Nadmorska galeria inaczej…

Oddaję głos Davidowi Allenowi, czyli GTD cz. 1

OM-D E-M1, 24 mm, f/2.8, 1/100 s, ISO 1000

Zarządzanie naszym Przydzielonym Interwałem Czasowym, to tak naprawdę dokonywanie wyborów w zakresie tego, co i w jakim czasie robić. To nic innego jak zarządzanie działaniami. Autor bestsellera „Getting Things Done” (GTD) David Allen kieruje swoją naukę nie tylko do ludzi biznesu, do tych którzy zasypywani są codziennie mnogością zadań w pracy zawodowej. To lektura dla każdego, kto przytłoczony jest zadaniami wszelakiej natury. Jest ona dla tych, którzy przeżywają stres, cierpią na bezsenność, nie potrafią się skupić tylko dlatego, że mają na głowie ogrom przeterminowanych, planowo niewykonanych zadań (zakupów, drobnych remontów w ogrodzie, mycia okien, przeczytania kolejnej książkowej pozycji, zapłacenia za czynsz, pójścia z dzieckiem do kina…. itd). Przeczytanie tej książki nie jest antidotum na te wszystkie problemy, ale pozwala podjąć próbę zapanowania nad własnym czasem, uporządkować nasze działania tak prywatne, jak i służbowe. Metodę GTD nie potrzeba koniecznie stosować 1:1; można przetransponować ją dla siebie w/g własnej interpretacji, dopasowując wręcz do własnych potrzeb. Ważne jest jedno: KONSEKWENCJA W REALIZACJI. Powołując się na lekturę Davida Allena, zacząć należy od pięciu najważniejszych zasad GTD, które szczegółowo opiszę w Strefie Stojaqa, nawiązując również do własnych doświadczeń. Są to:

  1. Gromadzenie spraw,
  2. Analizowanie zgromadzonych spraw,
  3. Porządkowanie wyników analizy,
  4. Przegląd spraw do wykonania,
  5. Działanie – realizacja zadań.

Przed przejściem do punktu 1 – „gromadzenia spraw”, w kolejnym wpisie odniosę się do narzędzi, które wspomagać nas mogą w wykorzystaniu metod GTD.

 

OM-D E-M1, 24 mm, f/2.8, 1/100 s, ISO 1000

OM-D E-M1, 24 mm, f/2.8, 1/100 s, ISO 1000

 

Słów kilka o źródłach

OM-D E-M1, 24 mm, f/2.8, 1/100 s, ISO 1000

Zabierając głos w sprawie produktywności i zarządzania własnym Przydzielonym Interwałem Czasowym („pr-in-cz” chyba to lepszy skrót, ponieważ PIC brzmi mało poważnie) nie miałem na myśli, że jestem przykładem idealnego „zarządcy” własnym pr-in-cz (mam jednak dziwne skłonności do skróto-twórstwa). Otóż nic bardziej mylnego! Ogrom pracy przede mną, a z jej wynikami będę się chętnie dzielił z Gośćmi Strefy Stojaqa. Jedno jest pewne i niezaprzeczalne: moje przekonanie o prawidłowo przeze mnie wykorzystanym czasie, który już mi minął i to bezpowrotnie. Nie twierdzę, że wszystko wyszło idealnie, ale mogę stanowczo stwierdzić, że gdybym miał okazję na jakąś ewentualną poprawkę, nie zmieniłbym niczego…. może tylko jedno – więcej przeczytałbym książek. I tu doszedłem do ważnej części tego wpisu. Podzielę się mianowicie informacją o książkach, które były i są do dziś dla mnie najważniejsze:

  1. „Martin Eden” Jacka Londona, którą przeczytałem w bardzo młodym wieku. Dzięki historii Martina stałem się mocniejszy, pewny siebie, konsekwentny w realizacji swoich planów i lepiej radzący z przeciwnościami mającymi swoje źródła „wewnątrz” i „zewnątrz”.
    „Myśl… i bogać się” Napoleona Hilla, z którą zetknąłem się w czasie, gdy moja droga zawodowa została przekierowana na tor boczny, zakończony „kozłem oporowym”. Podałem tu przykład jednej książki tego autora, ale prawda jest taka, że przeczytałem ich więcej i wszystkie one były są dla mnie bardzo ważne. Często będę do nich zaglądał pisząc „produktywne” odcinki.
  2. „Getting Things Done” Davida Allena – alfabet wiedzy o „sztuce bezstresowej efektywności”. Leży ona prawie zawsze na moim biurku i będzie często gościć w Sferze Stojaqa. Jest ona popularnym źródłem, do którego odnoszą się specjaliści, zabierający publicznie głos w sprawie efektywności metod zarządzania czasem i sobą w czasie.
  3. „Steve Jobs” Waltera Isaacsona. Jedyna biografia napisana przy współpracy ze Stevem. Książka o człowieku ogromnej pasji, wizjonerze, który dzięki uporowi o tytanicznej pracy potrafił zmaterializować swoje wizje. O człowieku,  który tworząc wczuwał się w potrzeby klienta, szanował go z niespotykaną siłą i konsekwencją, przekazując do użytku produkty o wyjątkowej funkcjonalności, nowatorskie i „dopieszczone” w każdym detalu.  

