Niepokój o przyszłość

Współczesny człowiek napędzany jest motorem strachu i niepokoju o przyszłość. Młodzi ludzie niepokoją się o to, czy dostaną się na wymarzone studia, młode małżeństwa o to, czy uda im się spłacić kolejną ratę kredytu hipotecznego, pracownicy martwią się, czy pracodawca przedłuży z nimi kolejną umowę, matki niepokoją się o swoje dzieci, dzieci o rodziców, każde z nich o swoje zdrowie i zdrowie najbliższych im osób. Wszyscy zapominają o tym, że życie jest tu i teraz…
Niepokoje te podsycają współczesne media, które bombardują widzów płytkimi sensacyjkami, podrasowanymi stosownym komentarzem, tembrem głosu i tragiczną miną lektora.
Stoiccy myśliciele wielokrotnie nawiązują do tematu życia teraźniejszością. Nie pominął tego również Marek Aureliusz. Dwa zdania, a jakże ważne. Pierwsze ma w sobie słowo klucz: „niepokój”. Przyznam szczerze, że jest to i dla mnie wielki problem… Przyszłe rzeczy wywołują u mnie bardzo często niepokój.
Co można zrobić z przyszłością…? Można o niej marzyć, można ją planować, ale nie można być jej pewnym. Nawet jutrzejszy dzień nie jest pewny, a co dopiero dłuższa przyszłość. Ogromniej ilości ludzi wydaje się jakby przyszłość mieli zapewnioną, zaklepaną, nieuchronną… Tak nie jest… Przyszłość jest tylko możliwością…
Na przeszłość natomiast, nie mamy żadnego wpływu, ponieważ ona przeminęła bezpowrotnie. Każda mijająca sekunda, minuta, godzina… jest już nie do odzyskania.
Nie można zatem dla przeszłości lub przyszłości poświęcać tego, co jest najważniejsze – TERAŹNIEJSZOŚCI. A tym bardziej nie można zaburzać teraźniejszości niepokojem spraw przyszłych. Strachy, lęki, niepokoje o sprawy zdrowotne, materialne, duchowe, zabierają to, co najważniejsze – bieżącą chwilę.
Cytat Marka Aureliusza ma również drugie zdanie. W nim kluczem są słowa „jeśli się okaże to konieczne”. Istotnie, to bardzo ważne sformułowanie. Jeśli okaże się to konieczne, gdy dojdzie się do przyszłych trudnych rzeczy, będą one wtedy teraźniejszością i wtedy wszelkie siły powinny być skierowane na ich pokonanie, nie skupiając się znowu na przyszłości i przeszłości. A przecież jest bardzo prawdopodobne, że rzeczy te nigdy nie nadejdą i dzisiejszy niepokój jest tym bardziej nieuzasadniony.
Łatwo napisać – ktoś powie – trudniej to wdrożyć w życie. To prawda… Jak wspominałem, sam się z tym borykam… Dlatego czytam mądre słowa, napisane bądź wypowiedziane przez mądrych ludzi. Im będę częściej czytał, tym większa jest szansa, że umysł przyjmie te mądrości…

Geneza powstania książki „Przypadki Juliana #”

okladka_mala_do_jedynki_v1Wolny czas, który znienacka się pojawił po ograniczeniu aktywności biznesowej, przeznaczyłam na fotografię i pisanie… Piszę już od dłuższego czasu, do tej pory głównie do szuflady (najpierw tej „analogowej”, później do „elektronicznej”). Potem pojawił się blog www.stojaq.com, a po nim książka. Marzyłem o tym, aby poczuć jak to jest, kiedy z drukarni odbiera się paczki wypełnione, pachnącymi świeżą farbą, książkami, których treść jest mi tak bliska… Postanowiłem spełnić swoje marzenie, budując i konsekwentnie realizując swój własny plan wydawniczy. Udało się…!
Miałem nadzieję, że własne doświadczenia i obserwacje życia mieszkańców małego miasta powiatowego mogą być ciekawym tematem na powieść. Treść książki, mojego debiutu literackiego, to efekt wspomnień czasów mojej młodości – faktów pomieszanych z dużą dawką fikcji. Były to czasy mojego szczęśliwego dzieciństwa i dorastania. I właśnie atmosferę tamtych lat postanowiłem opisać w „Przypadkach Juliana #”. Fabuła zawiera przykłady zawiłości ludzkich losów, których scenariusze napisała druga wojna, a następnie PRL.  Nie jest ona bynajmniej objawem tęsknoty za czasami ustroju totalitarnego, lecz próbą pokazania jego „totalitaryzmu” z perspektywy zwykłego człowieka, pochodzącego z prowincji. Dla uatrakcyjnienia fabuły i wzmocnienia jej dynamiki i wartkości, wprowadziłem zasadę przeplatających się wątków historycznych i współczesnych, które z pozoru luźno powiązane połączyłem w przemyślaną całość.
Polecam
Jacek Delt

Wyobrażenia (3)

Nie da się ukryć, że Epiktet zapędził się w Cytacie_25 w głębokie meandry logiki. Trzeba przyznać, że dość trzeźwo i syntetycznie zdefiniował cztery możliwe sposoby powstawania wyobrażeń. Czytając i interpretując jego słowa mam wielką ochotę na analogię matematyczną…

Wiadomym jest, że iloczyn dwóch liczb dodatnich daje nam liczbę dodatnią, iloczyn dwóch liczb ujemnych również daje liczbę dodatnią, a iloczyn jednej liczby dodatniej i jednej ujemnej (bez względu na ich kolejność w szyku) daje w efekcie liczbę ujemną.

