Kultowe aparaty

HistRozwój technologii, czy pogoń za zyskami? Takie pytanie zadaję sobie patrząc na fotograficzny deszcz obfitości, trwający już od wielu lat. Mowa tu oczywiście o aparatach fotograficznych. Moja prawdziwa przygoda z fotografią rozpoczęła się już w dobie cyfrowych lustrzanek i niezliczonej liczby cyfrowych kompaktów. Nigdy nie doznałem uczucia wielkiej radości, gdy w ciemni z pomocą chemicznych odczynników, na papierze fotograficznym ukazywały się pierwsze kontury własnego zdjęcia. Kiedyś, w latach młodzieńczych, kolega zaprosił mnie na krótkie zwiedzanie swojej ciemni, gdzie mogłem posmakować tej niesamowitej atmosfery. Szkoda, że wtedy nie obudziła się we mnie fotopasja… Wrócę jednak do postawionego pytania. Czyż nie tęsknimy za aparatami kultowymi? Za takimi, co trwają na topie pięć, dziesięć lat? Co zabija kultowość aparatów fotograficznych? Zapewne rozwój technologii. Nie jestem osobą, która nie zauważa ogromnej dynamiki jej rozwoju. Nie jestem przeciwnikiem nowych technologii, wręcz odwrotnie. Czyż jednak, korzystając z nowych rozwiązań, nie można udoskonalać np. Nikona D700, D4, oferując właścicielom np. wymianę matrycy, procesora, systemu redukcji drgań, systemu czyszczenia matrycy….? A może tylko wystarczyłaby aktualizacja oprogramowania? Właściciel takiego sprzętu otoczony byłby czułą opieką serwisu. Zapewne wielu znawców tematu teraz mnie wyśmieje… Już słyszę padające pytania: a gdzie wykorzystanie doświadczeń naukowców pracujących nad upychaniem maksymalnej liczby pikseli, nad doskonaleniem algorytmów przeliczających dane, umożliwiających uzyskanie lepszych barw, wiekszych kontrastów, poszerzających liczbę Ev, zbliżając się do niemożliwego 20 Ev, charakterystycznego dla urządzenia, które stworzyła Natura, a które nazywa się okiem? A poza tym, przy takiej masie wyprodukowanych egzemplarzy, najlepszym serwisem jest przecież…. wymiana na nowy…
Tymczasem w segmencie lustrzanek można zanotować: serie aparatów dla początkujących, dla amatorów, dla średnio zaawansowanych amatorów, dla półprofesjonalistów, dla profesjonalistów… Do tego wiosną na rynek trafia model „5100” a jesienią „5200”, itd. Model „5100” specjalnie pozbawiony jest przez producenta np. łączności wifi, a w „5200” zabiera się obrotowość tylnego ekranu z „5100” i dodaje wifi… To jakaś paranoja, która ma na celu tylko dezorientację i drenaż kieszeni klienta. I tak jest również z bezlusterkowcami, kompaktami… Euforia szczęśliwego zdobywcy Olympusa OM-D E-M1 trwa zaledwie niecały rok, po czym producent zaczyna go „straszyć” nadchodzącym Mark II… Kpina z klienta, czy wyrachowanie? Zapewne jedno i drugie!
Jest jednak rynek aparatów, ktore mają symptomy kultowych. To aparaty średnioformatowe, przeznaczone dla profesjonalistów lub ludzi z nadmiarem gotówki, gdyż ceny w tym segmencie wahają się od kilkudziesięciu do ponad stu tysięcy złotych. Są to naprawdę fantastyczne urządzenia, ale ich kultowość (o ile można im ją przypisać) wynika z bardzo wysokiej i wygórowanej ceny.
Marzę o tym, aby kiedyś powstał kultowy aparat dedykowany zwykłym fotografom. Aby był królem pięć, dziesięć lat… Aby był wzorcem jak metr z Sevres pod Paryżem dla wszystkich innych aparatów…!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s