Harmonia…

Harmonia1Harmonia – słowo najczęściej kojarzone z muzyką, jest również używane jako synonim słów: ład, równowaga, zgoda, zgodność oraz antonim chaosu, dysonansu. Jest ona podstawą sprawnie funkcjonujących cząstek elementarnych, komórek, organizmów, rodzin, społeczeństw, układów planet, galaktyk itd…  Czyż myzyka to nie harmonia dźwięków, czyż szklany wysokościowiec to nie harmonia kształtów pojedynczych elementów składowych? Czyż fotografia to nie harmonia kolorów i kształtów, wyodrębnionych przez padające na nie światło? Co ona ma wspólnego z moimi rozważaniami na temat Przydzielonego Interwału Czasowego? Brak harmonii to pierwsza i bardzo często jedyna przyczyna wszelkich porażek życiowych. Daczego więc wielu ludzi wykorzystuje swój czas na rujnowanie istniejącej harmonii, albo nie robi nic, by ją budować? Nie spotkałem na swojej drodze człowieka, który odniósłby długotrwały sukces i cieszył się szczęściem bez dbałości o ład, równowagę i zgodę. Brak jej szczególnie dotkliwy jest w życiu rodzinnym. W środowisku rodzinnym osoba o negatywnym i dysharmonijnym usposobieniu potrafi zakłócić wszelką równowagę i działać destrukcyjnie. Środowisko, gdzie panuje harmonia, jest żyzną glebą, na której można zasiać ziarna sukcesu i oczekiwać bogatych plonów. Bezcenna dla człowieka jest również (a niektórzy powiedzą: przede wszystkim) wewnętrzna harmonia, o którą powinno się dbać ze szczególną troską. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy karmi się swój umysł pozytywnymi myślami, gdy przebywa w otoczeniu ludzi „pozytywnych” i ogranicza czas przebywania wśród malkontentów. Trzeba pożytkować swój Pr-In-Cz na budowę i pielęgnowanie wewnętrznej i zewnętrznej harmonii oraz na cementowanie pozytywnej postawy.

Listopadowy Steven

imagePo emocjach związanych z „The Endless River” Pink Floyd, po przydługiej przerwie powróciłem do muzyki Stevena Wilsona. To bardzo dobry czas na słuchanie Jego muzyki. Nawet taka myśl mi przyszła do głowy, aby nazwać tego Artystę „Listopadowym Muzykiem”. I to nie ze względu na na datę urodzin (03.11.1967), a na listopadowe klimaty w Jego muzyce. Nie jest to oczywiście żadna negatywna opinia. Wręcz przeciwnie, muzykę tę wspaniale słucha się w domowym zaciszu, gdzie za okniem szaruga, mgły, deszcze, a dzień ledwo co się obudził – już zaczyna ziewać.  Oceniam tego Artystę jako jednego z najzdolniejszych muzyków naszych czasów. Różnorodność twórczości, ciągłe poszukiwania nowych przestrzeni w muzyce, ilość wydanych krążków, to tylko niektóre z cech tego Muzyka. Zawsze postrzegałem Go jako godnego kontynuatora stylu podobnego, do wczesnej twórczości zespołu Pink Floyd. Mało tego, ostatnie dwie płyty ocerają się o muzykę bliską innemu potężnemu królowi rocka progresywnego – King Crimson. Wilson nie kopiuje tej muzyki, nie Gra coverów, ani stosuje bezmyślnego naśladownictwa. Po mistrzowsku rozwija nurty progrocka, ocierając się przy okazji o ambient, jazz, metal, eksperymentalną elektronikę. W wyniku tego mamy do czynienia ze świeżą muzyką, pełną ambitnych aranżacji, skierowaną do wymagającego odbiorcy. Mam nadzieję, że Steven Wilson nadal będzie płodnym Artystą, że na drodze Jego muzycznego rozwoju znajdzie się kontynuacja twórczości w ramach zespołu Porcupine Tree (takie są plotki). Czekam z niecierpliwością na Jego nową płytę, która ma się ukazać w lutym 2015 roku. A potem zapewne pojawi się w Polsce z serią koncertów.
To tego materiału dołączam próbkę twórczości Stevena Wilsona:

Sterowanie czy dryfowanie?

