia roku szkolnego w mojej średniej szkole, zamieszczone na Facebooku. Przypomniałem sobie swoje szkolne czasy i mojego Dyrektora LO. Natychmiast w mojej głowie pojawiło się hasło: AUTORYTET. W czasach mojej licealnej edukacji w gabinecie dyrektora szkoły można było się znaleźć tylko z dwóch powodów: po odebranie najsurowszej kary lub największej nagrody. Gabinet dyrektorski oraz sam Dyrektor był skrupulatnie chroniony przez roztaczającą się aurę Jego autorytetu, wzmacnianą przez Grono Pedagogiczne. Pan Dyrektor z największą skrupulatnością piastował swą funkcję, budując autorytet urzędu i stanowiska, budząc podziw nas młodych i buntowniczych uczniaków. Był to przecież zwykły człowiek, z wszelkimi pospolitymi wadami i zaletami. Ale jednak, wraz z najbliższym otoczeniem, potrafił zadbać o najwyższe standardy i niezwykłą jakość piastowanego stanowiska. Z wielkim szacunkiem wspominam tego nieżyjącego już Człowieka.

Z podobnym autorytetem miałem do czynienia w swojej pierwszej pracy. Człowiek zarządzający kilkudziesięciotysięczną rzeszą kolejarzy wypracował taki autorytet, że z nieskrywaną dumą mieniłem się Jego podwładnym. Kultura osobista, wiedza, stanowczość i spokojny, zdecydowany głos, a także ta lekko wykrzywiona, uśmiechnięta, pełna mądrości twarz pozostaną na zawsze w mojej pamięci. Też już Go nie ma między nami.

I kolejny autorytet, z cudownych przyczyn ciągle żyjący, to mój stuletni Wuj. Oficer kampanii wrześniowej, pedagog, wielki patriota. Jego rola w naszej bardzo licznej rodzinie jest nie do przecenienia. To Wielka Księga mądrości, doświadczenia i wiedzy. Niezwyklej kultury osobistej, znajomości ludzkiej natury, pełen delikatności w prezentowaniu swoich poglądów, głębokiej wiary i szczerej, lecz nie narzucającej się, praktyki religijnej. Człowiek słuchający, wsłuchujący się i wysłuchujący. Nigdy nie narzucający swoich poglądów, szanujący każdego człowieka. Do tego prawdziwy, niedościgły dla nas „współczesnych” facetów – Gentelmen. Aż dziw, że po bezpardonowym i niekończącym się ataku zła, braku kultury osobistej, nienawiści, nietolerancji i całej reszty tego wszystkiego na „nie”, ten Człowiek nadal jest autorytetem i w niczym nie zmienił cech swojego charakteru.

Czy kiedyś zabraknie nam autorytetów? Czy obecnie nie zbyt łatwo podważamy ich bezsprzeczność? Czy zamiast szukać, kreować nowe i czcić i utrwalać stare, nie jesteśmy świadkami unicestwiania tej potrzebnej w każdym społeczeństwie „instytucji”?

P.S.

Dołączam zdjęcie zamyślonego nad moim tekstem Szekspira…

Warsztaty Fotografii Podróżniczej OLYMPUS z Marcinem Dobasem

Nareszcie do Torunia dotarł ze swoimi warsztatami mój ulubiony fotograf – Marcin Dobas. Nie mogłem ominąć tego wydarzenia i oczywiście z wielką radością i zainteresowaniem wysłuchałem Jego wykładów na temat fotografii przyrodniczej. Bardzo dobrze poprowadzone wykłady uzupełnione zostały fachowymi radami i prezentacją sprzętu Olympusa, Eizo, Genesis i Hoya (aparaty, obiektywy, lampy, filtry, monitory stosowane do fotoedycji). Marcin Dobas jest jednym z pierwszych zawodowych fotografików, który dla aparatów bezlusterkowych zrezygnował całkowicie z lustrzanek. Jestem zwolennikiem takiego trendu i sam przesiadłem się z Nikona D700 na Olympusa OM-D E-M1.

Mistrz Marcin podzielił się z uczestnikami warsztatów pakietem fachowych porad, wynikających z Jego własnych doświadczeń, prezentując przy okazji wspaniałe zdjęcia. Co ważne Jego emanująca pasja fotograficzna, otwartość, dobry kontakt ze słuchaczami dodał spotkaniu wiele pozytywnych walorów. Czas przeznaczony na warsztaty minął niepostrzeżenie, ale sporządzone notatki i wspomnienia zostaną na dłużej…
Jeszcze w tym roku ma ukazać się książka o charakterze albumowym autorstwa Marcina Dobasa p.t. „FOTOWYPRAWY”  – polecam tę publikację! Zachęcam również do odwiedzin strony Fotografa http://www.dobas.art.pl.

