Diatryba

Plan_1Co to jest Diatryba, forma literacka, do której (będącej dziełem ucznia Epikteta), odnoszę się wielokrotnie w swoich wpisach? Według Encyklopedii Gazety Wyborczej, opracowanej przez Wydawnictwo Naukowe PWN, diatryba zdefiniowana jest dwojako:
1. jako swobodny dialog na tematy etyczne, filozoficzne, uprawiany w szkołach filozoficznych stoików i cyników.
2. jako napastliwy utwór literacki, wyrażający krytykę lub będący protestem.
Co na temat diatryby ma „do powiedzenia” Wikipedia? – „Diatryba – gatunek filozoficzno-literacki, ukształtowany w starożytnej Grecji. Miał formę dialogu, mowy, kazania lub wykładu o charakterze moralizatorskim. Łączył prostotę i ocierającą się niekiedy o rubaszność swobodę stylu z wywodem retorycznym okraszonym anegdotami i dowcipami. Formę tę upodobali sobie szczególnie cynicy z III w p.n.e, głównie Tales i Bion z Borystenes.
W czasach nowożytnych zaczęła oznaczać także utwór polemiczny, wyrażający za pomocą ostrych środków wyrazu gwałtowną krytykę lub sprzeciw (np. Na mniemany spisek mieszczan Franciszka Zabłockiego).”
Na temat diatryby wypowiada się Krzysztof Łapiński we wstępie do „Rozmyślań (do samego siebie)” Marka Aureliusza: „Diatryba jest surowym napomnieniem, przybierającym formę przemowy, adresowanej do adeptów filozofii. (…) Specyfiką diatryby jest pozorny dialog, jaki mówca prowadzi z wyimaginowanym, wysuwającym watpliwości, słuchaczem”.
W definicjach diatryby podkreśla się, że pisana jest ona językiem szorstkim, pozbawionym elegancji, perswazyjnym. Miała napominać, pouczać, wręcz boleśnie leczyć dusze swoją terapeutyczna siłą.

Fotoanioł

Mój anioł nie tylkom przesiaduje na urządzeniach peryferyjnych stacji komputerowej, ale również lubi przysiąść na innych moich ulubionych sprzętach – na aparatach fotograficznych. W dzisiejszym wpisie zamieszczaam trzy zdjęcia wstępnie wywołane w Lightroomie, z nałożonymi filtrami FX Photo Studio PRO. Na temat dzwinych filtrów zdania sa podzielone. Jedni mówią, że to zakłamanie rzeczywistości, inni pozytywnie się do nich odnosząc, traktują je jako dodatkowy smaczek, upiększający oryginał. Oczywiście filtry oferowane przez aplikację FX Photo Studio PRO należy stosować z umiarem i nienachalnie.