OM-D E-M1, 24 mm, f/2.8, 1/100 s, ISO 1000

 Było już postscriptum do „The Endless River”, ale wrócę choć na chwilę do niej. Otóż wpatruję się w okładkę tej płyty i wnioskuję, że mężczyzna płynie łodzią w konkretnym kierunku. To nie jest bezcelowe dryfowanie, to konsekwentne zmierzanie do celu. Ale co to ma wspólnego z tematyką Przydzielonego Interwału Czasowego…? Rozstaliśmy się (na jakiś czas) z systemem GTD, opisanym skrupulatnie przez Davida Allena. Pr-In-Cz to nie tylko systemowe zarządzanie zadaniami i własną efektywnością. To również sztuka unikania jego marnotrawstwa. We wcześniejszym wpisie przytoczyłem kilka spektakularnych przykładów „przelewania się czasu między palcami”. Nie ma co głębiej analizować typowych przykładów, takich jak: „przyjaciel telewizor”. Są przecież bardziej wyrafinowane sposoby na marnotrawstwo Pr-In-Cz, a w szczególności ten niezauważalny, mało natarczywy, prawie niewidzialny i pewnym sensie bardzo przyjemny… Ja nazywam go „dryfowaniem na życiowej łodzi”. Z czego wynika jego siła i moc rażenia? Głównie z nastawienia do własnego życia i otaczającej rzeczywistości. W wielu umysłach tkwi porażka i negatywna postawa prawie do wszystkiego i prawie do wszystkich. Czy pozytywnie postrzeganie świata i własnego życia może coś zmienić? Czy ważne jest planowanie, wyznaczanie strategicznych celów? Skąd potem brać siłę i determinacja,  aby je realizować? Spróbuję te zagadnienia głębiej przeanalizować w kolejnych wpisach w Strefie Stojaqa.

Człowiek jest już w połowie pokonany, gdy zacznie się nad sobą użalać  albo wymyślać wymówki, którym usprawiedliwi swoje defekty.

Galeria Herbów Toruńskich Rzemieślników

Pink Floyd – postscriptum

W eterze trwa gorąca wymiana opinii na temat ostatniej płyty Pink Floyd The Ednless River. Można przeczytać euforyczne opinie, jak i zawierające totalną, emocjonalną krytykę. Cóż – efekt w zasadzie został osiągnięty. Nie ma nic gorszego, gdy się o nowej płycie nie mówi nic… Nie jestem jednak pewnien, czy David Gilmour miał na celu tylko sprowokowanie dyskusji na ten temat. Szczerze mówiąc, nie znamy do końca wszystkich motywów, którymi kierowali się tandem Gilmour – Mason, decydując się na wydanie The Endless River. Zapewne motywacje komercyjne były jednymi z najistotniejszych i te na pewno zostały osiągnięte. Muzycznie płyta ta nie jest ich szczytowym osiągnięciem, ale ma ona zupełnie inny wymiar, którego krytykanci albo nie chcą, albo nie potrafią zrozumieć. Żyjąc w kraju, gdzie wszyscy na wszystkim się znają, gdzie każdy bezkarnie tapla się w obrzuconym przez siebie błocie, gdzie ulubionym hobby jest deptanie wszelkich autorytetów, pojawiła płyta Pink Floyd, chłopców do bicia – niech teraz dostaną za swoje!!!
Na szczęście są tacy, dla których płyta ta ma odmienną, swoistą wymowę. Ja należę do tej grupy i nie wstydzę się tego. Dla nas, którzy doznawali mentalnych odlotów (i to bez żadnych dodatkowych środków i dopalaczy) słuchając niezwykłych dźwięków suit Pink Floyd, każdy nowy dźwięk tej Formacji jest przyjmowany w wielką wdzięcznością. A w dodatku dźwięki The Endless River kończą wieloletni cykl wydawania nowego materiału pod nazwą Pink Floyd i niech to będzie przyczynkiem zadumy, jak i radosnego wsłuchiwania się w tą piękną muzykę.