Wielkie Dni…

© 2014 by stojaq OM-D EM-1, 62 mm, f/11, 1/320 s, ISO 250, Silver Efex Pro 2

© 2014 by stojaq
OM-D EM-1, 62 mm, f/11, 1/320 s, ISO 250, Silver Efex Pro 2

Zbliżamy się do kuminacyjnych chwil związanych z obchodami Świąt Wielkanocnych. Byłem ostatnio świadkiem rozmowy duchownego z dziećmi, podczas ktorej w kierunku młodych padło pytanie: z czym kojarzy się wam Wielkanoc. Padały następujące odpowiedzi: „przychodzi zajączek”, „śniadanie wielkanocne”, „słodycze”, spotkania z rodziną”… Nie padła odpowiedź, której duchowny oczekiwał… Ale czy od małych dzieci można się czegoś innego spodziewać? Dla nich pojęcia „zmartwychwstanie”, „ukrzyżowanie”, „pascha” są totalnie niezrozumiałe, a o śmierci nie chcą słyszeć – i dobrze!!!. Dlatego analizując  nierozwiązywalny dylemat wyższości Świąt Wielkanocnych nad Świętami Bożego Narodzenia dodaję swoje pięć groszy…. Wyrażam zatem pogląd (wynikający z własnego doświadczenia), że dla dzieci i młodzieży filozofia bożonarodzeniowa jest zwyczajnie bardziej zrozumiała, percepcyjnie łatwiejsza do przyjęcia. Wynika to z ich własnych, ubogich jeszcze przecież, doświadczeń życiowych. A do tego jest dla nich akceptowalna, ponieważ dużo w tym czasie wypowiada się słów: „narodzenie”, „małe dzieciątko” , „żłobek”, „matka”, „ojciec”, itp tkliwe i miłe dla ucha wyrazy. Święta Bożego Narodzenia to po prostu życie, doczesna perspektywa długiego, radosnego życia.

Święta Wielkanocne to głębsza tajemnica, która dociera do dojrzałego w pełni umysłu. To wyjście na przeciw pytaniom i wątpliwościom odnoszącym się do tego, co będzie po „długim i radosnym życiu doczesnym”. A takie dylematy dotykają dopiero ludzi, którzy osiągają dojrzałość duchową.
Bardzo lubię te dni totalnej, dogłębnej zadumy. Lubię swoje nieporadne próby osiągnięcia nieosiągalnego… totalnej pokory wobec własnej mizerności, w odniesieniu do nieograniczonej wielkości i nieograniczoności wszystkiego o czym wiem i o czym nigdy się nie dowiem…
Do wpisu dołączam link do tego samego fragmentu Passion Petera Gabriela, który zamieściłem na blogu w ubiegłym roku – wspaniała muzyka…

Własny styl – dziś o słowach…

© 2015 by stojaq OM-D EM-1, 16 mm, f/13, 1/320 s, ISO 250

© 2015 by stojaq
OM-D EM-1, 16 mm, f/13, 1/320 s, ISO 250

Przyznam się, że nie zawsze precyzyjnie planuję zawartość kolejnych wpisów. Niektóre teksty powstają pod wpływem emocjonalnych, szybkich decyzji, inne są wynikiem wnikliwej analizy i przemyśleń. Nietrudno zauważyć, że coraz mniej miejsca w Srtefie Stojaqa zajmują mądrości z cyklu Pr-In-Cz, mniej jest wpisów o tamatyce muzycznej, mniej cytatów, mniej matafor… Coraz więcej natomiast pojawia się wpisów z cyklu „Historia zdjęcia”. Strefa, jak wszystko co mnie otacza, podlega procesowi zmian, choć z drugiej strony wiem, że nie świadczy to dobrze o stabilności tematycznej bloga. Co jest powodem takich przeobrażeń? Być może większe zaangażowanie w fotografię? Wpływ na to mają też czynniki zewnętrzne. Przeglądajac treści portali społecznościowych, szczególnie na facebooku, zauważyłem, że coraz więcej tam wszelakiej „maści” cytatów, hasełek, wierszyków pouczających jak żyć, będących w swojej treści tak świeckimi, jak i religijnymi. Szczerze mówiąc mam przesyt tych wszelakich słów pouczania i „nawracania”. Wolałbym więcej oglądać dowodów tych mądrości, przekutych w czyny w życiu realnym, potocznym, codziennym… Pomyślałem sobie, że jest czas na zaprzestanie wysyłania „w świat” przeze mnie samego pouczających i nieczytanych prawie przez nikogo myśli i mądrości, które zaprzątają moją (i pewnie tylko moją) głowę. Jestem pewien, że chęć i potrzeba pouczania innych jest cechą nieskromności. Nie oznacza to jednak, że rezygnuję z zamieszczania innych treści niż fotograficzne. Będą to jednak wpisy bardziej informacyjne, dające do myślenia, może dowcipne, a nie gotowe recepty na życie „mistrza Stojaqa”.  Do cytatów, metafor i innych fotograficznych mądrości będę jednak chętnie wracał. O muzyce też pojawią się dalsze wpisy.

