Cover Bands

OLYMPUS DIGITAL CAMERAJak bumerang powraca temat „coverbandów”. Czy tego typu grupy powinny grać muzykę wielkich gwiazd, czy nie? Zdania są podzielone. Jest wielka rzesza zagorzałych przeciwników, która wręcz ignoruje jakąkolwiek dyskusje na ten temat. Jest jednak liczne grono zwolenników takiego muzykowania. Do tej drugiej grupy ja się zaliczam. W poniższych punktach uzasadnię moje stanowisko w tej sprawie:

  1. Każdy zespół, nawet największe gwiazdy, na początku swego istnienia były „coverbandem”.
  2. Gdyby nie covery, muzyka klasyków, takich jak np.: F. Chopin, W.A. Mozart, J.S. Bach, nie byłaby obecna we współczesnym świecie.
  3. Czymże innym jak nie festiwalem coverów jest np. Konkurs Chopinowski?
  4. Odtwarzanie dzieł wielkich nieżyjących to swoisty hołd dla ich twórczości, to również uwiecznianie ich pięknych dzieł, ale również ogromny zaszczyt i spełnianie swoich pasji przez  muzyków „coverbandów”.

Zaraz odezwą się przeciwnicy, którzy skontrują stwierdzeniem: nieżyjących artystów niech sobie grają inni, ale tych żyjących stanowczo NIE. Oczywistym jest, że jakość niektórych współczesnych „odtwórców” daje wiele do życzenia, ale i jakość grania i śpiewania niektórych żyjących jeszcze gwiazd jest, delikatnie mówiąc, słaba. Jeśli chodzi o mnie, wybieram muzykę „coverbandu” niż  upadającej gwiazdy, niszczącej swoją renomę i niewiedzącej kiedy zejść ze sceny na zawsze.
Na koniec piąty argument i koronny na korzyść muzyków odtwarzających dzieła gwiazd. Mam tu na myśli łzy wzruszenia Roberta Planta w trakcie wykonania przez siostry Wilson utworu „Stairway to Heaven”.
26 listopada b.r. byłem na koncercie grupy Pled Zepchlim, grającej covery Led Zeppelin (adres ich strony na facebooku: https://www.facebook.com/pledzepchlim/?fref=ts). Wspaniała zabawa, świetny warsztat artystów, gigantyczna i niezapomniana muza grana na żywo… Gratuluję muzykom i mam nadzieję na więcej…

Czas demontażu…

Wszystkie piękne w kolorach liście już opadły, zaczynając proces łączenia się z Matką Ziemią. Jesień to taki czas, gdzie nastroje panują raczej minorowe. Obserwując nieustanna walkę ciepła z zimnem, przytłaczani jesteśmy szalejącymi niżami oraz mniej szalonymi wyżami. W oczekiwaniu na białą, słoneczną zimę, staramy się przemykać między deszczami, załatwiając nasze codzienne i niezmienne obowiązki. Do tego Świat jesiennie zwariował, a Polska jakaś białoruska się robi… Czy to czas demontażu…? Na domiar tego nawet ja zacząłem demontaż, co widać na załączonym zdjęciu…
Czy każdy demontaż jest początkiem montażu? W przypadku mojego miniświata jestem pewien, że tak. W przypadku mojego ojczystego świata nie mam już takiej pewności. W przypadku makroświata liczę, że jeśli jest to demontaż, to proces ten będzie będzie dotyczył tylko „zła”, a wynik końcowy będzie dla „dobra” zwycięski.
Wracając na moje podwórko. Jak Feniks z popiołów do życia budzą się opuszczone przez życie, lecz pamiętające piękne czasy, stare mury.
Trzymam kciuki za wszystkie ręce, które delikatnie i z precyzją, odnawiają to, co się ledwo trzyma, nadając nową formę i nową siłę konstrukcjom, ścianom, dachowi…
Trzymam kciuki za głowy, a w nich za wiedzę tych, którzy planują i pilnują sztuki budowlanej…
Dzięki temu demontażowi jesień ma prawdziwe symptomy nadziei na wspaniały wynik montażu… Jest przy tym bardziej znośna i nieuciążliwa…

(i)(i)(i)

Nie sposób obojętnie przejść obok tego, co wydarzyło się w Paryżu… Nie sposób dziś umieszczać w sieci wpisy takie jak każdego dnia… Jestem bardzo poruszony, pełen obaw o przyszłość, ale i pełen nadziei, że morderców dosięgnie sprawiedliwa i dotkliwa kara. Składam Paryżanom, Francuzom, Europejczykom, Mieszkańcom Tego Świata wyrazy głębokiego współczucia i solidarności. Pamiętajmy, że celem tych morderców jest po pierwsze: wywołać  nasz strach, po drugie: skierować naszą złość (i nie daj Boże nienawiść) na tych biedaków, którzy przed nimi uciekają . Nie dajmy się sprowokować…!!!