Black & White

Post scriptum do „Fotograficznej postprodukcji”

OM-D E-M1, 28 mm, f/4.0, 1/100 s, ISO 320

OM-D E-M1, 28 mm, f/4.0, 1/100 s, ISO 320

21 grudnia br. napisałem kilka zdań o moich doświadczeniach w zakresie pracy edytorskiej nad zdjęciami. Dołączyłem do wpisu zdjęcie Ratusza w Gdańsku, które poddane zostało tylko podstawowym operacjom w Lightroomie (bez jakichkolwiek filtrów) . Najważniejszym i kluczowym zabiegiem było odpowiednie wykadrowanie. Do obecnego wpisu dołączam oryginał zdjęcia, który nie został wykadrowany. Zatem, nie zawsze trzeba wykorzystywać skomplikowane zabiegi edycyjne, aby uzyskać ciekawe efekty.

Życzenia…

…Najpierw ciasto (oczywiście bezglutenowe) zostało podzielone na dwie części (do dwóch foremek), potem jedna z nich została rzucona na stół w celu rozwałkowania pod docelowy efekt – świąteczny makowiec… I tu niespodzianka: uformowało się samoistnie drożdżowe serce… Załączając do tego wpisu zdjęcie „sercowego przypadku”, życzę Wszystkim Gościom obu blogowych Stref dużo serca i samych pyszności w nadchodzących Świętach Bożego Narodzenia. Niech świąteczna atmosfera jutrzejszego Magicznego Dnia zarazi swoją magią wszystkie pozostałe 364 dni, dzielące nas od kolejnego Magicznego Dnia i niech nie zabraknie Wam w tym czasie ani serc drożdżowych ani tych pełnych Miłości…

iPhon 6

iPhon 6

Fotograficzna postprodukcja

Do tego postu dołączam zdjęcie, które może posłużyć do przemyśleń nad tym: „czy i jak daleko powinno się ingerować w oryginalną fotografię”. Temat zapewne był i będzie wielokrotnie podejmowany w różnych wydawnictwach branżowych i popularnych. Głośna była dyskusja o fotografii pewnego pretendenta do prestiżowej nagrody fotograficznej, który powielił kilka ptaszków na oryginalnej fotografii, co spowodowało pojawienie się „fikcyjnych”, dodatkowych ptaszków na fotografii konkursowej. Zdobytą nagrodę „artyście”  odebrano zasłużenie… Ale nie zamierzam pisać o doświadczeniach innych. Jakie sam stosuję techniki w tym zakresie? Najpierw chcę podkreślić, że najlepiej byłoby robić takie zdjęcia, które nie wymagają jakiejkolwiek ingerencji. Czasami takie mi się zdarzają, ale zazwyczaj muszę nad surowym materiałem troszkę popracować, aby poprawić i wyeksponować to, co chciałem za pośrednictwem zdjęcia przekazać Odbiorcom. Podstawowym narzędziem informatycznym jest w moim przypadku Photoshop Lightroom, który spełnia rolę biblioteki zdjęć oraz jest tzw. cyfrową ciemnią. Ponieważ fotografuję w surowych plikach – RAW, fotografie kwalifikujące się do dalszej edycji poddawane są podstawowym zabiegom typu: przycinanie (kadrowanie), poprawa ekspozycji, balansu bieli, tonacji, kontrastu itd. Są to zabiegi, które w czasach analogowych wykonywano w tzw. „fotograficznej ciemni” (stąd pochodzi nazwa „cyfrowa ciemnia”). Moja wiedza w zakresie wykorzystania magicznych narzędzi Lightrooma jest ciągle niewystarczająca, dlatego stale ją pogłębiam, korzystając ze źródeł drukowanych i e-booków. Następnie kontynuuję edycję w Photoshop Elements, ograniczając się tylko do podstawowych zabiegów, wyręczających Lightrooma, ewentualnie nakładam filtry korygujące lub artystyczne. Na koniec zachowuję skończone prace w wersji „jpg”, w wielkości nie przekraczającej 1Mb, co pozwala na swobodne umieszczenie ich w internecie. Jeśli pojawia się potrzeba wydrukowania zdjęcia, powracam do surowego RAW oraz korzystając z historii edycji, dokonuję niewielkich korekt. Lightroom posiada wspaniałą cechę zachowywania oryginalnie zaimportowanego z aparatu zdjęcia w stanie niezmienionym, co pozwala dokonywać w przyszłości zupełnie innych, nowych zabiegów korekcyjnych. Zawiera również wiele presetów edycyjnych, które umożliwiają zakończenie etapu wywołania zdjęcia w samym Lightroomie.
Od pewnego czasu zacząłem częściej stosować wszelkiego rodzaju filtry artystyczne, które są elementami składowymi również innych programów graficznych (jeszcze o nich będę pisał) lub są zainstalowane w samym aparacie. Filtry artystyczne, wbudowane w aparat Olympus OM-D E-M1, zastosowywałem np. na zdjęciach, zamieszczonych we wcześniejszym wpisie p.t. „Nadmorska galeria inaczej…”
Czy nakładane filtry nie „fałszują” oryginału? A  może dodają zdjęciu specyficznego klimatu, podkreślają jego wymowę, uwypuklają treść zawartą w kadrze? Proszę o opinie w odniesieniu do załączonego – prowokacyjnego zdjęcia.
OM-D E-M1, 28 mm, f/4.0, 1/100 s, ISO 320