P.S.

Załączam do tekstu zdjęcie z uśmiechem i pozdrowieniami dla moich „strefowych” Gości 🙂

Takie tam przemyślenia…

Ostatnio postanowiłem pobuszować po internecie w celu spenetrowania tematyki fotograficznej. Głównie skupiłem się na portalach społecznościowych. Wiem, że już nic nie powinno mnie zdziwić, a szczególnie ilość prezentowanych tam fotografii. Pomimo tego jestem wręcz zaskoczony i przytłoczony tą wielkością…!!! Mając w zanadrzu aparat oraz chęć dzielenia się swoimi zdjęciami w sieci, staję się „malutką drobinką piasku w nadmorskiej plaży”. Ogrom prac, ogrom autorów, od totalnych amatorów przez artystów amatorów po zawodowych fotografików… Tematyka właściwie każda, od banalnej do dającej wiele wzruszeń… Zapewne mogę teraz usłyszeć: klapki z oczu ci spadły? Jesteś niedzisiejszy? Nie wiesz co to internet? Czułem, że tak jest, a teraz się o tym przekonałem…

Moje zdziwienie siecią internetową zasypaną zdjęciami nie jest głównym motywem tego wpisu. Chcę wyrazić ogromne zdziwienie i niesamowitą satysfakcją, że spośród tych setek tysięcy, milionów, moje wpisy i zdjęcia mają swoich Odbiorców. To wielkie wyróżnienie, że w tej przeogromnej masie Ktoś zechciał odwiedzić moje sieciowe zakamarki. Jestem bardzo wdzięczny Każdemu, kto spojrzał na moje zdjęcie i przeczytał mój wpis. Wielkie  dzięki za każde kliknięcie „lubię”, a szczególnie za każde słowo komentarza. :))

Nikon D300, 195 mm, f/3.2,  1/60 s, ISO 250

Nikon D300, 195 mm, f/3.2, 1/60 s, ISO 250

O sztuce zwanej fotografią cz. 1

hiiisss_edited-1
Rok trzydziesty dziewiąty dwudziestego wieku na zawsze zostanie zapamiętany jako rok rozpętania II wojny światowej. A rok trzydziesty dziewiąty dziewiętnastego wieku ..? Jest to dla nas „fotopstrykaczy” ważny rok – początek historii fotografii. Świat ujrzał pierwsze zdjęcie zarejestrowane przez Josepha Nicèphore’a – „Widok z okna w Le Gras”. Kontynuatorem prac Nicèphore’a był Louis – Jaques – Mandè Daguerre. Od jego nazwiska pochodzi nazwa sposobu rejestracji fotografii zwana dagerotypią. Równolegle do prac Francuzów, na Wyspach Brytyjskich, William Henry Fox Talbot pracował nad własną metodą rejestracji obrazów pochodzących z camera obscura – kalotypią. Należy też wspomnieć, że po drugiej stronie oceanu Anna Atkins, z niewielkim kilkuletnim opóźnieniem, robiła pierwsze kroki w fotografii z wykorzystaniem cyjanotypii. Nieśmiałe rezultaty tych prac nie dawały nadziei, że fotografia kiedyś stanie się samoistną dziedziną sztuki. A jednak… Pierwsze zdjęcie ulicy Paryża, które wykonał Daguerre, na którym znajdują się postaci ludzkie, było początkiem entuzjastycznych reakcji nad możliwościami nowego sposobu kreowania artystycznej rzeczywistości. Dziś podobno wykonywane jest ponad trzydzieści milionów zdjęć rocznie. Co się stało, że fotografia tak się rozwinęła?