Historia zdjęcia cz. 6

Kadr wykonany w trakcie sesji, której efektem było również zdjęcie zamieszczone w cz. 1 historii. Starałem się pokazać wysiłek, jaki muszą wykonać łabędzie, aby unieść się ponad Ziemię. Ich lot zaczyna się na tle szarego nieba, które postanowiłem nieco zasilić niebieskim odcieniem aby wyodrębnić kolorystycznie ptaki. Rozmycie fragmentów skrzydeł podkreśla ruch, a wygięta szyja łabędzia – wspomniany ptasi wysiłek. Dodana winieta ma przyciągać wzrok w kierunku łabędzi.

Nikon D300, 105 mm, f/6.3, 1/60 s, ISO 400

Nikon D300, 105 mm, f/6.3, 1/60 s, ISO 400

Historia zdjęcia cz. 5

Zachwyca mnie lustro wody, odgrywające rolę zwierciadła. Miałem okazję oglądać wiele zdjęć, wykonanych przez różnych fotografów, na których pięknie prezentują się ludzkie portrety, jak i różnorodne formy odbijające się w wodzie.
Dziś prezentuję własne zdjęcie zwierciadlanego odbicia jesiennego krajobrazu w jeziorze. Nie dość, że udało się wiernie odtworzyć klimat kończącego się dnia, oświetlonego ostatnimi ciemnozłotymi promieniami, to tafla jeziora zdradza delikatny ruch powietrza, który tworzy minimalnej wielkości fale. Zdjęcie w Lightroomie zostało lekko wykadrowane, poddane niewielkiej obróbce w panelu Basic oraz obrócone o 180 stopni.
Nikon D300, 90 mm, f/8.0, 1/125 s, ISO 250

Nikon D300, 90 mm, f/8.0, 1/125 s, ISO 250

Historia zdjęcia cz. 4

Zdjęcie to jest jednym z efektów mojej późnowieczornej zabawy ze światłem i cieniem. Aparat na statywie plus jakaś podręczna lampka i latarka pozwoliły mi na sfotografowanie niezwykłego motyla, znajdującego się na ścianie mojego pokoju… Motyl ten jednak nie wykluł się z poczwarki, tylko z kolorowego kielicha i na szczęście nie był żywy, a jedynie migoczącym efektem emisji światła na ścianę przez pokolorowane szkło kielicha. Zła pogoda za oknem? Można eksperymentować w domu…

Nikon D300, 60 mm, f/2.8, 1/10 s, ISO 640.

Nikon D300, 60 mm, f/2.8, 1/10 s, ISO 640.

Historia zdjęcia cz. 3

Zdjęcie stanowi rozpoczęty i nigdy nie skończony cykl, który nazwałem na roboczo: „chusta”. Elementem łączącym zdjęcia tego cyklu jest powiewny szalik w kolorze czerwonym, który pozwala mi na uzyskanie wszelakich kontrastów. Kontrast to różnica między dwoma zestawianymi ze sobą przedmiotami lub zjawiskami w różnych i wielorakich aspektach. Zastosowanie szalika, to nie tylko kontrast barw, również: powiewności i stabilności, delikatności i siły, piękna i brzydoty.  Przyznam, że jestem miłośnikiem oglądania i robienia zdjęć, gdzie zestawia się ze sobą kontrastujące elementy. Nawiąże do tego tematu w kolejnym wpisie. Oprócz poprawy ekspozycji oraz dostosowania świateł, cieni, bieli, nasyciłem kadr kolorem czerwonym, plus delikatna winieta. Wszystko w Lightroomie…
Ile kontrastów można zdefiniować na tym zdjęciu…?
Nikon D300, 56 mm, f/4.8, 1/50 s, ISO 200.

Nikon D300, 56 mm, f/4.8, 1/50 s, ISO 200.

Dbajmy o „elektroniczną szufladę”

OM-D E-M1, 40 mm, f/4.5, 1/40 s, ISO 1000

OM-D E-M1, 40 mm, f/4.5, 1/40 s, ISO 1000

Kiedy za oknem warunki nie sprzyjają długim spacerom z aparatem, trzeba sięgnąć do biblioteki zdjęć. Wertowanie w tzw. „elektronicznej szufladzie”, to jedna z moich ulubionych fotograficznych czynności. Bardzo często okazuje się, że zdjęcie kiedyś zakwalifikowane to tzw. „zamrażarki” lub do usunięcia z dysku, teraz nabrało drugiego życia. Wspomnienie tamtego nastroju, kiedy naciskałem spust migawki, panujących warunków pogodowych, otaczających zapachów, smaków, spowodowało, że odkrywam je teraz jako zupełnie inne, świeże… Często słychać z mojego pokoju wydawane znad komputera odgłosy: „…i ja tego zdjęcia nie zauważyłem…?”