OM-D E-M1, 28 mm, f/4.0, 1/100 s, ISO 320

Święta tuż tuż…

 niebo3_edited-1Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a to przyczynek do okazjonalnych akcji charytatywnych. Nie jestem oczywiście ich przeciwnikiem. Uważam, że każde poruszenie serc, każdy akt dzielenia się z innymi dobrami materialnymi i niematerialnymi jest bardzo wskazany. Podziwiam tych, którzy dzielnie uczestniczą w akcjach, zbierając datki, a potem przekazują je potrzebującym. Są to ludzie ogromnego serca i niech Ich będzie wśród nas jak najwięcej. Mam szczęście znać osobiście kilkoro z Nich… Jak co rok, nachodzi mnie refleksja, dlaczego ta pomoc ma charakter akcyjny i tymczasowy? Dlaczego po świętach i po Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy następuje roczna przerwa we wzlotach serc?  Następuje przerwa we współodczuwaniu…? Na szczęście jestem przekonany, że istnieje spora grupa osób, będących aktywnymi w niesieniu pomocy przez okrągły rok.  Mam niesmak z tego powodu, że świąteczne akcje niesienia pomocy stały się „plastikowe”, mają coś z reality show. Pełno ich w telewizji, radio w internecie. Wiem, tak robi cały cywilizowany świat… Ja jestem jednak zwolennikiem zasady: „…niech twoja lewa ręka nie wie, co czyni prawa…” (w/g mnie jest to fragment jednego z najpiękniejszych tekstów Ewangelii).
Życzę Wesołych Świąt i Miłości 24 godzin na dobę, siedem dni w tygodniu i 365 dni w roku.

Marco Sfogli

Jeśli ktoś lubi posłuchać ostrego lecz melodyjnego rocka progresywnego, to twórczość włoskiego gitarysty Marco Sfogli nadaje się do tego w sposób oczywisty. Ten 34-letni muzyk, urodzony w Neapolu, ma już na swoim koncie własne dwa wydawnictwa („There’s Hope”, „reMarcoble”) oraz uczestnictwo w wielu sesjach nagraniowych takich muzyków, jak np.: James LaBrie, Virgil Donati, Jordan Rudes. U tego ostatniego wykonał na albumie „The Road Home” wspaniałe solo gitarowe w przeróbce hitu grupy Genesis – „Dance On A Volcano”. Na końcu tego postu podaję link do energetycznego przykładu Jego twórczości, a poniżej dla podbicia humoru, próba atomatycznego tłumaczenia fragmentu tekstu o Marco Sfogli z Wikipedii, w wykonaniu przeglądarki Safari:
„Marco Sfogli używany wysypka Gitary i miał szereg podpisu, „Wysypka MT Potwór Marco Sfogli Podpis”. Gitary biorące podstrunniki heban z podpalany klon, blaty ciała mahogony na wersji „Pro”, a topola ciała na „Standard” wersji.Standardowa była wyposażona odbioru DiMarzio Air Norton w pozycji szyjki oraz DiMarzio D-sonic w mostku; podczas Pro biorące DiMarzio D-Sonic w mostku i DiMarzio Cruisery w szyi i pozycji środkowej.”