Jest wiele wspólnych cech łączących treści w/w pozycji i ich bohaterów . Będę je opisywał  w przyszłości. Teraz wymienię tylko kilka, ale za to bardzo ważne: POZYTYWNY STOSUNEK DO ŻYCIA I OTACZAJĄCEGO ŚWIATA, PASJA, PRACA, PRACA PRACA !!!

iPhon 5

iPhon 5

 

Warszawski Spacer

Kamień milowy?

OM-D E-M1, 24 mm, f/2.8, 1/100 s, ISO 1000

Jak zwykle zapalony, quasi-kompulsywnie zaangażowany, rozpocząłem studiować strony i blogi na temat produktywności i efektywności zarządzania czasem. „Powalony na kolana” więdzą autorów oraz zawartością treściową ich blogów tematycznych, doszedłem do wniosku, że mogę pewnie być tylko grzecznym przekaźnikiem wiedzy już odkrytej i zaprzęgniętej w teorie jedynie słuszne i niezaprzeczalne. Usłyszałem wewnętrzny głos: „nie wymądrzaj się, jak są mądrzejsi do ciebie…” Kolejne osłabienie mojego zapału przyszło po uzyskaniu negatywnej opinii od znanego blogera, dotyczącej wykorzystania kilku wybranych cytatów jego autorstwa na moim blogu. Spieszę podkreślić,  że zamierzałem poinformować moich czytelników, kto jest ich autorem tych cytatów, promując jednocześnie skarbnicę wiedzy, zamieszczoną na blogu autora. Chciałbym w tym miejscu podkreślić mój szacunek dla tych, którzy zarobkowo piszą blogi, prowadzą kursy, szkolenia, którzy zawodowo zajmują się wspomnianą tematyką.  Życzę im wszystkim sukcesów i satysfakcji z prowadzonej działalności. Po tej przygodzie przyszło otrzeźwienie! Dlaczego nie mam pisać i publikować dalej? Moje doświadczenia życiowe, zawodowe oraz pozyskana wiedza z wszelakiej lektury, pozwalają przecież na publikację własnych myśli. Nie chcę jednak rezygować z możliwości wykorzystywania wiedzy zawartej w publikacjach wszelkiego typu, na zasadach ogólnie przyjętych i zapewniających prawa autorskie. Mało tego, będę cytował fragmenty tych książek, które na zawsze pozostały w mojej pamięci, którę odegrały w moim życiu bardzo ważną rolę. Cóż warta byłaby wiedza takich myślicieli jak np.: Seneka, A. Einstein, N. Hill, ks. J. Tischner, S. Lem, S. Jobs i inni, gdyby nie wyszła nigdy z ich głów, szuflad ich biurek i gdyby inni z niej nie korzystali? Może ten incydent z blogerem jest pretekstem do mocnejszego sięgnięcia wgłąb własnych doświadczeń i przemyśleń? Spróbuję kontynuować pisanie z nadzieją, że znajdą się chętni, aby przeczytać moje wpisy, że pozostaną się one w ich pamięci, a może przydadzą się do zarządzania ich własnym PIC.

Na koniec tego wpisu chcę podkreślić, że prowadzenie Strefy Stojaqa jest czysto hobbystyczne i nie jest ukierunkowane na działalność komercyjną.

Nikon D80, 70mm, f/4.5, s 1/80, ISO 100

Nikon D80, 70mm, f/4.5, s 1/80, ISO 100

 

Metafora nr 5

OLYMPUS DIGITAL CAMERA„Archiwum fotograficzne gomadzi w odbitkach ostatnie elementy natury oddalonej od myśli” – Siegfried Kracauer (1889 -1966) – niemiecki socjolog, historyk i teoretyk filmowy, publicysta, pisarz, eseista. Słowa Kraucauera To kolejny cytat z z książki Bernda Stieglera p.t. Obrazy Fotografii – Album Metafor Fotograficznych. Zafascynowanie fotografią w XIX wieku powodowało powstanie wielu teorii na temat tej młodej i mało poznanej sztuki. Metafory ze wspomnianej książki Bernda Stieglera są tego namacalnym dowodem. Dzisiejsza, opisuje nam nadzieję żyjących w XIX wieku, że fotografia, a właściwie jej albumy, zastąpią zwiedzanie świata – przecież będzie archiwum całego świata, zastąpią nawet same fotografowane przedmioty, ponieważ będą one już tylko żyły na papierze fotograficznym. Nieoceniona jest rzeczywiście rola fotografii w procesie archiwizowania wszelkich zjawisk społecznych, gospodarczych, przyrodniczych, itd. Jednak, jak pokazują nam doświadczenia, fotografia jest tylko kednym z narzędzi archiwizacyjnych, nie zastępuje nam świata realnego. Co ciekawe, dzisiejsze podejście do internetu, jest kolejną próbą znalezienia alternatywy dla świata realnego. Jednak i w tym przypadku świat obroni namacalność rzeczy, zjawisk przyrodniczych, uczuć, zapachów, dźwięku muzyki granej „na żywo”, itd. Ciekawy przykład postępowania z fotografiami archiwalnymi podał autor książki w odniesieniu do portretów prominentnych polityków stalinowskiego ZSRR, którzy stracili życie z rąk oprawcy. Jeśli taki „delikwent” znajdował się na wspólnej fotografii z innymi „nieobciążonymi” osobami, to należało go zretuszować, zamazać lub wyciąć. Jeśli ktoś był w posiadaniu fotki z  „nie wyretuszowanym” dysydentem, groziła mu za to śmierć….