Epiktet

Głośny sygnał domofonu oznajmił, że o tej porze może to być tylko listonosz… Rzeczywiście, nasz – jak go nazywamy – „Pędziwiatr” stał już z paczuszką przy drzwiach wejściowych do domu. Wiedziałem co to jest… To wydana w 1961 roku książka, bardzo trudno dostępna, dla mnie wyjątkowa i pewnie nie tylko dla mnie, gdyż pojedyncze egzemplarze na aukcjach internetowych osiągają dość wysoką cenę i są sprzedawane. Mowa o spisanych przez ucznia Epikteta jego zasad i nauk filozoficznych p.t. „Diatryby, Encheiridion”, przetłumaczonych na język polski przez Leona Joachimowicza. Książka ma zatem 55 lat i jest już niejako egzemplarzem historycznym. Pomimo swojego leciwego wieku jest bardzo dobrze zachowana, chociaż miękka okładka nosi znamiona zużycia. Ale to jest drobiazg w porównaniu z zawartością, jaką ta pozycja zawiera. Nie jest to powieść do czytania „ciurkiem”, lecz podręcznik życia w duchu filozofii stoickiej, do którego sięga się bez końca. Bardzo mnie ucieszyła ta wizyta listonosza…
Ale miało być o Epiktecie… Nie mogłem jednak zacząć wcześniej pisać o nim, bez trzymania na podorędziu wspomnianego wyżej wydawnictwa. Otóż Epiktet należy do grona słynnej trójcy stoickiej: Seneki, Marka Aureliusza i właśnie wspomnianego bohatera niniejszego wpisu. Urodził się ok. 50 roku n.e. w Hieropolis we Frygii w rodzinie niewolniczej. Stał się zatem niewolnikiem zaraz po urodzeniu. Jego właścicielem był Epafrodyt, sekretarz gabinetu Nerona. Epiktet był zdolnym mówcą, ciekawym świata i wszelkich nurtów filozoficznych, uczęszczał na wykłady m.in. Muzoniusza Rufusa – cynizuzącego stoika. Około roku 90 został wyzwolony, następnie rozpoczął swoją działalność nauczycielską. Wygnany z Rzymu przez Domicjana (podobnie jak większość filozofów) osiadł w Nikopolis w Epirze i tam założył własną szkołę filozoficzną, która stała się znana nie tylko w obrębie cesarstwa. Na nauki do Epikteta przybywali żądni wiedzy filozoficznej adepci z całego świata. Zmarł za panowania Hadriana, który rzekomo miał go odwiedzić w jego szkole filozoficznej.
Główne tezy Epikteta to:
– filozofia sprowadza się do umiejętności życia. Stoicki trójpodział na: logikę, fizykę i etykę zastąpiony został przez Epikteta podziałem na: moralność praktyczną, teorię moralną i dialektykę,
– życie zawsze należy prowadzić w zgodzie z naturą,
– człowiek mieniący się mędrcem powinien obojętnie odnosić się do wszystkiego, co jest od niego niezależne.
– mądrość życiowa nie sprowadza się do braku pożądania, lęku i niepokoju (ataraxia). Każdy człowiek powinien grać swą własną rolę na scenie świata, wypełniając z pokorą swoje obowiązki wobec siebie i innych.
– człowiek mądry bierze udział w życiu wielkiego, kosmicznego państwa („rząd świata”).
Epiktet nie spisywał sam swoich myśli i wykładów – zawsze nauczał ustnie. Gdyby nie jego uczeń Arrian, nie mielibyśmy dziś możliwości czytania jego nauk. Powstały na szczęście spisane Diatryby Epikteta (o diatrybach, jako o gatunku literackim napiszę w oddzielnym wpisie) oraz Encheiridion, będący niejako streszczeniem nauk filozofa.
Wspaniała i wielka mądrość płynąca z kart tej niezwykłej książki może być drogowskazem życiowym dla każdego, kto pragnie swoje życie wieść w oparciu o filozofię stoicką. Nie powinno jej zabraknąć w księgozbiorze osoby zainteresowanej tym nurtem filozoficznym. U mnie nareszcie JEST !!!

Okno_3

Okno_1

Lubię knajpki, w których okna wychodzą na ulice. Lubię siadać przy takim oknie i popijając kawkę, oglądać przejeżdżające samochody i przechodzących ludzi. Mógłbym tak siedzieć godzinami… A gdy jeszcze na oknie stoją przeróżne przedmioty dekoracyjne – przyjemność takiego obcowania z „knajpianym oknem” jest jeszcze większa. Dziś przykład takiego zamyślonego kadru okiennego…

 

 

Czas

Plan_1Czas, jako temat wpisów na stoickim blogu będzie powracał często. Tak też jest i teraz…
Jestem pod wrażeniem dnia, w trakcie którego spędziłem właściwie sześć i pół godziny na czekaniu… Był to mój autonomiczny wybór, wiedziałem co mnie czeka, wiedziałem, że w ciągu tych godzin będzie działo się wiele, ale te działania nie będą dotyczyły bezpośrednio mnie – ja czekałem i czekałem. Przyznam się, że nie zachowywałem się wtedy jak prawdziwy stoik. Wstyd mi za niecierpliwość, rozdrażnienie i nietolerancję. Ponieważ nie byłem podmiotem tego czekania, mogłem zimnym spojrzeniem przyglądać się organizacji pracy w miejscu, gdzie czekałem… Przyznać muszę, że tylko półtorej godziny z tych sześciu i pół było naprawdę intensywnie obłożone czynnościami. Reszta to… oczywiście czekanie. A czekanie to nic innego jak niekontrolowany upływ naszego czasu. Czekanie jest zawsze na coś lub kogoś – a to jest od nas niezależne.
Starożytni filozofowie przekonują nas, że czas jest naszą największą wartością. W „Listach moralnych do Lucyliusza” Seneka pisze: „Tak właśnie postępuj, mój Lucyliuszu: wyzwalaj siebie dla siebie, a czas, który – jak dotąd – był ci albo rabowany, albo kradziony, albo sam uchodził niepostrzeżenie, gromadź i szczędź. Wierzaj, że tak się to przedstawia, jak tu piszę: pewne chwile są nam odbierane jawnie, inne odejmowane po kryjomu, a jeszcze inne wymykają się nam same”. I jeszcze jeden cytat z tego samego źródła: „A tak wielki jest nierozsądek śmiertelników, iż otrzymawszy nieraz coś całkiem drobnego i błahego, a w każdym razie dającego się odpłacić, uważają, że coś się od nich należy; nikt zaś, kto zabrał nam czas, nie poczuwa się do żadnego długu, gdy tymczasem jest to jedyna rzecz, którą nie może odwzajemnić się nawet ktoś wdzięczny.”
A jak to jest we współczesnym świecie? Nadal tak samo!!! „Złodzieje” naszego czasu jawnie lub przez nieudolność zabierają nieodwracalnie nam czas:
1. w kolejkach do lekarza lub gabinetu zabiegowego,
2. w kolejkach do okienka kasowego w banku,
3. na niekończących się smętnych kazaniach pseudo kaznodziei,
4. w urzędach,
5. w korkach ulicznych,
6. w oczekiwaniu na następny tramwaj,
7. w swoich gabinetach na spóźnialskich pseudo biznesmenów,
8. na rozpoczęcie koncertu gwiazdy estrady, która za nic ma widownię,
9. itd, itp. można mnożyć przykłady…
Nasz czas, nasze największe dobro, przez brak szacunku ze strony drugiego człowieka, jego niewiedzy, nieudolności, nieumiejętności, niefrasobliwości, jest marnowany bezpowrotnie…
Trzeba pilnie i konsekwentnie unikać sytuacji, w których „złodzieje” kradną nasz czas, a jeśli się nie da, to trzeba wypełnić ten zabierany chociażby pożytecznym zgłębianiem swojej wiedzy lub ćwiczeniami stoickimi.
A najgorsze i najmniej zrozumiałe jest tracenie czasu z powodu własnego niedbalstwa. Ale o tym innym razem…

