40 lat (prawie)minęło… jak jeden dzień…

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKiedy jesienią 1975 roku z głośników mojego radia popłynęła muzyka nowej płyty Pink Floyd wiedziałem już, że będzie to mój faworyt… Im więcej przesłuchań, tym bardziej umacniała się moja opinia na jej temat. Jako nastolatek zafascynowany muzyką Pink Floyd, nieomal bez przerwy z czerwonymi słuchawkami Tonsilu na uszach, wlewałem w siebie psychodelię: „Set the Controls for the Heart of the Sun”, „Interstellar Overdrive”, „Careful With That Axe, Eugene”, czy” A Saucerful of Secrets”… W 1975 roku z pasją wsłuchiwałem się w kolejne dzieło stworzone przez 29 letniego Davida, 32 letnich Rogera i Richarda i 32 letniego Nicka. Pomimo oszałamiającego sukcesu „The Dark Side Of The Moon”, muzycy nie osiedli na laurach i stworzyli jeszcze piękniejsze dzieło, choć bez porównywalnego z poprzednim wydawnictwem sukcesu komercyjnego. Dla mnie jest to jedno z najwspanialszych dzieł rockowych w historii muzyki. Progresywny klimat jaki stworzyli Twórcy, dojrzałe wykorzystanie nowinek elektronicznych (np.: VSC3), piękne teksty Watersa i doskonała, jak na tamte czasy, jakość techniczna nagrań powodują, że materiał zamieszczony na płycie „Wish You Were Here” jest do dziś świeży i nadal bardzo głęboko wnika w świadomość słuchacza, bawiąc go i zmuszając do kontemplacji.
Na szczęście udało mi się w 1975 roku nagrać muzykę nowej płyty Pink Floyd na magnetofon ZK-120, podłączony do radia (dziękuję Panie Piotrze), lecz okładkę budowałem w mojej wyobraźni jedynie z barwnych opowiadań prezentera radiowego. Wyobraźnia okraszona sączącą się z radia lub z głośników magnetofonu muzyką tworzyła mistyczną, wręcz fanatyczną atmosferę wokół tego wydawnictwa. To był hymn, niepokornych i lekko wyalienowanych z otaczającego środowiska, licealistów w małej miejscowości. Dopiero za kilka lat mogłem winyl „Wish You Were Here” wziąć w ręce jako nieomal najświętszą rzecz. Egzemplarz, który wtedy trzymałem w dłoniach nie był moją własnością i jeszcze długo musiałem poczekać na otwarcie własnej foliowej koperty w kolorze totalnej czerni, z metalowym uściskiem umieszczonym pośrodku. Dziś mój stosunek do „Wish You Were Here” nadal jest niezmienny i jej czterdziestolecie na pewno uczczę przesłuchaniem i kontemplowaniem utworów: „Shine on You Crazy Diamond part I i II”, „Welcome to the Machine”, „Have a Cigar” i tytułowego – „Wish You Were Here”.
Wiem, że poniżej zacytowane fragmenty tekstu, zaczerpnięte z obu części suity „Shine on You Crazy Diamond”, skierowane były przez muzyków Pink Floyd do Syda Barretta, ale ja zadedykuję je teraz „duchowi” wielkiej muzyki, niepodzielnie panującemu wśród nut czterdziestoletniej jubilatki:
„…Rode on the steel breeze
Come on You Raver, You Seer of visions,
come on You Painter, You Piper, You Prisoner, and shine!…
…Come on You Boy Child, you Winner and Loser,
Come on You Miner for truth and delusion, and shine!”
Jako smaczek muzyczny dołączam link do Shine On Crazy Diamond part II oraz kilka ilustracji zdjęciowych.

PF-9100007 PF-9100009-2 PF-9100015

One thought on “40 lat (prawie)minęło… jak jeden dzień…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s