Stąd w rozpoczętym cyklu „Historia jednego zdjęcia” często będą pojawiać fotograficzne reminiscencje.
Co to jest ta „elektroniczna szuflada”? To nic innego jak dyski zewnętrzne, dedykowane do archiwizacji karty pamięci, itd. Pamięć naszego komputera nie jest przecież z gumy i tego  typu urządzenia to prawdziwy skarb. O jednym trzeba pamiętać: jeśli zależy nam na bezpieczeństwie przechowywanych plików, musimy zastosować dwa niezależne elektroniczne miejsca archiwizacji.
A ja z natury przekorny dołączam do tego wpisu „świeże” zdjęcie…

Historia zdjęcia cz. 2

Zdjęcie z listopada 2009 roku, zrobione w Wąbrzeźnie, w trakcie jesiennego spaceru po Podzamczu. Uwagę moją przykuł wędkarz, samotnie siedzący na skraju ówczesnego pomostu. Postanowiłem uwiecznić na fotografii jego wytrwałość w nieruchomym wpatrywaniu się w miejsce zanurzenia wędki. W Lightroomie zmieniłem zdjęcie na czarno – białe, następnie poprzez zmianę ustawień w ekspozycji, kontraście, światłach i cieniach spowodowałem rozjaśnienie jeziora. Wyraźnym pozostawiłem tylko wynurzający się z prawego rogu ku środkowi kadru pomost i siedzącego w jego końcu wędkarza.  Wędka, dla mnie jeden z ważniejszych elementów na zdjęciu, tkwi zanurzona w „białej nicości”. Chciałem, aby zdjęcie podkreślało samotność mężczyzny, jego oderwania się od rzeczywistości i otoczenia oraz cierpliwość i nadzieję, że coś z tej nieskończoności uda się kiedyś wyłowić…

Nikon D300, 100 mm, f/7.1, 1/125 s, ISO 250

Nikon D300, 100 mm, f/7.1, 1/125 s, ISO 250

Historia zdjęcia cz. 1

To zdjęcie pochodzi z mojej elektronicznej szuflady. Zrobione zostało w styczniu 2010 roku w Sopocie. Spacerując po sopockim molo obserwowałem zachowanie ptaków przy brzegu Zatoki Gdańskiej. Karmione przez przechodniów zachowywały się bardzo „dynamicznie”. I właśnie ten ruch chciałem pokazać na zdjęciu. Stąd nieostrość ptasich postaci. Przy ponurej pogodzie, słońcu przysłoniętym grubą warstwą chmur, dającym głównie kolory w odcieniach szarości, postanowiłem ożywić w Lightroomie jedyne kolorowe punkty jakimi są dzioby ptaków. Dodana winieta ogranicza „nieskończoność piaskowej plaży”, kieruje wzrok ku ptakom.