Antywirus

W gronie rodziny i znajomych znany jestem jako fan produktów Apple. Już kilka dobrych lat minęło od kiedy na dobre pożegnałem się z Microsoftem. Między systemami operacyjnymi OS X i iOS a Windowsem istnieje prawdziwa przepaść… Komputery i urządzenia mobilne wyprodukowane przez giganta z Cupertino są naprawdę skonstruowane pod kątem użytkownika i z szacunkiem dla użytkownika. Począwszy od sposobu artystycznego wręcz zapakowania nowego sprzętu, przez prosty i intuicyjny sposób pierwszego uruchamiania i konfigurowania, do codziennej radości użytkowania, czuje się wielki szacunek producenta dla klienta i jego wydanych pieniędzy. Owszem, cena sprzętu Apple jest dużo wyższa od tego z Microsoftu, ale te pieniądze wydaje się raz i koniec. Nie tak jak w przypadku PC pod Windowsem, gdzie każde uaktualnienie systemu operacyjnego kosztuje sporo kasy. Również w Apple pakiet aplikacji biurowych otrzymujemy za darmo, nie tak jak to jest w przypadku MS Office. Przykładów wyższości sprzętu z Cupertino nad tym z Edmonton można mnożyć w nieskończoność.
Za podejście do klienta, za piękno wzornictwa, za rewolucję w świecie narzędzi informatycznych, za szacunek dla mnie – klienta, za sukces Apple, zawsze będę wielkim wielbicielem nieżyjącego już Steve’a Jobsa.
Do wpisu dołączam zdjęcie jedynego antywirusa, którego używam w Macu…