Stojaq

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  Dobrze… Czas zatem na wyjaśnienie, o co chodzi z tym „stojaqiem”. Albo inaczej… co ma wspólnego parowóz z autorem Strefy Stojaqa? Niejedna osoba pewnie zna związki moje z koleją, ale dlaczego ”stojaq”?
Bardzo proszę, oto odpowiedź:
Podstawowa konstrukcja kotła parowozowego wywodzi się od kotła zaprojektowanego przez Stephensona dla parowozu Rocket i nie zmieniła się zbytnio do dzisiaj, poddana została jedynie różnym modyfikacjom, dzięki czemu zwiększyła swoją moc i wymiary. W budowie takiego kotła można wyróżnić trzy zasadnicze elementy:

  • stojak,
  • walczak,
  • dymnica.

Stojak, czyli kocioł skrzyniowy, mieści w sobie skrzynię ogniową. Górną część skrzyni ogniowej stanowi sklepienie paleniska, w nowszych konstrukcjach oparte na rurach cyrkulacyjnych. Od dołu skrzynię ogniową zamyka ruszt, pod którym umieszczony jest popielnik. Przód stojaka stanowi ściana sitowa, łącząca skrzynie ogniową z walczakiem.
Z punktu widzenia odporności na wysokie ciśnienie i temperaturę, kształt stojaka jest zdecydowanie niekorzystny. Wymusiło to jego usztywnienie, poprzez zastosowanie setek zespórek łączących ściany skrzyni ogniowej z płaszczem stojaka. W większych kotłach, w których są zbyt duże różnice rozszerzalności cieplnej płaszcza stojaka i skrzyni ogniowej, stosowano w newralgicznych miejscach zespórki przegubowe lub kotwy ruchome.
Konstrukcja stojaka oparta na zespórkach była wystarczająco skomplikowana by zmotywować konstruktorów do poszukiwania rozwiązań prostszych. Alfred Belpaire skonstruował stojak o płaskim sklepieniu skrzyni ogniowej, co znacznie uprościło system zespórek. Kocioł taki był rozpowszechniony głównie w Wielkiej Brytanii, Belgii i Francji, ale stosowany był m.in. też w Niemczech (np seria 58 – na PKP Ty1) i w Polsce (tylko seria Ty23). Parowozy z kotłem Belpaire’a wyróżniały się charakterystycznym prostopadłościennym kształtem stojaka.
Może wystarczy tyle informacji. Ale dlaczego na końcu jest „q”? A dlatego, aby związek z koleją nie był stuprocentowy. Wysyłam przy okazji plotkę w eter, że być może kiedyś napiszę o powiązaniach z kolejnym elementem kotła – walczakiem…?

Czy GTD to pułapka?

Plan_1   Z książką „Getting Things Done – Czyli Sztuka Bezstresowej Efektywności” D. Allena zetknąłem się dopiero kilka lat temu. A jaki z tego wniosek? Większość życia radziłem sobie bez opisanych w niej zasad… Czy w pełni przestrzegam tego, o czym Allen napisał? Oczywiście – nie! I nawet mnie to nie deprymuje. Wszelkie poradniki w tematyce zarządzania czasem to nie przepis na ciasto, czy instrukcja obsługi pralki. Zawsze powinniśmy uwzględnić nasz własny potencjał i odnieść się do naszego otoczenia zawodowego i prywatnego. Sukcesem będzie poprawa komfortu życia, będąca wynikiem niezaprzątania głowy tysiącami spraw w jednej chwili, satysfakcją z terminowo wykonanych zadań sobie postawionych, wygospodarowania czasu na realizację własnego hobby, czy też na odpoczynek, na relaks albo dla rodziny.