A jak to się ma do słów Epikteta? W cytacie filozofa mamy dodatnie i ujemne elementy rozumowania, również tu wynik może być ze znakiem plus lub minus. Dodatni wynik to, według mnie, prawidłowe podejście do wyobrażeń, wynik ujemny świadczy o niewłaściwym wykorzystaniu wyobrażeń. A zatem:

Wariant 1. “Albo rzeczy istnieją i tak nam się przedstawiają” – plus i plus daje plus, czyli jest to pozytywne nastawienie do wyobrażeń. Istnieją rzeczy (sytuacje) i mam o nich odpowiednie wyobrażenie.

Wariant 2. “Albo nie istnieją ani też nie przedstawiają nam się, że istnieją” – minus i minus daje plus. Prawidłowe i zdrowe podejście do wyobrażeń. Nie ma rzeczy (sytuacji), zatem nie mam o nich wyobrażeń.

Wariant 3. “Albo istnieją, a jednak nie przedstawiają się nam, że istnieją” – plus i minus daje minus. Rzecz (sytuacja) istnieje, ale ja jej nie postrzegam, nie mam o niej wyobrażenia, zatem coś jest nie tak… Często przecież zdarzają się takie sytuacje, że staram się wyrzucić z wyobraźni coś, co istnieje, co mi zwyczajnie nie pasuje do mojego spokojnego życia, zakłóca równowagę. Wyrzucam to z wyobraźni, nie chcę tego widzieć, ani nic o tym wiedzieć. Zazwyczaj są to rzeczy lub sytuacje, mające na mnie negatywny wpływ.

Wariant 4. “Albo wreszcie nie istnieją, a przedstawiają się nam, że istnieją” – minus i plus daje minus. Rzecz (sytuacja) nie istnieje, ale ja w wyobraźni ją postrzegam jako realną, rzeczywistą. To też jest niewłaściwe wykorzystywanie wyobrażeń. Ale jakże często spotykane. Przykład: osoba, którą przez przypadek spotykam jest z natury miłą i grzeczną, ale jej cierpienie fizyczne maluje na twarzy smutek, niechęć i ból. Ja widząc ją i nie poznając bliżej wyobrażam sobie: “jaka to niemiła osoba…”. Inny przykład: wyjechałem z domu na wycieczkę, zamknąwszy drzwi wejściowe, jednak już w trasie mam wyobrażenia, że te drzwi są jednak otwarte i teraz każdy będzie miał możliwość splądrowania mojego dobytku. W tym wariancie bardzo mocno zakorzenił się wszelaki strach przed rzeczami lub sytuacjami, których nie ma i być może nigdy nie będzie, ale w moich wyobrażeniach tkwią jak zadry.

Wspaniale byłoby żyć korzystając tylko z wariantów 1 i 2. A tak naprawdę, to każdy z nich gości w moim życiu. Jednak warianty 3 i 4 działają destrukcyjnie i ich powinienem się stanowczo wystrzegać.

Cytat_25

“Czworakim sposobem powstają wyobrażenia: bo albo rzeczy istnieją i tak się nam przedstawiają; albo nie istnieją ani też nie przedstawiają nam się, że istnieją; albo istnieją, a jednak nie przedstawiają się nam, że istnieją; albo wreszcie nie istnieją, a przedstawiają się nam, że istnieją” – Epiktet “Diatryby”

„Przypadki Juliana #”

okladka_mala_do_jedynki_v1W dniu dzisiejszym ukazała się moja debiutancka powieść p.t. „Przypadki Juliana #”. Praca nad nią przyniosła mi wiele radości i satysfakcji. Trzymanie w dłoni skończonego dzieła, zmaterializowanego wydrukowaną książką, jest wprost fantastyczne…!!! Oto jej fragment:

„Był maj 1959 roku. W kilkunastotysięcznym Brzeźnie, spokojnym mieście gdzieś na ziemi chełmińskiej, mieszkańcy toczyli zwyczajne życie, nie bacząc ani na wewnątrzkrajowe, ani na geopolityczne uwarunkowania po II wojnie światowej. Wszędzie, a nawet tu, w tym uroczym małym miasteczku, zauważało się zbawienne skutki odwilży po śmierci baćki Stalina. Centralnym miejscem Brzeźna był kwadratowy rynek, wokół którego majaczyły zwarto zabudowane kamienice. W każdej z nich na parterze mieścił się sklep lub punkt usługowy któregoś z brzeskich rzemieślników. Na środku rynku stał pomnik żołnierzy poległych w wyzwoleniu Polski spod okupacji niemieckiej. Ławeczki ustawione wzdłuż rynkowych skwerków dawały odpoczynek zmęczonym piechurom. Na każdym rogu rynku pogawędki urządzały tutejsze błękitne ptaki, ze słynnym w całym mieście Józiem. Po drugiej stronie przechadzała się kolejna unikatowa postać – niepełnosprawny umysłowo Antek, który wydawanym z gardła specyficznym odgłosem oznajmiał niechybną zmianę pogody.”

Chętnych do nabycia tej pozycji odsyłam do strony: http://allegro.pl/show_item.php?item=6595915855. Zapraszam też na stronę: http://www.jacekdelt.com

Wszystkim czytającym życzę miłej lektury… 🙂