anioł-4020122-2

Lucjusz Anneusz Seneka

Kim był ten jeden z najznakomitszych filozofów starożytnego Rzymu? Ten Hiszpan, urodzony w Kordobie, zrobił niebywałą karierę polityczną, windując się na same szczyty władz Imperium Rzymskiego. Urodził się ok. 4 roku p.n.e. Żył w czasach panowania pięciu cesarzy: Augusta, Tyberiusza, Kaliguli, Klaudiusza i Nerona. Jego szlachetne pochodzenie, wykształcenie i wiedza dało pierwsze stanowisko w służbie państwowej kwestury ok 30 roku n.e. Wszechstronnie wykształcony, mistrz retoryki, przed przyjęciem zaszczytów we władzach rzymskich, udzielał się jako obrońca sądowy. Na szczeblach władzy osiągnął właściwie wszystko – został senatorem. Szczęśliwie udało się Senece przebrnąć przez rządy Augusta, Tyberiusza I Kaliguli. Za panowania Klaudiusza został jednaj posądzony o udział w czynach nierządnych i wygnany z Rzymu na ok. osiem lat. Za wstawiennictwem drugiej żony Klaudiusza – Agrypiny został odwołany z wygnania i powierzono mu edukację i wychowanie Nerona. Seneka włożył wiele wysiłku w ugruntowanie w Neronie zasad stoicyzmu, jednak im starszym był przeszły cesarz, tym bardziej uwidaczniały się inne, negatywne cechy charakteru i starania Seneki spełzły na niczym. Po dojściu młodocianego Nerona do władzy, rzeczywiste rządy w Imperium sprawowali Burrus i Seneka. Trwało to pięć lat, potem pełnię władzy przejął sam Neron. Władca ten okrutny, wymierzył Senece radykalną karę za rzekomą jego wiedzę o planowanym spisku na cesarza, polecił mu popełnić samobójstwo przez podcięcie żył. I tak w 65 roku n.e. Seneka zakończył swój żywot. Dzięki swojej działalności publicznej, swoim dziełom filozoficznym stał się prawdziwą ikoną i guru filozoficznym, tworzącym i wyznającym zasady życia stoickiego. Czy prowadził jednak przykładne życie według zasad, które wyznawał? Zdania są podzielone – od uznania go wręcz za świętego przez ówczesne autorytety Kościoła, do uznania go za przebiegłego manipulanta, karierowicza i uwielbiającego bogactwo i przepych snoba. Trzeba pamiętać, że Seneka nie prowadził życia pustelniczego lub zagłębionego w ciche pracownie filozoficznych uczelni. Żył on w centrum wydarzeń dworu cesarskiego, gdzie nie było miejsca na pozbawione przebiegłości ciche i wycofane postawy. Musiał walczyć o swoją pozycję, a to tak jak i współcześnie, związane było niejednokrotnie z bezpardonowym postępowaniem. W ocenie Seneki ciekawa opinię przedstawia Augustyn, który uważał, że „z racji swojego wysokiego stanowiska – chwalił to, co odrzucał, czynił to, co potępiał, wielbił to, co oskarżał, że słowem, odgrywał niezaszczytną rolę biegłego aktora i dyplomaty”. Jednak potomni zapamiętali Senekę jako gorliwego głosiciela wzniosłych idei moralnych, obrońcą ciemiężonych i słabszych. Jeśliby był jednak tak przebiegłym obłudnikiem, musiałby być wyjątkowo złym człowiekiem, a jednak wiele źródeł historycznych podkreśla jego pozytywne cechy i wielki wkład w szerzenie myśli filozoficznych. Współcześnie Lucjusz Anneusz Seneka pozostaje przedstawicielem nielicznego grona najwspanialszych myślicieli i kreatorów filozofii stoickiej. Dla mnie to jeden z trzech najważniejszych nauczycieli postaw stoickich, którego dzieła pozostają zawsze w zasięgu moich rąk.
(źródła: „Dialogi” Lucjusz Anneusz Seneka, seria Arcydzieła Wielkich Myślicieli przełożone na język polski, opatrzone wstępem przez Leona Joachimowicza oraz „Myśli” Seneki, wybrane, przełożone i opracowane przez Stanisława Stabryłę).

Anioł

Wpis o dość dziwnym „Jegomościu”, troszkę nierzeczywistym, będącym za to bezsprzecznie „bytem duchowym”… I co ciekawe – występującym prawie w każdej religii. Nawet niewierzący lub agnostycy gdzieś w „tyle głowy” z nadzieją wierzą, że „ich własny anioł” czuwa nad nimi w trudnych chwilach. O aniołach można wiele dowiedzieć się z encyklopedii, Wikipedii i z wielu wydawnictw książkowych, w tym o tematyce religijnej. Tam też w szczegółach można poznać „Jegomościa”. Dla zachowania rzetelności wpisu trzeba dodać, że ponoć istnieją też „upadłe anioły” – ale o nich nie chcę nawet myśleć…!
Czy anioł występuje w wersji męskiej i żeńskiej? Pewnie tak, chociaż nazwę ma wyraźnie męską… Podobizn anioła jest bez liku. Współcześnie najwięcej ich występuje w postaci odlewów gipsowych. Są to: mało piękne, piękniejsze i piękne wyroby – zależy jak się trafi. Ogólnie trzeba stwierdzić, że ludzie mają bardzo pozytywny stosunek do aniołów i ich podobizn. W przypadku tego „bytu duchowego” nie ma ryzyka, że ktoś zarzuci ich miłośnikom, że darzą estymą ich podobiznę, bo to przecież nie jest podobizna Boga (czczenie zaś takich podobizn podobno jednak jest nielegalne…). Dodam, że w polskim wydaniu katolicyzmu  istnieje jedna z najpiękniejszych modlitw – właśnie do anioła. Do aniołów i ja mam pozytywny stosunek, zarówno jako do „bytu duchowego”, jak i do niektórych podobizn, będących efektem ludzkiej pracy. Ostatnio wpadł mi w ręce gipsowy, o delikatnej urodzie i nie miałbym nic przeciwko temu, żeby „mój własny” właśnie tak wyglądał… Postanowiłem zatem ustawić go przed obiektywami moich aparatów i popstrykać zdjęcia (dziś pokazuję pierwsze, gdzie bohater przysiadł sobie na mojej ulubionej książce fotograficznej, a za jego plecami majaczą inne foto-wydawnictwa, stojące na półce mojego regału). Muszę przyznać, że jest nadzieja na dłuższą z nim współpracę, gdyż to nadzwyczaj cierpliwy model, chyba, że przez przypadek gdzieś upadnie… no nie, nie miało być o upadłych aniołach…!