Posucha…?

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA„… Zauważyłem (…), że kreatywność nachodzi mnie falami i ściśle wiąże się z moim stanem emocjonalnym. Gdy mam natchnienie – staram się je wykorzystać do maksimum. Potem przychodzi posucha, ale nauczyłem się już, że muszę ją po prostu przeczekać. Wystarczy jednak, że zrobię jedno dobre, obiecujące zdjęcie i znów jestem w grze…” – David duChemin.
Ten cytat jest jakby o mnie… Myślałem, że tylko mnie się to przydarza… Na szczęście nie tylko 🙂

Ikigai

 Plan1We wpisie pt. „Sterowanie czy dryfowania” zwróciłem uwagę na znaczenie, jakie odgrywa planowanie, inaczej: wyznaczanie celów głównych. Brzmi to bardzo poważnie, ale tak naprawdę jest to niezbędnik każdego człowieka, który chce być „sternikiem” i nie tracić czasu na dryfowanie. Niejednokrotnie spotykałem się z zarzutami, że definiowanie celów głównych dotyczy tylko tych, którzy są „wielcy” lub chcą tworzyć  rzeczy „wielkie” (np. prezydenci, premierzy, bogaci biznesmeni, znani artyści, itp). Cel główny nie musi przecież dotyczyć całej populacji ludzkiej, czy masowych klientów masowych dóbr. Cel główny musi przede wszystkim dotyczyć tego, kto go definiuje i potem realizuje. Jeśli ktoś nie ma cech biznesmena, to celem jego nie może być zbudowanie potężnej fabryki. Mało tego, nie każdy farmaceuta zbuduje sieć aptek. Większość z nich będzie po prostu tam pracować. Dlatego należy zdefiniować cel główny przystający do swojego charakteru, wykształcenia i innych cech, niejednokrotnie niestety tłumionych, duszonych w głębi własnego umysłu. Cel główny musi być ambitny, lecz osiągalny. Oto przykłady:
„Moim celem głównym jest założenie rodziny, spłodzenie syna, zapewnienie mojej rodzinie dostatniego życia poprzez poświęcenie jej czasu w maksymalnym wymiarze oraz wykonując pracę zarobkową jako urzędnik państwowy lub pracownik najemny w zawodzie archiwista”.
„Moim celem głównym jest zdobycie Korony Świata”.
„Moim celem głównym jest zdobycie zawodu policjanta, założenie rodziny, zbudowanie domu i realizacja wędkarskiej pasji”.
Cel główny, jako teks wydrukowany lub w wersji elektronicznej, musi być zawsze w miejscu łatwo dostępnym. Nie można go wydrukować i schować głęboko do szuflady! Trzeba być z nim cały czas, przyswajać go poprzez codzienne czytanie lub powtarzanie z pamięci. Musi się zagnieździć w umyśle na stałe, aby potem podświadomie pomagać w  podejmowaniu pojedynczych decyzji, które są zbieżne z celem głównym.
Swój cel główny zdefiniowałem w wielu 39 lat. Mam go stale pod ręką, napisany długopisem na kartce papieru, włożony pomiędzy strony ważnej dla mnie książki, którą kupiłem w toruńskim Empiku razem z płytą grupy King Crimson… Dziś czuję satysfakcję, ponieważ prawie wszystkie jego elementy składowe udało się zrealizować (niektóre troszkę za późno…). Zapewne przyszedł czas na jego modyfikację i rozszerzenie, bo żyć bez zdefiniowanego celu….? Przecież to niemożliwe!
A teraz słów kilka o tytule niniejszego wpisu. Cel główny oraz jego szczegółowe, najdrobniejsze elementy są motorem, motywacją, powodem, aby budzić się z radością każdego ranka. Przeczytałem gdzieś, że Japończycy taką codzienną chęć do życia nazywają „ikigai”, a ludzie hiszpańskojęzyczni, zamieszkujący Kostarykę – „plan de vida”.
Czy masz, Miły Gościu Strefy Stojaqa, zdefiniowany główny cel? Jeśli nie, to zrób wszystko, aby go zdefiniować i rozpocząć  realizację. Na to nigdy nie jest za późno. Czy stosujesz plan de vida? Jeśli nie, zacznij od teraz…!

Ptasia galeria