Zdjęcie doskonałe

Fotografia doskonała
Zanim rozpocznę cykl wpisów o mojej wspaniałej foto wyprawie do Prowansji chciałbym podzielić się przemyśleniami na temat fotografii doskonałej.
Niedawno wstawiłem na Facebooka jedno z moich zdjęć, pokazujące trzy flamingi brodzące w wodzie parku Pont de Gau. Zdawałem sobie sprawę z nieostrości tego zdjęcia, ale jednak coś mnie w nim zauroczyło. Mimo swej niedoskonałości pokazałem je światu, między innymi osobom z grupy „Mikro 4/3”.
Nie musiałem długo czekać. Pierwszy negatywny komentarz pojawił się prawie natychmiast, potem następny. Zamiast siedzieć cicho odpowiedziałem, że „czasami się zdarza, że nieostrość zdjęcia jest zamierzona”. Ale to chyba nie przekonało zwolenników doskonałości. Zlikwidowałem zatem post, czego teraz bardzo żałuję. Tym ruchem podkopałem sam siebie, swój sposób postrzegania tego zdjęcia. Uznałem mimowolnie, że inni mają rację: „to zdjęcie jest do niczego”.
Ale prawda jest taka, że mam do tego obrazka bardzo pozytywny stosunek. Urzekły mnie kolory, odbicie postaci ptasich w wodzie, urzekł mnie nastrój towarzyszący robieniu tego zdjęcia. Tego dnia nic nie było doskonałe. Ani moje umiejętności, ani sprzęt jaki posiadałem, ani brak dyscypliny wśród flamingów, które ciągle były w ruchu, ani potworny upał, który doskwierał bardzo mocno (był to dzień rekordu temperaturowego we Francji). Tak, przyznaję, chciałem aby ich dzioby były idealnie ostre. Nie wyszło…
Czy zatem powinienem wyrzucić fotkę do kosza? Czy może jest jednak w niej coś, co przyciąga uwagę. Zdjęcie to na moim „zwykłym” profilu doczekało się opinii typu: „poezja fotograficzna”, „przepiękne zdjęcie”. Nie są to opinie wytrawnych znawców fotografii, lecz osób, które ten obrazek z jakichś powodów urzekł.
I właśnie oto chodzi. Robię zdjęcia nie tylko dla siebie. Chcę pokazywać je innym, próbując przy tym poruszyć ich uczucia. Jeśli spotykam się z pozytywnym oddźwiękiem, sprawia mi to wiele satysfakcji. Jestem otwarty na krytykę oraz zdaję sobie sprawę ze swojej niedoskonałości.
I tak naprawdę pozostawiłbym ten incydent bez komentarza, gdyby nie książka, którą akurat czytam. Jest to „Zdjęcia z duszą. Jak zostać fotografem z wizją”, autorstwa mojego ulubionego pisarza – fotografa Davida duChemin. W rozdziale „Porzuć dążenia do doskonałości” pisze: „Potrzeba uzyskania większego zakresu tonalnego i ostrzejszej ostrości sugeruje, że szukamy czegoś na zastępstwo rzeczy, która naprawdę by nas poruszyła. Żadna ostrość ani zakres tonalny nie uczynią historii lepszą w stopniu większym, niż nowoczesny krój pisma jest w stanie upiększyć wiersz.” Dziwne, właśnie teraz zacząłem ją czytać, właśnie teraz dotarła do mnie, z wielką przyjemnością wziąłem ją do ręki i celebruję treść w niej zawartą.
David pisze, że nie ma nic złego w dążeniu do doskonałości, w doskonaleniu swojego warsztatu, umiejętności posługiwania się aparatami, obiektywami, czy programami do wywoływania w cyfrowej ciemni. Jednak zdjęcie z duszą nie musi być ostre. Jeśli chociaż jedna z osób je oglądających zostanie poruszona jego treścią, to dla fotografa powinno być największym sukcesem, największą satysfakcją. Ja takowej doznałem i bardzo wszystkim dziękuję za piękne komentarze umieszczone pod moimi pracami. Dziękuję również tym, którzy zauważyli moje niedoskonałości. Te wpisy są dla mnie motywacją w dążeniu do szlifowania mojego warsztatu, do uzyskiwania coraz lepszych kadrów.
W załączeniu wspomniane wyżej zdjęcie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s