Nikon D300, 170 mm, f/5.6, 0,4 s, ISO 200

Nikon D300, 170 mm, f/5.6, 0,4 s, ISO 200

Własny styl…

„Własny styl fotograficzny” – czyli temat, który nie opuszcza ostatnio moich myśli….
Minęło już sporo czasu, od kiedy amatorsko zajmuję się fotografią. Przeczytałem wiele książek znanych fotografów, prenumeruję regularnie czasopisma fotograficzne, w których wiele miejsca zajmuje tematyka stylu fotograficznego. Zastanawiam się, czy udało mi się wypracować już swój własny styl? Najgorsze jest to, że samemu trudno to ocenić. Doświadczeni fotografowie twierdzą, że trzeba po prostu tworzyć nowe zdjęcia, pstrykać ile się da, nie zwracać uwagę na tworzenie stylu. On sam się wykrystalizuje. Może mają rację…
W pogoni za odpowiedzią na moje dylematy postanowiłem wypunktować to, co lubię oraz to za czym nie przepadam fotografując. Może lista ta pozwoli mi na zbliżenie się do zdefiniowania własnego stylu?
Co nie jest moją domeną (za czym nie przepadam):
  • stosowanie szerokich obiektywów,
  • stosowanie statywu (fatalnie!!!),
  • stosowanie filtrów (fatalnie!!!),
  • fotografowanie architektury,
  • fotografowanie imprez towarzyskich,
  • fotografowanie w trudnych warunkach oświetleniowych (noc),
  • drukowanie zdjęć,
  • Wszelkie długie ustawienia, przygotowania, itp.
Co lubię:
  • fotografować długimi zoomami,
  • tworzyć ciasne kadry,
  • wyłuskiwać szczegóły,
  • tworzyć niedopowiedziane historie (obrazki),
  • pokazywać kontrasty,
  • fotografować ludzi w naturalnych sytuacjach,
  • konwertować kolorowe fotografie na B&W,
  • nakładać na fotografie wszelakie filtry w tym artystyczne.
Jeśli ktoś zatrzyma się na pierwszej liście, może mi powiedzieć – „daj ty sobie spokój z tą fotografią!” A ja tak po prawdzie nie jestem wrogiem ani szerokiego kadru, ani statywu, ani filtrów – to bardzo przydatne narzędzia, a w niektórych sytuacjach wręcz konieczne, których użycie warunkuje uzyskanie dobrego kadru. Jeśli jednak mogę się bez nich obyć, to jestem szczęśliwy…
Wrócę jeszcze do tematu przewodniego tego wpisu w kolejnych odcinkach.
Mam nadzieję, że odnajdę własny styl (może ktoś mi w tym pomoże..?).
Tymczasem zanurzam się w oglądanie swoich zdjęć i we własne myśli, wznawiając poszukiwania….
P.S.
Na przekór sobie dołączam kadr z elementami z pierwszej listy (i jak tu dalej szukać…?)
OM-D E-M1, 12 mm, f/4.0, 1/8 s, ISO 1000

OM-D E-M1, 12 mm, f/4.0, 1/8 s, ISO 1000

Pan Marek i Jego gitara

 OLYMPUS DIGITAL CAMERAZ pewnym opóźnieniem chcę poinformować o kolejnym, zaliczonym przeze mnie, koncercie. W miłym towarzystwie, w sobotni wczesny wieczór wybrałem się do przedziwnego miejsca – Teatru Muzycznego w Toruniu. Niezwykłe miejsce, znane dotąd raczej studentom Wydziału Sztuk Pięknych UMK, zamienione zostało w kameralny teatr dla ok. 140 widzów. Tym razem w roli głównej wystąpił Sextet Marka Napiórkowskiego – niewątpliwie jednego z najlepszych polskich gitarzystów jazzowych. W skład sextetu weszli poza gitarzystą: Krzysztof Herdzin – pianino, flet, Adam Pierończyk – saksofon, Henryk Miśkiewicz – klarnet basowy, saksofon, Robert Kubiszyn – bas, Paweł Dobrowolski – perkusja. Muzycy „na wyciągnięcie ręki”, skromni, dowcipni, w przerwach pomiędzy utworami, utrzymywali nieskrępowany kontakt z publicznością. Prezentowali muzykę z ostatniej  płyty Marka Napiórkowskiego – „Up!”. Znam już jedną płytę „Up” (bez wykrzyknika) innego wykonawcy, jednak materiał obu rożni się bardzo wyraźnie. „Up!” Pana Marka to jazz w czystym jego wydaniu. Nie jestem ani znawcą, ani miłośnikiem tego gatunku muzyki, ale muszę przyznać, że poszczególne utwory oraz kunszt gry wszystkich instrumentalistów, zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Chcę podkreślić fakt, że każda muzyka grana na żywo odbierana jest przez słuchaczy inaczej, niż przed głośnikami odtwarzacza. Uzyskuje ona na wtedy dodatkowy blask.
Marek Napiórkowski potwierdził swoją klasę i wirtuozerię. Gratulacje dla Organizatorów i pozostaje mieć nadzieję, że Teatr Muzyczny będzie kontynuował swoją działalność, zapraszając kolejnych muzyków takiej klasy.
Sezon koncertowy AD 2015 uważam za otwarty !!!

Filtry artystyczne cz. 2 – Gdańsk z filtrem…

21 grudnia 2014 roku w poście o fotograficznej postprodukcji wstawiłem „nieprzefiltrowane” zdjęcie makiety Ratusza Gdańskiego. Dziś zakończę  foto-opowieść z ostatniej wizyty w Gdańsku czterema zdjęciami z nałożonymi w FX Photo Studio filtrami.