Miłość

Jestem (pewnie nie do końca sprawiedliwie) wyróżniony spotkaniem z prawdziwą miłością.
Z tego szczęścia czerpałem pełnymi garściami przez 54 miesiące. Niestety dużą część tego czasu nie byłem w pełni świadomy tego szczęścia.
Byłem kochany całym sercem i bezwarunkowo. Nawet wtedy, gdy mialem zły humor, gdy warczałem jak stary traktor, gdy wracałem zbyt późno do domu, czy wychodziłem z niego bez pożegnania. W brązowych oczach, jak dojrzałe kasztany, zawsze widziałem uczucie totalnej miłości. Bywało, że w nich pojawiał się strach, czasem poczucie winy, lecz najczęściej wdzięczność i miłość. Patrząc w ich głębię mogłem bez końca opowiadać o swoich zmartwieniach, porażkach, radościach, opowiadać najgłębsze tajemnice.
Ludzka miłość bywa barwna ale też monochromatyczna. Znana jest jako rodzicielska, prokreacyjna, młodzieńcza, braterska, siostrzana, synowska… Przez wiele tysięcy lat istnienia naszego gatunku nie wydobyliśmy z siebie miłości totalnej. Zawsze jest ona albo za coś, albo po coś, albo dlaczegoś. Miłość człowieka, ta najmocniejszą, jest tylko do samego siebie. Homo sapiens ma do tego niezwykłą umiejętność niszczenia czystego uczucia, gardzenia nim, atakowania źródła owego uczucia siłą fizyczną i tą nie mniej bolesną – psychiczną. Przykładów tego mamy na codzień dość. Płyną one do naszej wiedzy szerokim strumieniem informacji. Aż nieraz trudno zrozumieć, jakich barbarzyństw człowiek jest w stanie się dopuścić. Najinteligentniejsza istota na Ziemi jest jednocześnie najbardziej zdziczałym i barbarzyńskim gatunkiem.
Na szczęście, jak pisałem na wstępie, zetknąłem się z uczuciem totalnym.
Tak…, pewnie można się domyśleć – to miłość psa.
Miałem ich kilka w swoim życiu, ale Leyda była wyjątkowa. Jeśli anioł może się schować pod miękką, puszystą i gęstą sierścią, to na pewno z tego skorzystał i tkwił w Niej przez Jej całe życie. Mądra, wierna, znająca mnóstwo ludzkich słów, bezszelestnie pojawiała się przy nas wtedy, kiedy mieliśmy słabsze chwile. Od początku była słabym fizycznie psem. Trawiły ją różne choróbska, to ostatnie zabrało jej życie w 10 dni. Jak zwykle cierpiała w milczeniu, ze smutnymi oczami, zamglonymi łzami, które cienką strużką spływały wzdłuż nosa.
Moja Przyjaciółka odeszła w poniedziałek….
W moim sercu tkwi rozżarzony do czerwoności grot żalu i tęsknoty…

7 komentarzy

  1. Nie umiałam kiedyś jej docenić. Czułam, że mnie przygniata. Zmieniło to jedno wydarzenie – potrącenie przez auto. Tego dnia wszystko się zmieniło. Nosiłam, pielęgnowałam, dbałam. Zrozumiałam… Zaczęłyśmy od nowa.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s