Karnawał

Karnawał czas zaczynać…
W co się ubrać? W stare, czy w nowe ciuszki…?
Kto ma wątpliwości, czy świąteczne jedzenie nie spowodowało poszerzenia gabarytów np z L na XXL, powinien przeprowadzić szczegółowe pomiary. Może się bowiem okazać, że koszula dotychczas idealnie leżąca na naszej klatce piersiowej i „kaloryferku”, nie będzie się dopinała na wszystkie guziki… I co wtedy?
Na zdjęciu ekipa do zadań specjalnych, rozwiązująca takie dylematy… Powodzenia !!!

Zdjęcie nr 34

Maski… Uprzedzam – mam tego więcej !!! Ale ta działa na mnie wyjątkowo… Ma coś wyjątkowego w sobie… Niestety, fotografowanie masek poprzedzone jest niechetną zgodą sprzedawców, zatem fotka zrobiona naprędce („jestem fotografem niecierpliwym”). Nie zmieściły sie w kadrze wszystkie pióra tego piękna, ale pomimo tego warto było… Mam nadzieję, że tak uważają też Goście mojego bloga. Zdjęcie, jak zwykle w trakcie wyprawy, wykonane Olympusem OM-D E-M1, niezawodnym, lekkim i nieocenionym…

© 2015 by stojaq OM-D EM-1, 40 mm, f/5.6, 1/6 s

© 2015 by stojaq
OM-D EM-1, 40 mm, f/5.6, 1/6 s

Historia zdjęcia cz. 4

Zdjęcie to jest jednym z efektów mojej późnowieczornej zabawy ze światłem i cieniem. Aparat na statywie plus jakaś podręczna lampka i latarka pozwoliły mi na sfotografowanie niezwykłego motyla, znajdującego się na ścianie mojego pokoju… Motyl ten jednak nie wykluł się z poczwarki, tylko z kolorowego kielicha i na szczęście nie był żywy, a jedynie migoczącym efektem emisji światła na ścianę przez pokolorowane szkło kielicha. Zła pogoda za oknem? Można eksperymentować w domu…

Nikon D300, 60 mm, f/2.8, 1/10 s, ISO 640.

Nikon D300, 60 mm, f/2.8, 1/10 s, ISO 640.

Skojarzenia z lekkim dreszczykiem…

Jeśli ktoś nie czytał „Cienia Wiatru” Carlosa Ruiza Zafona, to niech to zrobi jak najszybciej. Jeśli ktoś ją „połknął” tak, jak ja, to niech zagłębi się w treść załączonego zdjęcia… Jest ono efektem mojego styczniowego, przedwieczornego  spaceru po Toruniu. Przyznam się szczerze, że przykładając wizjer aparatu do oka miałem takie poczucie, że znajduję się w Barcelonie, przed magicznym domem, a każdy krok w jego kierunku może się skończyć dla mnie tylko źle…
Podstawowa korekta w Lightoomie oraz delikatny filtr FX Photo Studio pozwolił uzyskać właściwy dla tego miejsca nastrój…
OM-D E-M1, 40 mm, f/5.0, 1/13 s, ISO 250

OM-D E-M1, 40 mm, f/5.0, 1/13 s, ISO 250

Fotograficzna postprodukcja

Do tego postu dołączam zdjęcie, które może posłużyć do przemyśleń nad tym: „czy i jak daleko powinno się ingerować w oryginalną fotografię”. Temat zapewne był i będzie wielokrotnie podejmowany w różnych wydawnictwach branżowych i popularnych. Głośna była dyskusja o fotografii pewnego pretendenta do prestiżowej nagrody fotograficznej, który powielił kilka ptaszków na oryginalnej fotografii, co spowodowało pojawienie się „fikcyjnych”, dodatkowych ptaszków na fotografii konkursowej. Zdobytą nagrodę „artyście”  odebrano zasłużenie… Ale nie zamierzam pisać o doświadczeniach innych. Jakie sam stosuję techniki w tym zakresie? Najpierw chcę podkreślić, że najlepiej byłoby robić takie zdjęcia, które nie wymagają jakiejkolwiek ingerencji. Czasami takie mi się zdarzają, ale zazwyczaj muszę nad surowym materiałem troszkę popracować, aby poprawić i wyeksponować to, co chciałem za pośrednictwem zdjęcia przekazać Odbiorcom. Podstawowym narzędziem informatycznym jest w moim przypadku Photoshop Lightroom, który spełnia rolę biblioteki zdjęć oraz jest tzw. cyfrową ciemnią. Ponieważ fotografuję w surowych plikach – RAW, fotografie kwalifikujące się do dalszej edycji poddawane są podstawowym zabiegom typu: przycinanie (kadrowanie), poprawa ekspozycji, balansu bieli, tonacji, kontrastu itd. Są to zabiegi, które w czasach analogowych wykonywano w tzw. „fotograficznej ciemni” (stąd pochodzi nazwa „cyfrowa ciemnia”). Moja wiedza w zakresie wykorzystania magicznych narzędzi Lightrooma jest ciągle niewystarczająca, dlatego stale ją pogłębiam, korzystając ze źródeł drukowanych i e-booków. Następnie kontynuuję edycję w Photoshop Elements, ograniczając się tylko do podstawowych zabiegów, wyręczających Lightrooma, ewentualnie nakładam filtry korygujące lub artystyczne. Na koniec zachowuję skończone prace w wersji „jpg”, w wielkości nie przekraczającej 1Mb, co pozwala na swobodne umieszczenie ich w internecie. Jeśli pojawia się potrzeba wydrukowania zdjęcia, powracam do surowego RAW oraz korzystając z historii edycji, dokonuję niewielkich korekt. Lightroom posiada wspaniałą cechę zachowywania oryginalnie zaimportowanego z aparatu zdjęcia w stanie niezmienionym, co pozwala dokonywać w przyszłości zupełnie innych, nowych zabiegów korekcyjnych. Zawiera również wiele presetów edycyjnych, które umożliwiają zakończenie etapu wywołania zdjęcia w samym Lightroomie.
Od pewnego czasu zacząłem częściej stosować wszelkiego rodzaju filtry artystyczne, które są elementami składowymi również innych programów graficznych (jeszcze o nich będę pisał) lub są zainstalowane w samym aparacie. Filtry artystyczne, wbudowane w aparat Olympus OM-D E-M1, zastosowywałem np. na zdjęciach, zamieszczonych we wcześniejszym wpisie p.t. „Nadmorska galeria inaczej…”
Czy nakładane filtry nie „fałszują” oryginału? A  może dodają zdjęciu specyficznego klimatu, podkreślają jego wymowę, uwypuklają treść zawartą w kadrze? Proszę o opinie w odniesieniu do załączonego – prowokacyjnego zdjęcia.
OM-D E-M1, 28 mm, f/4.0, 1/100 s, ISO 320

OM-D E-M1, 28 mm, f/4.0, 1/100 s, ISO 320

Zadumana fotopasja

OLYMPUS DIGITAL CAMERADrugiego listopada widziałem na cmentarzu mężczyznę, który trzymał w dłoni statyw z przymocowanym aparatem cyfrowym typu „małpka”. Fotografował figurki nagrobne, krzyże, pomniki… realizując swoją pasję w oczach miał błysk satysfakcji ….To był piękny widok!

…Chyba stałem się niewolnikiem sprzętu…

OM-D E-M1, 150 mm, f/5.6, 1/2500 s, ISO 1000

OM-D E-M1, 150 mm, f/5.6, 1/2500 s, ISO 1000