Pisarskie przemyślenia

„Moja pierwsza książka została przyjęta bardzo pozytywnie, a w niektórych kręgach wręcz zaskakująco entuzjastycznie“.
Powyższe zdanie brzmi jak informacja o super wydawnictwie, które stutysięcznym nakładem zrobiło furorę w świecie książek. Prawda jest inna: książka wydana niewielkim nakładem dotarła najpierw do najbliższych, a potem do wąskiego grona odbiorców spoza rodziny. Wyrażam wdzięczność wszystkim tym, którzy ją nabyli i przeczytali. Jestem bardzo szczęśliwy z powodu zainteresowania się moją twórczością.
Ale jakoś nie widzę szans na większy sukces komercyjny w najbliższej przyszłości…
Czy reakcja rynku na moją powieść jest adekwatna? Oczywiście tak. Po pierwsze: nie jestem znanym pisarzem, którego powieści schodzą na pniu z półek księgarskich. Po drugie: nie jestem numerem jeden dla wydawnictwa, które wzięło mnie pod skrzydła. Po trzecie: wydawnictwo nie dysponuje takim budżetem, który zapewniłby właściwą promocję książki. W związku tym z pokorą odnoszę się do niezmiennej w swej treści informacji płynącej z wydawnictwa: „nie ma potrzeby dodruku…”
Pojawia się w tym momencie zasadnicze pytanie: pisać dalej, czy dać sobie spokój?
Pisać, oczywiście, że pisać…!
W historii literatury są różne przykłady motywacji, którą kierowali się lub kierują pisarze, tworząc swoje dzieła. Są tacy, którzy po pierwszym sukcesie komercyjnym piszą dalej dla kasy. Mało tego, zaczęli z pisania żyć… Jak nie będą wydawać nowych hitów, to nie będą mieli z czego zapłacić za światło…
Inni będą na pisaniu budować swoją potęgę ekonomiczną. Kupią kolejny dom i jeszcze lepszy samochód…
Są też tacy pisarze, którzy w zasadzie są zawodowo i ekonomicznie ustawieni i piszą mając w perspektywie powiększenie swoich zasobów.
Jeszcze inni będą pisać, pisać, pisać aby zarobić…, a i tak nikt nie wyda ich książek, oni dalej będą egzystować w swoim ubogim świecie.
Ale znam też przypadki osób, które piszą bo chcą, bo muszą, bo jest to ich pasja, bo pisząc przenoszą się do swojego świata i guzik ich obchodzi, czy ktoś wyda ich książkę i czy w ogóle ktoś ją przeczyta. Tworzą i żyją dla samej twórczości. Nie piszą tego, co czytelnik chce przeczytać, lecz to, co wypływa z ich serca.
Która twórczość jest mi bliższa? Ta pisana z głębi samego siebie…
Jestem w szczęśliwej sytuacji, że mam możliwość pokrycia kosztów wydawniczych własnymi środkami. Wiem jak trudno się przebić w wydawnictwie, licząc na sfinansowanie kosztów wydania swojego dzieła. Ja nie muszę się borykać z takimi dylematami. Piszę i płacę sam za siebie…
Jest jeszcze inne pytanie: czy moje kolejne książki będą „poczytne”? Ktoś zapyta: co to znaczy poczytność? Czy to jest dziesięciu odbiorców, czy stu? A może tysiąc lub dziesięć tysięcy? Odpowiem krótko i jednoznacznie: każda osoba, która poświęci swój czas na przeczytanie książki, której jestem autorem, jest dla mnie bezcenna… To jest już „poczytność“ z mojego punktu widzenia. I to jest pierwszy powód, dla którego będę dalej wydawał swoją twórczość. Drugi powód, to ogromna satysfakcja z dokończenia dzieła. Całe życie jestem fanem dzieł skończonych. Podjąć się czegoś i to skończyć, to wielka frajda… Trzeci powód to możliwość tworzenia. Jestem stworzony do tworzenia… Nigdy nie lubiłem demontażu, demolki, rozbiórki, likwidacji. Uwielbiam uczestniczyć w procesie tworzenia. Tak było zawsze i tak pozostanie…

One thought on “Pisarskie przemyślenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s