Niedzielny wypad do Wąbrzeźna

Pamiętam jak chciałem się wyrwać na zawsze z tego miasta… Miałem wtedy osiemnaście lat… Pragnąłem życia w wielkiej aglomeracji, w tłoku i hałasie wielkomiejskich ulic. Zaznałem tego wszystkiego i nadal lubię bicie serca metropolii. Jednak z wielką chęcią wracam do miasta, w którym spędziłem swoje dzieciństwo i młodość. Tym miastem jest kilkunastotysięczne Wąbrzeźno, wykpiwane wielokrotnie przez znanego celebrytę ze znanej prywatnej stacji telewizyjnej, niejakiego KW. Żal mi gościa, bo widać nie zna uczucia jakim można darzyć swoje miejsce rodzinne.
Podziwiam, jak tętni życie kulturalne w takim małym mieście. Latem nie ma weekendu, żeby nie działo się coś ciekawego. Jest tak dlatego, że to miasteczko ma kogoś, komu się po prostu CHCE. Głęboko się kłaniam z szacunkiem tym, którzy poświęcając swój niejednokrotnie prywatny czas, organizują mieszkańcom i turystom ciekawe imprezy plenerowe (i nie tylko plenerowe).
W ostatnią niedzielę znowu odwiedziłem swoje ulubione miasto i na rynku oglądałem zlot starych samochodów. Wspaniała impreza, a ja z niej zamieszczam kilka fotografii. Są one wypadkową mojego punktu widzenia tego wydarzeni. Starałem się pomijać szerokie ujęcia, skupiając się na szczegółach i odbiciach w wylakierowanych karoseriach pięknych aut…
Czy się Wam spodobają…?

SW we Wrocławiu

Z prawie tygodniowym opóźnieniem zabrałem się do opisania swoich wrażeń po koncercie Stevena Wilsona we Wrocławiu.
Tym razem wyjazd był solowy… Chyba pierwszy raz na koncercie byłem sam. Miało to swoje plusy, przede wszystkim możliwość przeżywania muzyki w zupełnie inny sposób.
Miejsce miałem w drugim rzędzie, tuż przed gitarzystą Alexem Hutchingsem. W sali zameldowałem się na czterdzieści pięć minut przed planowanym terminem występu. Hala Stulecia wydaje się surowa i mało przyjazna, a do tego to echo… Pomyślałem, że będzie kiepa z nagłośnieniem. Jakież było moje zdziwienie kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki. Wszystko było słychać wspaniale, każdy instrument można było wyłowić z harmonicznego brzmienia zespołu.
Steven Wilson zaprezentował set charakterystyczny dla trasy „To The Bone”, różniący się jednak od koncertu w Poznaniu. Oprócz Mistrza i wspomnianego Alexa na scenie pojawili się: Adam Holzman (instr. klawiszowe), perkusista Craig Blundell i oczywiście mój ulubieniec – basista Nick Beggs, którego mógłbym oglądać i słuchać bezustannie, zapominając mu łaskawie przeszłość w Kajagoogoo.
Trzy godziny grania, z wyłączeniem dwudziestominutowej przerwy, to prawdziwa uczta dla miłośników talentu Stevena. Wspaniały koncert, bez wpadek, wszystko jak w szwajcarskim zegarku. Wilson podkreślił po raz kolejny swoją pozycję genialnego przedstawiciela muzyki progresywnej. Od trzynastego lipca czekam niecierpliwie na Jego kolejny występ.
Dwudniowy pobyt we Wrocławiu wykorzystałem również na spacery z aparatem fotograficznym. Miasto mnie urzekło swoim pięknem. Na pewno będę tam wracał…
Do wpisu dołączam kilka fotografii ze stolicy Dolnego Śląska.